Trzy typy zerwania z serialami.


1. Zakochałam się w serialu od pierwszego odcinka, ale z sezonu na sezon czar coraz bardziej pryskał.

Najgorsze, co może nas spotkać to zawiedzenie się na ulubionym serialu. Dajemy mu drugą szansę, trzecią, setną, a tu coraz gorzej. Rwiemy włosy z głowy, przekonujemy się, że to przecież nasz ukochany serial i nie możemy sobie odpuścić nowego odcinka. Niestety w końcu nadchodzi ten moment, gdy oglądanie go staje się męczarnią, a my wspominamy z łezką w oku minione sezony.

Ja najbardziej zawiodłam się na „Pamiętnikach wampirów”. Jest to serial, który wiernie śledziłam od pierwszego odcinka. Jeszcze, jako nastolatka podkochiwałam się w przystojnych wampirach i to wcale nie, dlatego, że była na to moda.  Kibicowałam ulubionym paringom. W dniu, kiedy miał wyjść nowy odcinek nie myślałam o niczym innym i szybko biegłam ze szkoły do domu.  Jednak pewnego dnia nadszedł ten moment, gdy serial strasznie obniżył poprzeczkę, lub ja w końcu dorosłam i nie mogłam patrzeć na tę telenowelę.  Czasem zainteresuję się o główne wątki, ale to już moje pozostałości z wielkiej miłości do tego serialu.



Drugim takim serialem są „Słodkie kłamstewka”. Na początku miały ogromny potencjał, trzymały w napięciu i człowiek nie spał po nocach, bo obsesyjnie chciał rozwiązać zagadkę - Who is A?!. Niestety twórcy za bardzo namotali i chyba sami nie wiedzieli jak wybrnąć z tego z twarzą. Z każdym sezonem coraz więcej pytań i stanowczo za mało odpowiedzi.  Wiele obietnic ze strony scenarzystów i jeszcze więcej skwaszonych min fanów. W końcu powiedziałam dość i więcej nie wróciłam do tego serialu.



2. Zabawa w podchody.

Dość interesująca sytuacja, ale do pewnego momentu. Oglądasz nowy serial, wciągasz odcinek za odcinkiem, nie śpisz po nocach i nagle trzeba czekać na kolejny sezon. W końcu jest, odpalasz i… jedna wielka nuda. Kolejny odcinek jeszcze gorszy, następny-fatalny. Ok, rozstajecie się w zgodzie. Po kilku miesiącach słyszysz od znajomych, że właśnie w tym nudnym serialu dzieją się akcje nie z tej ziemi. Nadrabiasz w tempie ekspresowym by w końcu obejrzeć ten świetny odcinek. Faktycznie, jest super, a następnie znowu kilkanaście nudnych odcinków i tak w kółko. Nadchodzi zniechęcenie i kolejny serial wpada na czarną listę.

W moim przypadku było to „Once upon a time”. Pięknie zapowiadający się serial z bajkowymi motywami.  Bawiłam się z nim bardzo długo i nawet przystojny kapitan Hook nie potrafił zatrzymać mnie na stałe.


Kolejnym był „Suits”. Wiem, że to dobry serial, ma wielu fanów i wysokie noty, ale niestety nie w moim guście. Fakt, miał dobre momenty, ale jednak nużą mnie seriale, w którym każdy odcinek ma ten sam schemat.


3. Rzuciłam się na nowy serial, było super, ale nie na tyle by wyszło z tego coś długoterminowego.

Niby wszystko fajnie, ale czemu mam to dłużej oglądać skoro są ciekawsze seriale? Zaczynasz oglądać jakiś serial, wciąga, ale jednak, gdy kończy się sezon, szybko o nim zapominasz. Koniec końców, budzisz się w momencie, gdy już jest z 5 kolejnych sezonów, a Twój grafik jest zbyt napakowany innymi serialami. Nie ma gdzie go upchnąć, więc odsyłasz go z kwitkiem. Tak się kończy wasza przygoda.

Mam w swojej kolekcji kilka takich seriali. Na pewno to będzie „Reign”. Fajny, kostiumowy serial, głównie ten klimat przyciąga i kilku przyjemnych dla oczu aktorów. Niestety akcja szła nie po mojej myśli, więc serial zakończył się dla mnie na jednym sezonie.



  „Hannibal” – sama nie wiem, co było z nim nie tak. Ciekawy pomysł, wciągające wątki, ale chyba jestem mięczakiem, bo nie mogłam znieść ciągłego widoku krwi i świeżego mięcha. Dałam radę obejrzeć tylko kilka pierwszych odcinków.



„Agenci T.A.R.C.Z.Y” – jestem wielką fanką Marvela jednak serial nie oczarował mnie tak jak filmy. Możliwe, że teraz jest o wiele ciekawszy, ja zrezygnowałam z niego podczas pierwszego sezonu. Brakowało mi superbohaterów. To dopiero byłoby coś gdyby taki Iron Man czy Thor gościnnie pojawiali się w serialu. 

Czytaj dalej...

I still believe in Heroes but I prefer Villains.



    Tyle prawdy w tak krótkim zdaniu. Jak się domyślacie dzisiaj przyszła kolej na nasze czarne charaktery, na których widok miękną kolana, a serca na moment się zatrzymują.
     Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam te złe istoty i zawsze modlę się w duchu by pozostały przy życiu, wiadomo, że wyjątki od tej reguły istnieją i jest kilku panów, na którym śmierć czeka się z wytęsknieniem. Muszę się przyznać, że mam słabość do psychopatów i mistrzów zbrodni. Oczywiście nie wpływa na to fakt, że większość z nich jest bardzo urodziwych. No i ośmielę się stwierdzić, że filmy bez nich nie miałyby prawa bytu. W końcu to dzięki łotrom następują zwroty akcji i siedzimy w ciągłym napięciu. Bez nich superbohaterowie nie byliby superbohaterami bo nie mieliby przed kim bronić ludzkości. Dlatego nie mam zielonego pojęcia, czemu nie są im wdzięczni tylko ciągle grożą, że ich zabiją.

1. Sauron, nie jest ani przystojny, ani jakoś wygadany, ale jednak jest z niego kawał drania, a dokładnie to kawał oka. Ma obsesję na punkcie pewnego złotego pierścienia, w końcu, kto nie lubi błyskotek. Siedzi bezpiecznie w swojej wierzy, ma na oku pół Śródziemia, a brudną robotę robią za niego inni. No potrafił się ustawić. Razem z Sarumanem i ogromną armią wykończyli masę postaci, których uwielbiam we Władcy, czego im nie wybaczę i z wielką chęcią patrzyłam na ich klęskę, co się rzadko zdarza, bo jednak wolę, gdy wszyscy pozostają przy życiu.


2.Tom Marvolo Riddle, Lord Voldemort, Ten, którego imienia nie wolno wymawiać, Czarny Pan, Sam-Wiesz-Kto .  Po samych „nazwach” widać, że facet miał nie po kolei w głowie i nic dziwnego, że od najmłodszych lat nazywał siebie wyjątkowym. W sumie trochę zachowuje się jak nastoletnia dziewczyna, posiada pamiętnik, ukochane zwierzątko, ulubiony pierścionek z naszyjnikiem oraz ma obsesję na punkcie nastoletniego chłopca. Zauważyliście, że najwięksi złoczyńcy mają problem z cielesnością? Kolejny, przy którego śmierci nawet nie mrugnęłam okiem. Należało mu się za wszystko. Był bezwzględny, dążył do celu po trupach-dosłownie. Lista jego ofiar jest długa i zawiła, wraz ze Śmierciożercami wymordował kilka z najstarszych i najzacniejszych czarodziejskich rodów. Każdego dnia ginęli mugole i czarodzieje, którzy nie chcieli się do niego przyłączyć. Przez bardzo długi okres czasu był bezkarny, ponieważ nie było osoby wystarczająco uzdolnionej, która pokonałaby Czarnego Pana.
3. Loki. Mój ulubiony Marvelowski łotr, pewnie dzięki wspaniałemu Tomowi Hiddlestonowi, który jest moim ulubionym Brytyjczykiem, dlatego żadnego złego słowa o tym panu nie powiem. Tom świetnie wykreował psychologicznie wiarygodną postać czarnego charakteru. Bez problemu zawłaszcza dla siebie cały ekran i reszta bohaterów schodzi na dalszy plan. W filmie jest chyba jedyną postacią, która przechodzi jakąś wewnętrzną wędrówkę i zmienia się pod wpływem dramatycznych zwrotów akcji. Jak przystało na boga kłamstw i intryg z łatwością owija sobie wokół palca swojego przyszywanego brata i resztę postaci. W momencie, kiedy wszyscy myślą, że Loki przeszedł na dobrą stronę mocy i poświęca swoje życie, od razu wiedziałam, że to kolejna z jego bezbłędnych sztuczek. Dobre posunięcie, załatwił sobie sporo czasu by zawładnąć Asgardem. Szkoda tylko, że następny film, w którym zobaczymy Lokiego będzie dopiero w 2017r., to stanowczo za długo.
4.Khan, którego gra kolejny znakomity Brytyjczyk, Benedict Cumberbatch. Całkowicie urzekł mnie swoim głosem, mogłabym go słuchać w nieskończoność. Dzięki tak wykreowanej postaci Khana o wiele bardziej polubiłam Star Treka. Wracając jednak do samej postaci, można dostrzec w niej dobro, które zostało zagłuszone chęcią zemsty. Krzywda i cierpienie, jakie odczuł Khan sprawiło, że stał się tym złym. Im lepiej poznawałam postać Harrisona, tym bardziej zaczynałam przyznawać mu prawo do zemsty. Sprowokowanie wojny nie jest jego sposobem na zabicie czasu, czy zwykłym kaprysem. Po prostu szuka sprawiedliwości. Sam został oszukany, zabito jego załogę, którą nazywał rodziną. Jest to kolejna zła postać w filmie, o której losy najbardziej się martwiłam, a jego historia jest bardziej wzruszająca niż moment, gdy wszyscy myślą, że kapitan Kirk nie żyje.
5.Magneto, w jego postać wciela się dwóch świetnych aktorów, w zależności od czasów, w jakich odgrywa się film. W prequelach jest to Michael Fassbender. Michael miał za zadanie zagrać Erika z jego wczesnych lat, gdy jeszcze nie potrafił do końca okiełznać swoich mocy i moim zdaniem wywiązał się z niego znakomicie. Przedstawił postać, która zmaga się z koszmarami przeszłości i gdy widzi się jego ból wyryty na twarzy to chce się jak najszybciej ukoić jego cierpienie. Motywy tego mutanta również są dobre, chce lepszego życia dla istot takich jak on, jednak nie potrafi czynić dobra, bez czynienia zła i co najgorsze, ma tego świadomość, to czyni go prawdziwym złym charakterem. No i warto wspomnieć o jego uśmiechu, który jest jednocześnie piękny i przerażający. W starszego Erika wciela się niezastąpiony Ian McKellen. Osoba, która sama w sobie wzbudza respekt i właśnie taki jest Magneto w późniejszych latach. Wyniosły, potężny i bezwzględny w tym, co robi.
6.Moriarti-jest wisienką na torcie w mojej liście. Tak cudownego psychopaty dawno nie widziałam. Sieje zamieszanie gdzie się pojawi. Nudzi go zwykłe życie i musi w nie wnieść „odrobinę” chaosu. Gra go Andrew Scott, któremu w wykonaniu roli na pewno pomaga stale towarzyszący obłęd w oczach i cwaniacki uśmiech. Zagrał godnego przeciwnika dla Sherlocka. Szalonego i niezrównoważonego człowieka, który wzbudza strach. We wszystkim, co robi Moriarti czuć pasję, w tym jak planuje i wciela w życie kolejne zbrodnie. Ma z tego frajdę, bawi się, nie bierze niczego na poważnie. Chce na siebie zwrócić uwagę Sherlocka, to jest jego celem. Jest bardzo zdeterminowany, na tyle by popełnić samobójstwo tylko po to by jego plan został wykonany. Prawdziwy mistrz zbrodni, który zasługuje na miano czarnego charakteru.





Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka