Weekend z książką - ,,Wierni wrogowie" Olga Gromyko


,,To nie prawda, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. 
Istnieją znacznie bliższe rzeczy. 
Obojętność. Gorycz. Pustka."
- Olga Gromyko ,,Wierni wrogowie"




   Na wstępie chciałam powiedzieć, że zepsuliście mi kotkę. Poprzewracało się młodej w głowie od tylu komplementów i zaczyna gwiazdorzyć. W amatorskich sesjach nie chce brać udziału i marzy o okładkach Vogue. No zobaczymy jak szybko wróci z podkulonym ogonem. Na razie mam mniej wybredne zastępstwo. :)
   Dzisiaj chciałabym wam przedstawić książkę Olgi Gromyko pod tytułem ,,Wierni wrogowie”.  Od dawna słyszałam wiele dobrego o tej autorce i chciałam przeczytać jej kultowy cykl ,,Obca krew”, ale niestety nigdzie go nie dostałam. Obie serie są osadzone w tej samej magicznej krainie, ale na szczęście opowiadają całkiem różne historie. Na początku trochę ciężko było mi się wkręcić w styl autorki, ale po kilku rozdziałach wręcz go pokochałam. Jest pełen sarkastycznego poczucia humoru, który doprowadza do spazmatycznych ataków śmiechu, albo nawet rechotu, jak to woli.


   Główną bohaterką jest Szelena. Wilkołaczyca z krwi i kości, taka już się urodziła, nikt jej nie ugryzł i nie przemienił. Żyje sobie spokojnie w małej chatce wśród zwierząt i dorabia, jako zielarka. Jej poukładany i wyizolowany świat zakłóca pojawienie się pewnego czarodzieja, a raczej jego bezwładnego ciała. Szelena podsłuchała w karczmie, że ludzie zatłukli miejscowego maga i musiała się na własne oczy przekonać czy to prawda. Okazało się, że był bardzo pokiereszowany i dziewczyna postanowiła przećwiczyć na nim swoje zielarskie zdolności, a potem stoczyć z nim sprawiedliwą bitwę. W końcu już dawno się przyjęło, że Wilk i Mag to wierni wrogowie. Po kilku dniach zwala jej się również na głowę uczeń Weresa, który chce bronić swojego mistrza przed okropną kreaturą. Jakby tego było za mało to jeszcze w okolicy zaczynają grasować niewidzialne bestie, którymi musi sterować bardzo potężna postać. Ich pojawienie się zmusza Szelenę do współpracy z wrogami i wspólnej wyprawy w nieznane. W trakcie podróży do wesołej kompanii dołącza również smok, który wcale nie jest taki odważny jak się przechwala i mała dziewczynka z wielką tajemnicą.


,,Już przy wyjściu smok niepewnie dotknął mojego rękawa.
- Szeleno, posłuchaj...
-Hm?
-A paszteciki na pewno były... z Burkiem?
-Nie. Żartowałam.
Porozumiewawczo poklepałam go po ramieniu.
-Niby skąd ja mam wiedzieć, Burek, Reks czy Azor...? Psina zawsze zostaje psiną!”

   W całej książce na pewno najbardziej podoba mi się główna bohaterka, która jest błyskotliwa, kąśliwa, mówi, co jej ślina przyniesie na język i nie zastanawia się za długo nad tym, co robi. Dzięki niej wszystkie dialogi między bohaterami są pełne przekomarzania i ciętych odzywek. Oczywiście cała reszta bohaterów depcze jej po piętach i odwzajemnia się równie wybornym poczuciem humoru. Słowne potyczki między Szeleną, a Weresem to moje ulubione momenty w lekturze.


,,Ten, co zdradził wroga, kiedyś zdradzi też przyjaciela.”

   Jest to kolejna książka, w której postacie udowadniają, że wróg nie zawsze musi być kimś, z kim trzeba toczyć zażarte boje. Może się okazać, że warto mu zaufać i dać szansę. W końcu nigdy nie wiadomo, kto się stanie naszym przyjacielem. Wszystkim w drużynie od lat wpajano, że muszą zabijać Wilkołaki. Grupa złożona z różnych gatunków nie miała prawa bytu, ale w sytuacji bez wyjścia, wszyscy odkładają swoje animozje na bok i łączą się w walce z potężnym i złym czarodziejem.


   Książka jest świetną odskocznią od codzienności. Wciąga do magicznego świata, pełnego magów, elfów, trolli, smoków i wszystkiego, czego dusza zapragnie. Autorka pisze bardzo obrazowo, więc bez problemu czytelnik wczuwa się we wszystko, co nam podaje. Bierzemy udział w każdej bitwie i przeżywamy te same rozterki, co bohaterowie. Grubości powieści (około 650 str) w ogóle się nie odczuwa, kartki przewraca się w ekstremalnym tempie i chłonie przygody Wiernych wrogów.

Czytaj dalej...

Igrzyska śmierci : Kosogłos część 2.


  
 
   Mam spory sentyment do całej trylogii ,,Igrzysk śmierci” i po obejrzeniu ostatniej części zadaję sobie tylko jedno pytanie. Czy faktycznie otrzymaliśmy zaskakujące zakończenie, które obiecywały telewizyjne reklamy? Nie byłabym tego taka pewna. Już nawet nie biorę pod uwagę książek, bo nie lubię porównywać z nimi ekranizacji. Po prostu przyjęło się, że film, czy książka musi mieć dobre zakończenie. Musi być rozrywką, która zadowoli widza, bo po co tracić czas na coś, co źle się kończy i jedynie przynosi zawód? Przecież skoro otrzymujemy bohaterkę, która działa w słusznej sprawie to wiadomo, że w końcu po ciężkich bojach i wielu bolesnych stratach osiągnie cel.



   Sama walka Katniss nie miałaby w ogóle sensu, gdyby Snow jednak przeżył i dalej prowadził rządy, albo gdyby jego miejsce zajęła samozwańcza Coin. Ludzie lubią oglądać idealistycznych bohaterów, którzy dla dobra ogółu poświęcają siebie i najbliższych. Chcą wierzyć, że zło zawsze przegrywa, a gdzieś tam w tłumie żyje odważna Katniss, która ich uratuje. Oczywiście nie może być też zbyt kolorowo, bo nasza główna bohaterka nie jest superbohaterem, nie ma nadzwyczajnych mocy, które jej wszystko ułatwią. Jest zwykłym człowiekiem i walczy w imię swoich przekonań, które ciągle są naginane pod wpływem przywódców rebelii. Staje się marionetką w rękach kolejnych ludzi u władzy, którzy traktują ją jedynie, jako symbol motywujący do działania. Nie ma dla nich znaczenia, czy będzie brała udział w bitwie, czy zginie. Najważniejsze by Katniss dała jasny przekaz rebeliantom, którzy będą chcieli podążać wyznaczoną przez nią ścieżką. Na szczęście dziewczyna szybko pojmuje, że starając się uwolnić od jednego tyrana trafia na kolejnego i zaczyna działać na własną rękę, co najlepiej jej wychodzi. Wiele planów zostaje naznaczonych krwią bliskich ludzi jednak Everdeen wie, że te wszystkie osoby nie straciły życia na daremno i ze względu na nich nie może się poddać.



   Podsumowując - dla mnie zakończenie na pewno nie było zaskakujące. Może chodziło o wątek miłosny? W końcu dwóch mężczyzn starało się o serce Katniss, jednak nie była to najważniejsza sprawa w całym filmie. Wychodzi na to, że jest to kolejny zakłamany chwyt marketingowy, którego zamiarem jest przyciągnięcie jak największej grupy ludzi, która naiwnie wierzy, że film ich wbije w fotel i odbierze mowę z zaskoczenia. Wydaje mi się, że cała seria jest na tyle dobrym widowiskiem, że nie potrzebuje naciąganych komentarzy. Świetna produkcja sama się obroni, a druga część Kosogłosa, właśnie na takie miano zasługuje. 

 
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Tajemny ogień" C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld.

,,Taylor przeszło przez myśl, że w widoku twardego człowieka o krwawiącym sercu jest coś przygnębiającego. Wydaje się wtedy zaskoczony, zupełnie jakby w momencie, gdy pęka mu serce, uświadamiał sobie, że je ma." - C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld ,,Tajemny ogień"

 
   Świeżutka książka, która miała swoją premierę zaledwie miesiąc temu. Od razu zgarnęłam ją z półki, chociaż do młodzieży już nie należę. Widocznie mentalnie nadal siedzę w tym przedziale i nie zapowiada się na zmiany. ;) Jednak zaczynam mieć spore obiekcje, co do przewijających się wątków miłosnych w tych lekturach, wszystkie są oklepane do granic możliwości, dlatego skupiam się na wszystkim poza tymi równie nierealnymi jak motyw fantastyczny romansidłami.



   W książce mamy dwóch głównych bohaterów, których losy wzajemnie się przeplatają. Natrafiają na siebie przez przypadek i nawet nie mają pojęcia, że wisi nad nimi przeznaczenie. Dziewczyna jest na pozór zwykłą nastolatką z wielkimi ambicjami. Większość swojego czasu spędza z nosem w książkach, ponieważ chce się dostać do Oxfordu, gdzie naucza jej dziadek. Natomiast chłopak rzucił szkołę i czerpie z życia najwięcej jak się da, gdyż na jego rodzinę została rzucona klątwa - każdy pierworodny i najstarszy syn umiera w dniu swoich 18 urodzin. Poznają się dzięki nauczycielowi Taylor, który prosi ją o podszkolenie Sachy w języku angielskim. Przy pierwszym kontakcie okazuje się, że chłopak jak na Francuza świetnie radzi sobie z obcym językiem i wcale nie potrzebuje korepetycji. Od tamtego momentu w życiu Taylor dzieje się wiele dziwnych rzeczy: niepokojące bóle głowy, utrata czasu, wybuchające żarówki i przeczucie, że ktoś ją notorycznie śledzi. Wszystkie te wydarzenia są powiązane z Sachą, dla którego zdolności dziewczyny mogą być ostatnią szansą na pozbycie się klątwy.


   Wątkiem fantastycznym jak zawsze jestem oczarowana. Autorki postawiły na niesztampowy pomysł, co na pewno się opłaciło. Stworzyły dwie oryginalne i odmienne postacie, które są ze sobą powiązane za sprawą klątwy towarzyszącej ich rodzinom od 13 pokoleń. Chłopak ma tylko 8 tygodni by nacieszyć się życiem. Pogodził się już ze swoim losem i zatracił w kryminalnym środowisku. Nie spodziewał się, że gdzieś w Anglii żyje dziewczyna, która również jak on musi spłacić dług swoich poprzedników. Cała historia niesamowicie wciąga, jest pełna niedomówień, zagadek i nierozwiązanych spraw sprzed lat. Wszystkie odpowiedzi czają się gdzieś w starych księgach zapisanych niezrozumiałym językiem i czekają na odkrycie przez parę nastolatków, których przodkowie pałali do siebie nienawiścią i zapoczątkowali to całe szaleństwo. Oczywiście poznają się przypadkowo i od pierwszego spojrzenia są sobą oczarowani. Cieszę się, że w tej części nie było czasu na zbędne miłosne uniesienia, gdyż ich zalążek był już męczący. Fabuła sama w sobie jest dość skomplikowana i posiada więcej pytań niż odpowiedzi, z zapartym tchem przerzuca się kartki by dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi. W upajaniu się tajemniczą historią przeszkadzały tylko miłosne momenty głównych bohaterów, którzy mieli za sobą kilka rozmów i już byli sobą zauroczeni. Niewinne rumieńce ciągle pojawiały się na twarzy Taylor, która spoglądała z uwielbieniem na Sachę, a ten z pewnego siebie chłopaka zamieniał się w zawstydzonego młodzieńca. Mam nadzieję, że ten wątek w kolejnych częściach nie zostanie rozwinięty na większą część książki, a autorki nadal będą skupione na rozwiązywaniu fascynującej tajemnicy sprzed lat. Nie mogę się doczekać zakończenia opowieści owianej alchemią, która determinuje życie bohaterów i sprawia, że nie jest łatwe, lecz pełne walki o własne życie i losy całego świata.

  
Czytaj dalej...

I don't want realism. I want magic!



   Pewnie zastanawiacie się, czemu to właśnie fantastyka jest moim ulubionym gatunkiem, zwłaszcza w literaturze. W końcu, jako kobieta powinnam z zamiłowaniem sięgać po wszystko, co jest romansem lub dramatem, a najlepiej dwa w jednym. Przyznam się, że od bardzo dawna nie przeczytałam książki z innego działu i to nie dlatego, że jestem jakąś ignorantką i nie lubię innych kategorii, po prostu to fantastyka skradła moje serce. Z serialami i filmami czasem poszaleję i obejrzę coś, co odbiega od mojej sztandarowej tematyki, zwłaszcza, gdy pojawia się tam ulubiony aktor. Chyba każdy z nas ma swojego ulubieńca, dla którego obejrzy nawet najgorszą produkcję? Fantastyka jest dla mnie odskocznią do świata marzeń, czegoś nierealnego i pięknego. 
Po prostu preferuję światy wymyślone nad rzeczywistość. Stworzyłam nawet listę powodów,dla których sięgam po takie książki:
  • bo nie lubię realizmu, wolę magię
  • bo potrzeba niepojętej wyobraźni, by tworzyć takie historie
  • bo smoki
  • bo nie lubię dramatów, które można spotkać za każdym zakrętem
  • bo ckliwe historie przegrywają z trzymającą w napięciu bitwą
  • bo Nocni Łowcy
  • bo jestem z Drużyny Pierścienia
  • bo inaczej nie trafiłabym do Gildii Magów
  • bo te wszystkie wspaniałe historie nie przytrafiłyby mi się w normalnym życiu
  • bo postacie zapadają w pamięci dzięki swojej wyjątkowości
  • bo chyba nikt mi nie powie, że nie czeka na list z Hogwartu

  • bo nie zawsze anioły są lepsze od diabłów
  • bo zwierzęta mówią ludzkim głosem
  • bo super moce
  • bo przydatniejsza jest nauka rysowania runów niż całkowanie
  • bo wieczne życie
  • bo nadnaturalne istoty skradły moje serce
  • bo Tolkien bogiem, a Rowling nałogiem
  • bo uwielbiam marzyć o tym, czego nigdy nie dostanę
  • bo otwiera oczy na ukryte piękno

   Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo naprawdę widzę same zalety w kontakcie z fantastyką. Domyślam się, że wielu ludzi ma to za bajki i niepojęte historie. W końcu, po co komu Elfy, a o Entach już lepiej nie wspominać. *Zaraz. Enty? A to jakaś nowa marka?* Są gusta i guściki, o których podobno się nie dyskutuje, ale mam nadzieję, że chociaż trochę was zachęciłam tym tematem. Może już lubicie fantastykę? Albo jesteście oczarowani innym gatunkiem? Polecajcie swoje perełki, z chęcią się z nimi zapoznam.
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Pisane szkarłatem".


,,Ludzie często powtarzają, że zemsta jest kobietą. 
No cóż, dziś Zima szukała zemsty."
Anne Bishop - ,,Pisane szkarłatem"


   Kolejna książka, która należy do moich ulubieńców i na dodatek zahipnotyzowała mnie okładką. Po czym poznaję, że książka jest moim faworytem? Między innymi nie mogę się od niej oderwać i nawet sen nie jest ważniejszy od skończenia wciągającej historii. Właśnie, tak było i z tą powieścią. Kolejnym powodem, dla którego pokochałam tę książkę to wybitnie zaawansowana wyobraźnia autorki. Nigdzie wcześniej nie spotkałam tak wspaniale wykreowanych postaci. W książce o bardzo rozbudowanej fabule cały czas przewija się wiele charakterów, zaczynając od zwykłych ludzi, a kończąc na żywiołach w postaci kuców. Przy innych lekturach nie udawało mi się zapamiętać wszystkich osób, gubiłam mało istotne wątki, a tutaj wszystko pięknie łączy się w synchronizowaną całość i nie sposób ominąć najdrobniejszych szczegółów.


   Główna bohaterka – Meg Corbyn jest jasnowidzem, ale nie byle, jakim. Jej zdolności objawiają się dopiero po przecięciu skóry. Od rodzaju rozcięcia zależy, czy przepowiednia będzie zawierała dużo istotnych informacji, czy jedynie mglisty zarys przyszłych wydarzeń. Na świecie mówi się, że takie osoby są dla siebie zagrożeniem i muszą przebywać we specjalnym ośrodku pod opieką Kontrolera. Jednak nikt nie wie, co tam tak naprawdę się dzieje. Meg postanawia się w końcu wyrwać spod władzy człowieka, któremu nie zależy na bezpieczeństwie dziewczyn, tylko na pieniądzach zdobytych od ludzi pragnących poznać swoją przyszłość. Po długiej wędrówce trafia na Dziedziniec w Lakeside, zamieszkany przez Innych, czyli przez prawowitych mieszkańców ziemi. Poznaje tam Simona Wilczą Straż, Zmiennokształtnego, który zatrudnia Meg na stanowisku łącznika z ludźmi. Simon wyczuwa, że wieszczka krwi nie jest zwykłym człowiekiem, dlatego daje jej szansę. Szybko się okazuje, że dziewczyna jest bardzo miło przyjęta przez Innych, którzy w chwili niebezpieczeństwa postanawiają nawet stanąć w jej obronie.


   „Kurier spojrzał na Wilka i zbladł. Wilk spojrzał na kuriera i oblizał się.” Bardzo podobają mi się w książce opisy relacji między ludźmi, a Innymi.  Dzieci Namid pilnują ładu na ziemi, jeden zły ruch człowieka może się skończyć śmiercią lub karą w postaci odgryzienia ręki. Przeważnie w takich historiach to ludzie panują nad światem, a „wybryki natury” muszą się ukrywać. W tej książce jest na odwrót, to Inni wyznaczają zasady, a jeśli człowiek się nie przystosuje to zostanie rozszarpany na strzępy i sprzedany w osiedlowym sklepiku.
“Wrona, wieszczka i wampir weszli do biura… pomyślał. To jak początek tych głupich ludzkich dowcipów, których terra indigena nigdy nie potrafią zrozumieć.” Dzięki wkroczeniu ludzi do świata Innych powstaje wiele zabawnych wydarzeń, które umilają skomplikowaną fabułę. W takich momentach widać wyraźnie różnice w zachowaniu różnych istot i całkiem inne podejście do życia. To, co jest oczywiste dla ludzi niekonieczne jest zrozumiałe, dla Zmiennokształtnych, którzy mają bardziej pierwotne instynkty.

 
Czytaj dalej...

Ciężkie życie Geeka.


   Ostatnio zauważyłam, że w dzisiejszych czasach ciężko być prawdziwym geekiem. Rzadko, kiedy trafia się na ludzi, którzy w ogóle znają prawdziwe znaczenie pojęcia „geek”, czy „nerd” i używają ich notorycznie, ponieważ jest to na topie. Przeczytałeś jedną książkę z fantastyki, którą zachwalają na każdej stronie? No to już możesz pretendować do miana geeka, ponieważ aktualnie nie trzeba się bardziej wysilać w tym kierunku. Podejrzewam, że to taka moda, ale, po co udawać kogoś, kim się nie jest? Przecież prędzej, czy później prawda wyjdzie na jaw i najbardziej wyrafinowane kłamstwa nie pomogą. Kilka sytuacji z życia wziętych:

1. Geekowy oszust.
Pewnego dnia wpadła do mnie koleżanka i zobaczyła moje twory plastyczne związane z ulubionymi książkami. Zaczęła piszczeć niczym 5 latka i zażyczyła sobie identyczną pracę, bo również jest wielką fanką wymienionych przeze mnie lektur. Nie powiem, na początku nie miałam z tym problemu, zwłaszcza, że w końcu ktoś docenił moje „zdolności”. Niestety po chwili rozmowy moja mina zrzedła, a wszystko, co mogło opaść zrównało się z podłogą. Na rysunku były symbole nawiązujące do ulubionych historii, a moja zacna znajoma nie miała zielonego pojęcia, o jakie książki chodzi. Oczywiście nie obyło się bez krętactw w stylu „Wyleciało mi z głowy”, „A masz rację! Tyle już tego przeczytałam, że zapomniałam”, potem przestała owijać w bawełnę i przyznała, że nie czytała tych książek, zna ogólny zarys, więc, w czym problem? Jest fanką i już.


2.
  Jestem wielką miłośniczką Tolkiena!
Rozumiem, że dla niektórych osób Tolkien jest mistrzem fantastyki, bo sama tak uważam, ale warto zaznaczyć, że on napisał książki, a nie stworzył film, taki mało znaczący szczegół. Przykład z kolejną koleżanką (chyba powinnam się przestać chwalić takimi znajomymi?), która zawsze przytakiwała mi, gdy wychwalałam twórczość Tolkiena, nie wyobrażacie sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy po kilku latach z euforią oznajmiła mi, że w końcu dorwała książkę „Władca Pierścieni” i będzie się mogła przekonać, czy jest tak dobra jak film. To był ten moment, gdy pierwszy raz miałam ochotę wyrzucić kogoś z facebooka.

 

3. Wyścig Geeków , gdy ilość ma znaczenie, a nie jakość.
-Ile kupiłaś książek w tym tygodniu?
-2
-Tak mało? A niby taki z Ciebie mól książkowy.
-Nic więcej mnie nie zainteresowało, a o czym są Twoje?
-Brałam jak leci, bo na przecenie były.

W końcu nie liczy się to, czy Twoja szafka jest zapchana ulubionymi książkami, do których wracasz z wielką przyjemnością. Ważniejsze jest zastawienie pokoju wzdłuż i wszerz grubymi księgami, a nóż odwiedzający znajomi zaczną Cię podziwiać za unikalną zdolność czytania książek z własnej woli. W końcu tak mało ludzi teraz sięga po coś do czytania poza magazynami, więc co za różnica, czy masz na półce ulubioną książkę, czy encyklopedię w obcym języku.

 

4. Coś gdzieś dzwoni, ale za cholerę nie wiem, w którym kościele.
-Uwielbiam Marvela! Który film jest moim ulubionym? No oczywiście, że Batman. 
-Przecież wiem, że w składzie Avengersów znajduje się Superman.
-Co? Sauron i Saruman to nie ta sama postać? 
-Aragorn to ten obrzydliwy pająk z Harrego Pottera
-Kocham Tolkiena! Ciekawe, czy zrobi jeszcze jakiś film.


   To tylko zalążek niedorzecznych sytuacji, które mnie spotykają w kontakcie z osobami, dla których moda jest ważniejsza od prawdziwego zainteresowania. Działa to na zasadzie znanych i podziwianym zespołów. Znasz jedną piosenkę? Możesz dumnie nazywać się ich najwierniejszym fanem. Tak samo jest z byciem geekiem. Przeczytałeś Zmierzch? Fantastyka nie ma przed Tobą żadnych tajemnic. Oczywiście sama na początku sięgałam po różne gatunki, każda przeczytana książka robiła na mnie wrażenie, ale to fantastyka sprawiła, że po zagłębieniu się w niej nie chciałam wracać do innych tematyk. Chyba w końcu o to w tym wszystkim chodzi? By znaleźć coś, co najbardziej człowieka interesuje. Jednak jest to temat na kolejną notkę, dzisiaj już wystarczająco się rozpisałam. 
Czytaj dalej...

Wojna z czarownicami, czyli do akcji wkracza Vin Diesel.


  Zawsze lubię oglądać filmy, w których występuje Vin Diesel, dlatego bardzo się ucieszyłam na wieść o nowej ekranizacji z jego udziałem i z chęcią wybrałam się do kina na ,,Łowcę czarownic”. Po seansie nasuwał mi się tylko jeden wniosek – trzymaj blisko przyjaciół, ale wrogów jeszcze bliżej. Czemu? Już wyjaśniam.

 
 
   Film zaczyna się w czasach, gdy trwała notoryczna wojna między ludźmi, a czarownicami. Grupa śmiałków wkroczyła do kryjówki wroga, by wytępić najsilniejszą wiedźmę. Była ona odpowiedzialna za rozprzestrzenienie zarazy i śmierć wielu ludzi. Gdy uchodziło już z niej życie rzuciła na Kauldera (Vin Diesel) klątwę, która sprawiła, że stał się nieśmiertelny, ale jednocześnie miał nigdy nie zaznacz szczęścia w swoim długim życiu. Po tej rozgrywce zostajemy przeniesieni do dzisiejszych czasów, czyli około 800 lat później. Dowiadujemy się, że został zawarty pakt i ludzie żyją w zgodzie z wiedźmami. Kaulder jedynie stoi na straży ładu i wyciąga konsekwencje, gdy jakaś wiedźma złamie przysięgę. Wśród czarownic jest żywą legendą i nie ma osoby, która nigdy by o nim nie słyszała. Pomaga mu tajna grupa Dolanów, których zadaniem jest przydzielenie tak zwanego pomagiera. W filmie mamy akurat możliwość poznania Dolana 36, postanawia on przejść na emeryturę i oddać swoje stanowisko młodemu i gotowemu do działania Dolanowi 37. Łowca czarownic zaczyna zapoznawać nowego kompana z magicznym życiem i jak się potem okazuje, natrafia na ślady dawno zapomnianej magii, którą praktykowała zła królowa.

 
 
   Film bardzo przyjemnie się ogląda, wciąga i pozwala przenieść się na chwilę do świata magii. Głównym wątkiem jest misja Kauldera i ona zajmuje większą część historii, jednak warto również zwrócić uwagę na ludzi, którzy otaczają naszego bohatera. Łowca poznaje wiedźmę Chloe, z którą bardzo szybko łapie dobry kontakt, chociaż z założenia powinna być jego wrogiem. Ochrania ją przed niebezpieczeństwem, a ona rewanżuje mu się swoją pomocą w zadaniach, których sam Kaulder nie zdołałby wykonać. Stają się partnerami w unicestwianiu zła. Z drugiej strony jest Dolan 37, który powinien być wiernym kompanem. Pochodzi z grupy, której zadaniem było wspieranie Łowcy, a jego poprzednik został prawdziwym przyjacielem Kauldera. Jednak postać Dolana 37 ograniczała się do bycia cieniem i cichym obserwatorem, który w najmniej oczekiwanym momencie wbija przysłowiowy nóż w plecy. To jedynie pokazuje, że nie każda osoba z dobrą opinią jest godna zaufania, a nie każdy wróg jest skazany na potępienie.
 Czasem warto poznać bliżej nowych ludzi, niż sugerować się łatką, która do nich przylega.

Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Szklany Tron".


 ,,- Czujesz się samotna? - wyrwało mu się.
- Samotna? (...) Nie. Potrafię dać sobie radę sama, o ile mam co czytać."
-Sarah J. Maas ,,Szklany Tron"


   Czasem ciężko znaleźć w tłumie książek coś nowego i niepowtarzalnego. Wiele historii jest powielanych i po przeczytaniu kilku stron można przewidzieć jak dana sytuacja się skończy. Miałam taki moment, że wiele książek mnie po prostu rozczarowało, nic nie wciągało i tylko odkładałam je z wielkim żalem na półkę. Podczas przypadkowego pobytu w Empiku rzuciły mi się w oczy wielkie plakaty reklamujące trzecią część cyklu ,,Szklany Tron”. Wcześniej nie słyszałam o tej serii, ale jak zaczarowana pobiegłam z pierwszym tomem do kasy. Intuicja kolejny raz mnie nie zawiodła, ponieważ książka jest niesamowicie wciągająca i co najważniejsze, opowiada historię, z którą nigdy wcześniej się nie spotkałam.



   Kobieta płatnym mordercą? To jest to, czego potrzebowałam. W końcu główna bohaterka jest silną i niezależną postacią. Nie potrzebuje u swego boku mężczyzny, który ją obroni. Wszyscy wręcz się jej boją i wiedzą, że w mgnieniu oka może ich zamienić w worek treningowy. Piękna, odważna i niebezpieczna-taka właśnie jest Celaena Sardothien. Za swoje zbrodnie została skazana na ciężkie prace w kopalni soli. Pewnego dnia otrzymała szanse uwolnienia się od tego wszystkie, ale pod jednym warunkiem.  Musi wziąć udział w szaleńczo niebezpiecznym turnieju o miano królewskiego zabójcy, w którym biorą udział najwięksi złoczyńcy w królestwie. Wygrana oznaczała kilkuletnią służbę dla króla, a potem upragnioną wolność, przegrana była wyrokiem śmierci, która i tak czekała na dziewczynę w kopalni.
,,Nazywam się Celaena Sardothien – szepnęła. Choć moje imię nie ma znaczenia. Możesz mnie nazywać Celaeną, Lillian albo suką, a ja i tak cię pokonam”Pewna siebie zabójczyni bez zastanowienia zgodziła się na taki układ i pokazała, że zawalczy o swoją przyszłość, nawet za cenę służenia znienawidzonemu władcy.
   Przygotowania do turnieju toczyły się po jej myśli, do momentu aż uczestnicy zaczęli być mordowani i to w bardzo tajemniczy sposób.,,Klatka Xaviera była rozpruta, a wszystkie żywotne organy zostały z niej usunięte”. Na dodatek wokół ciała zostały namalowane krwią znaki w nieznanym języku. Celaena stanęła przed ciężkim wyborem, albo rozwiąże zagadkę, albo sama stanie się ofiarą i nie dotrwa do ostatecznej walki.


   Poza głównym wątkiem, który jest dla mnie niezwykle ciekawy pojawia się również motyw miłosny. Główna bohaterka obija się między dwoma mężczyznami, a każdy z nich jest na swój sposób interesujący. Przystojny książę, na którego zlecenie to właśnie ona została wybrana do turnieju oraz bardzo intrygujący i tajemniczy dowódca straży królewskiej.,, -Masz straszne blizny-rzekł cicho. Zabójczyni oparła dłoń na biodrze i podeszła do drzwi garderoby. -Wszyscy nosimy blizny, Dorian. Jedyna różnica polega na tym, że moje są bardziej widoczne od innych”. Dorian jest bardzo zdeterminowany i nie słucha uwag na temat groźnej zabójczyni. Od samego początku jest nią zainteresowany. Łączy ich wspólne zamiłowanie do książek oraz równie cięty język.  Natomiast Chaol widzi w niej jedynie zagrożenie. Jest nieufny i zawsze ma pod ręką broń, zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z osobą, która bez mrugnięcia okiem zabijała innych ludzi. Jednak zostaje zmuszony do trenowania dziewczyny i po wielu wspólnie spędzony godzinach zaczyna zmieniać o niej zdanie.,,Bariery topiły się z każdym dniem. To on na to pozwalał. Znikały, gdy słyszał autentyczny, szczery śmiech dziewczyny. Kurczyły się, gdy widział ją śpiącą z twarzą na otwartej książce. Malały, bo wiedział, że zwycięży w turnieju".
   Motyw miłosny jest dość oklepany i często przewija się w książkach, ale muszę się przyznać, że nie mam zielonego pojęcia, z kim skończy główna bohaterka. Miota się między dwiema genialnie wykreowanymi postaciami, których nie da się nie polubić. Dlatego skupiam się na głównym wątku, który jest dla mnie świeżym i bardzo interesującym tematem. Sprawy sercowe są tylko tłem i każdy wybór bohaterki będzie dla mnie satysfakcjonujący.

 
Czytaj dalej...

Dzień postaci z bajek.



   Wiecie, jaki dzisiaj jest dzień? Międzynarodowy Dzień Postaci z Bajek! Temat, nad którym lubię się rozwodzić, ponieważ bajki zawsze będą dla mnie świetną rozrywką. Chyba każdy z nas miał w dzieciństwie ulubioną animację, którą do tej pory wspomina z sentymentem lub w ukryciu przed znajomymi nadal ją ogląda na dobranoc. 
Dla mnie takim numerem jeden na pewno jest ,,Król Lew”, będąc dzieckiem mogłam go oglądać całymi dniami i nigdy mi się nie nudził. Do tej pory słyszę w głowie piosenki towarzyszące tej bajce i pojawia mi się uśmiech na twarzy na wspomnienie najlepszych momentów - „Hakuna Matata, jak cudownie to brzmi…”
Macie swoją ulubioną bajkę? Lub postacie, które zapadły wam w pamięci? Ja wymienię swoje i zobaczymy, czy też za nimi przepadacie. 


,,Król Lew” – Simba i Skaza to moje ulubione postacie z pierwszej części, lubiłam oglądać ich potyczki, a w ,,Król Lew II:Czas Simby” moje serce skradli Kiara i Kovu. Chyba jedyna bajka, której druga część była moim zdaniem lepsza od pierwszej.

 
,,Mulan”
– Mushu i Koń(Khan), zabawny duet, przy którym szło się popłakać ze śmiechu.


,,Herkules” – Hades? Pegaz? Filoktet? Nie mam pojęcia, kto z tej bajki był najlepszy. Wszyscy byli udani, ale sceny Pegaza i Filo były najśmieszniejsze. Zwłaszcza, gdy na początku za sobą nie przepadali lub w momentach, gdy byli zazdrośni o Megarę.


,,Anastazja” – chyba jedyna bajka, typowo dziewczęca, którą bardzo lubiłam. Głównie ze względu na postać Anastazji i pięknych melodii.

 
,,Shrek”
– tu chyba nikogo nie zdziwię jak wymienię Osła i Kota w butach?
 Na trzecim miejscu znajduje się jeszcze Smoczyca. Związek, który tworzy z Osłem na pewno przejdzie do historii kina.

 

,,Epoka Lodowcowa”
– Wiewiór! Taki niepozorny, a wielokrotnie namieszał w bajkach przez swojego bzika na punkcie żołędzi.

 

,,Madagaskar”
– główne postacie mogą się schować przy Pingwinach lub królu Julianie. Oglądało się ich z największą przyjemnością, nic dziwnego, że doczekali się seriali, a nawet w przypadku Pingwinów osobnego filmu.

 
Czytaj dalej...

Duchy przeszłości, czyli słów kilka o Crimson Peak.


   W piątkowy wieczór wybrałam się do kina na horror. Szłam z przekonaniem, że pół seansu przesiedzę z zamkniętymi oczami, ponieważ tchórz jest ze mnie niesamowity. Ogromne było moje zdziwienie, gdy otrzymałam piękną historię, przepełnioną niespełnioną miłością i marzeniami o wolności. Bardzo lubię filmy posiadające szczyptę mrocznego klimatu, który trzyma w napięciu, ale nie sprawia, że nie mogę spać przez najbliższy tydzień ze strachu, że coś mi wylezie spod łóżka. Jednak zacznijmy od początku opowieści.

  
  Ta historia nie jest o duchach, jedynie pojawiają się one od czasu do czasu w formie duchów przeszłości, które usilnie starają się przekazać pewne informacje głównej bohaterce. Jest nią Edith Cushing, młoda pisarka, która w swoich dziełach nie chce zagłębiać się w wątki miłosne, a jej postacie same decydują o swoim losie. Odrzuca zaloty przystojnego lekarza i sprawia pozory osoby, która nie jest zainteresowana związkiem do momentu aż nie poznaje intrygującego i tajemniczego Thomasa Sharpe. Spłukany arystokrata zyskał sobie względy dziewczyny, ponieważ docenił jej zdolności pisarskie i z wielkim zamiłowaniem wczytywał się w nowe rozdziały powieści. Edith nie spodziewała się, że jej młody mąż okaże się powiązany z przestrogą przepowiadaną jej od dziecka przez ducha matki. Dopiero przekroczenie progu wiktoriańskiej posiadłości, czyli tytułowego Crimson Peak sprawia, że dziewczyna zaczyna łączyć fakty. W jej nowym domu zaczynają się dziać niepojęte sytuacje, a dziwne odgłosy dobiegające z różnych zakątków przestają być niewinne i ciężko je wytłumaczyć wiatrem, czy zapadającymi się fundamentami. Również siostra Thomasa wydaje się nazbyt opiekuńcza i zazdrosna, ciągle wtrąca się w życie małżeństwa i zakłóca ich chwile prywatności.


  Ogromną rolę w filmie odgrywa sam dom, który można nazwać osobnym bohaterem filmu. Na pierwszy rzut oka widać, że skrywa w sobie przerażającą tajemnicę. Pokaźnych rozmiarów posiadłość w swoich najlepszych latach na pewno robiła pozytywne wrażenie na każdym gościu, teraz jedynie wywołuje strach i obawę, że zawali się ze starości. Ma wiele krętych korytarzy i skrytek, których odkrycie wcale nie ułatwia życia głównej bohaterce. Błądzenie po przerażających zakątkach tego miejsca zajmuje sporą część filmu, ale dzięki temu możemy nacieszyć oczy wspaniałymi detalami i idealnie wykreowanym miejscem akcji.

    
   Film wywarł na mnie ogromne wrażenie, ponieważ nie spodziewałam się, że będzie to gotycki romans z zakończeniem, które moim zdaniem ciężko nazwać szczęśliwym, a na pewno nie dla wszystkich bohaterów. Każda postać ma swoje motywy, które uważa za bardzo istotne i warte niegodziwych czynów. Pokazuje to również, że niektóre krętactwa nabierają tak drastycznego obrotu, że nawet osoba, która była współwinna chce się od tego uwolnić. Dociera do niej, że nic nie jest warte takiego przelewu krwi, zwłaszcza, gdy gra toczy się o prawdziwe uczucia. Szkoda tylko, że niektórych sytuacji nie da się już odkręcić, a zaufania nie da się odbudować. Jedynie heroiczny czyn może, chociaż trochę odkupić wyrządzone krzywdy. Główna bohaterka od początku wierzyła w zjawy, bo miała z nimi styczność. Końcówka filmu podkreśla, że duchy są wszędzie, przybierają formę nękających na każdym kroku wspomnień lub zagubionych dusz, które nie chcą odejść w spokoju. Są zbyt związane ze swoimi posiadłościami i tworzą z nimi jeden żywy organizm. Bywa również tak, że niespełnione marzenia i niepogodzenie się z losem trzymają je kurczowo wśród żywych.

 
Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka