6 gatunków postanowień noworocznych.



 Stary rok powoli przechodzi na emeryturę, a nowy wychodzi z pieluch by przejąć władzę. Zawsze w tym przełomowym momencie ludzie tworzą niestworzone i ciężkie do zrealizowania listy z postanowieniami. Byłabym istną kłamczuchą gdybym powiedziała, że mnie to ominęło. Wymyślanie podpunktów, które uczynią, że będę lepszą wersją siebie są najlepszą zabawą, jaka kiedykolwiek mnie spotkała. Czemu? Bo nic innego nie sprawia, że czuję się jak bohaterka komedii, a czasem dramatu. Wszystkie moje plany są realizowane przez maksymalnie miesiąc, a potem odchodzą do lamusa, bo stwierdzam, że przecież jest dobrze tak jak jest i nie trzeba się wysilać. Też tak macie? A może wasza przygoda z planami noworocznymi przypomina coś innego?

Kryminał, czyli karalne skutki nowej diety.
Od pierwszego stycznia będziesz wsuwać sałatę i popijać ją wodą, by na sezon letni pochwalić się płaskim brzuchem. Zjedzenie czegoś o wyższym poziomie kalorii staje się przestępstwem, a otworzenie lodówki i wyciągnięcie ulubionej potrawy równa się napadowi na bank z bronią w ręku. W końcu i tak najbliżsi zauważą Twoje karygodne zachowanie i zamkną Cię w jednym pomieszczeni z wagą byś solidnie przemyślała swoje postępowanie. Niestety będzie już za późno, bo nadprogramowa czekolada pójdzie tam gdzie nie trzeba i nowe spodnie zamienią się w istne więzienie dla krągłych kształtów. Koniec końców stajesz się prawdziwym kryminalnym przestępcą, którego ścigają wyrzuty sumienia.

 
                                       Horror, czyli rozpoczęcie przygody z siłownią.
Nie oglądasz tych strasznych historii bo samo życie ciągle serwuje chwile grozy. Na początku zaczyna się jak w każdym filmie. Pełna nadziei i odwagi zmierzasz na siłownię, a z każdym krokiem do przodu zaczyna Cię oblewać zimny pot na samą myśl, co te wszystkie maszyny z Tobą zrobią. W końcu wybierasz najprzyjaźniejszą maszynkę i starasz się nią obsłużyć. Po chwili dostrzegasz, że jest to jedynie podła bestia, która planuje jak tu z Ciebie wyssać ostatnie soki. Gdy ledwo udaje Ci się ujść z życiem i czołgasz się ku wyjściu zauważasz, że ostatni autobus zmierza na przystanek. Wtedy dopiero pokazujesz, jaka jesteś wprawiona i biegniesz z krzykiem przed siebie, niczym postacie z horrorów, którym na karku wiszą rządne mordu bestie.

 
Fantasy, czyli bajki na temat utrzymania porządku.
Od nowego roku nie dopuścisz do zaniedbania mieszkania. Będziesz sprzątać co drugi dzień, wszystko odkładać na miejsce, a w zlewie nie będą zalegać brudne gary. Same te postanowienia brzmią już jak nierealne historie, a znajomi po takich opowieściach zaczynają traktować Twoje słowa z przymrużeniem oka jak wszystkie inne baśniowe opowieści. Pewnego razu niespodziewanie Cię odwiedzają, a Ty nie wiesz, czy ich wpuścić, czy udać, że ta pleśń na talerzu ożyła i Cię chrupała na śniadanie. Jednak z głupim uśmiechem mówisz, że jak wróciłaś, to już tak było i najwidoczniej miałaś innych gości w postaci niegrzecznych krasnoludków lub wrednych chochlików. Ostatecznie stajesz się królową śmietnikowej posiadłości i błagasz, by ubrania nie zaczęły same wychodzić z pralki.


Romans, czyli znalezienie miłości życia.
Będąc małą dziewczynką marzyłaś o księciu na białym koniu i jak tylko nauczyłaś się pisać, zaczęłaś tworzyć listy, na których widniał tajemniczy ukochany. Z wiekiem jego sylwetka ciągle się zmieniała, od wspaniałego romantyka, po wampira z zasadami, aż przyszła pora na miliardera z rozchwianiem emocjonalnym. W końcu same historie przestały wystarczać i wyszłaś na ulicę szukać kogoś wyciągniętego żywcem z książek. Szkoda, że nikt, w nich nie uprzedził, że kocury wcale nie interesują się szarymi myszkami, a już na pewno nie pod kątem ochrony i wspólnego życia. Rozczarowana uciekasz do swojej norki, by dalej czytać o pięknych historiach miłosnych i jedynie we snach zamieniać się w główną bohaterkę romansu, której obecność sprawia, że wszyscy mężczyźni tracą głowę. 


Dramat, czyli odkładanie pieniędzy na czarną godzinę.
Każdy chce wejść w Nowy Rok z jakimiś oszczędnościami, albo dopiero zacząć gromadzić pieniądze w skarpecie. Zasuwasz cały miesiąc by dumnie odebrać wypłatę, kupić najpotrzebniejsze rzeczy, a resztę wrzucić do tajnej skrytki ,,na zaś”. Oczywiście na miano najpotrzebniejszych rzeczy zasługuje kolejna para nowych butów i sterta książek.  Pod koniec miesiąca jeszcze natrafiasz na piękną sukienkę i wyciągasz to, co parę dni temu trafiło do skarpety. Dumna ze swojej przedsiębiorczości idziesz się nagrodzić dobrą kanapeczką. Otwierasz lodówkę, a tam nawet światełko się nie pali. Jak się okazuje ani na prowiant, ani na czynsz już nie wystarczyło. Zamieniasz się w istotę rodem z dramatu, która zamiast oszczędzać ledwo wiąże koniec z końcem i nie ma, co do gara włożyć. Na szczęście ta piękna sukienka jeszcze nie straciła metek i można ją zwrócić do sklepu, by jakoś przeżyć do kolejnej wypłaty.


Komedia, czyli więcej nauki.
Sam pomysł by się lepiej uczyć brzmi jak dobry żart. Jednak podwijasz rękawy i bierzesz się do tej męczącej roboty. Zrywasz kontakty ze znajomymi i ryglujesz drzwi do swojego pokoju by mieć święty spokój i możliwość nauki całymi dniami. W końcu przychodzi dzień egzaminu, a Ty zachowujesz się jak mały komputer, któremu wgrano całą wiedzę świata. Nie ma możliwości by nie dostać minimum 4.  Piszesz i wychodzisz, jako ostatnia z sali, a potem już świętujesz, bo nie ma opcji, by się nie udało. Następnego dnia widzisz dorodne 1 i nie wiesz, czy to jakaś pomyłka, czy znajdujesz się w marnej komedii, której fenomenu jedynie Ty nie rozumiesz. Nauka do poprawy oczywiście wygląda już inaczej – śpisz w otoczeniu książek i liczysz na to, że wiedza sama spłynie Ci do głowy. Na pytania ledwo odpowiadasz, a potem słyszysz, że dostałaś 3. Wtedy masz wrażenie, że trafiłaś do najśmieszniejszej historii na świecie, bo w końcu nic tak nie bawi jak sytuacja ,,w ogóle się nie uczyłam, a zdałam”. 

Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Malowany człowiek" Peter V. Brett.


,, Tylko głupiec nie wie co to strach”
- Peter V.Brett
,,Malowany człowiek"



 Jak tam żyjecie po świętach? Ja z naładowanymi bateriami wracam do blogowania. Mam nadzieję, że byliście grzeczni i pod choinką znaleźliście same wspaniałe rzeczy. U mnie wora książek nie było, ale za to znalazłam kilka bonów, więc będę niedługo szaleć między księgarnianymi regałami. Dzisiaj przychodzę do was z książką, której nie przeczytałabym gdyby nie koleżanka, która dała mi ją w prezencie. ,,Malowany człowiek” jest pierwszą częścią ,,Cyklu demonicznego”. Rzadko sięgam po serie, które są tak obszerne, bo szkoda poświęcać mi aż tyle czasu na tylko jedną historię. Jednak cieszę się, że tutaj zrobiłam wyjątek i zapoznałam się z prawie wszystkimi wydanymi tomami, inaczej ominęłaby mnie niesamowicie dobra lektura.


 Dawno temu ludzie potrafili walczyć z demonami, które zsyłała na nich noc. Nie byli bojaźliwi i znali specjalnie runy, które ich wzmacniały i dawały przewagę w bitwie. Z biegiem lat, znajomość rysowania bojowych znaków przepadła, a ludzie zaczęli się chować po domach i modlić by zwykłe runy obronne wytrzymały atak krwiożerczych bestii. Osady coraz bardziej się pomniejszały i nikt nie potrafił ostatecznie powstrzymać Odchłańców. W końcu, wśród tych wszystkich ludzi znalazła się trójka, która nie wierzyła, że nie ma dla nich nadziei. Arlen, który jako dziecko powiedział, że nigdy więcej nie pozwoli by strach zawładnął jego sercem. Leesha, która dzięki nauce zielarstwa zna wiele sposobów na uleczenie groźnych ran oraz Rojer, którego gra na skrzypcach potrafi oczarować nie tylko ludzi.


,, Jesteśmy tym, czym sami chcemy być (...) Jeśli pozwolisz innym decydować o twojej wartości, będziesz stracona. Jak świat długi i szeroki nie ma takiej osoby, której byłoby w smak przyznać, że inni są od niej więcej warci.”

  Może zacznę od tego, co najbardziej mi się podoba w pierwszej części jak i całej kontynuacji. Jest to kreacja bohaterów. W pierwszym tomie poznajemy ich, jako małe dzieci. Arlen ma 12 lat, Leesha 13, a Rojer 3. Nie dość, że w tak młodym wieku zmagają się z niebezpiecznymi Odchłańcami to jeszcze przeżywają wiele problemów związanych z rodziną, czy znajomymi. Każdego z nich dotknęła jakaś tragedia, dzięki czemu są dla czytelnika bardzo realni i wiarygodni. Z biegiem czasu widać jak bohaterowie dojrzewają i jak zmienia się ich podejście do wszystkiego. Jedni z wiekiem jeszcze bardziej zakorzeniają się w swoich dziecięcych przekonaniach i robią wszystko by je wprowadzić w życie, a drudzy całkiem inaczej zaczynają patrzeć na świat i przestają się przejmować tym, co kiedyś było dla nich krzywdzące. Pokazują, że nawet kiepska sytuacja może się zmienić na lepszą, jeśli tylko sami weźmiemy sprawy w swoje ręce i przestaniemy się chować przed tym, co nas przeraża.


,, Ruszenie do przegranej walki nie uczyni cię odważnym.”

  Jestem również pod wielkim wrażeniem demonów, bo nigdy nie spotkałam się z tak zróżnicowanym zagrożeniem. Pod osłoną nocy wychodzą z otchłani by niszczyć wszystko, co znajdą na swojej drodze. Są drapieżne, a ich wielkość, czy siła zależy, od tego jaki żywioł reprezentują. Jeśli osada znajdowała się gdzieś na pustyni to głównie pojawiały się demony wiatru, czy piachu. Natomiast w lesie były to drzewne Odchłańce. Kształtami przypominały koty, ptaki, czy różne niesprecyzowane stwory. Sam ich widok mroził krew w żyłach, więc ludzie zaczynali się chować po domach jak tylko zaczynało się ściemniać, a za oknem pojawiała się mgła. W bezpiecznych schronieniach mieli szansę przeżyć dzięki narysowanym na ścianach runom, które tworzyły ochronną tarczę niemożliwą do pokonania przez Odchłańce. Symbole te musiały być bardzo starannie wyrysowane, gdyż najdrobniejszy błąd mógł sprawić, że demon wykryje lukę w barierze i dostanie się do środka.


,, Każde dziecko pewnego dnia musi sobie zdać sprawę, że dorośli również popełniają błędy i okazują słabość, tak jak wszyscy inni. Następnego dnia, czy tego chce czy nie, nie jest już dzieckiem.”

  Autor wykreował bardzo ponury i przygnębiający świat jednak nie idzie się od niego oderwać ze względu na całkowicie nieszablonowych bohaterów i ich trudne losy. Widać jak ich całe życie jest podporządkowane pod demony. W osadach każdy dzień zaczynał się od zliczania strat i naprawiania tego, co zostało zniszczone. Żeby nie popadać w całkowite przygnębienie została stworzona przepowiednia o Wybrańcu, który stanie do walki z Odchłańcami. Większość ludzi traktuje to, jako bajkę dla dzieci, jednak Arlen wie, że w każdej historii jest ziarenko prawdy i za wszelką cenę chce odwiedzić dalekie regiony by odnaleźć zapomniane  runy walki.


,, W życiu każdego z nas bywają takie chwile, gdy niezwykle intensywnie czujemy, że żyjemy. Do tego stopnia, że kiedy wreszcie mijają, przepełnia nas poczucie marności. Wówczas każdy z nas gotów jest zrobić wszystko, by znów pochwycić życie w swoje ręce.”

  Dla mnie cała seria jest niesamowitą przygodą i ani razu nie przyszło mi do głowy, że tracę czas na jedną historię. Nie miałam ochoty sięgać po nic innego, ponieważ w niecierpliwości czekałam na rozwiązanie wydarzeń w Cyklu demonicznym. Bardzo podobało mi się podróżowanie po przeróżnych osadach, pustkowiach i dużych miastach, bo dzięki temu poznałam wiele stylów życia i sposobów na radzenie sobie z krwiożerczymi potworami.  Im większe miasta tym ludzie byli bezpieczniejsi i nie mieli pojęcia, że gdzieś w lesie toczy się walka o przetrwanie. Dzięki kilku punktom widzenia historia jest o wiele barwniejsza i wręcz nie idzie się zanudzić, czy przewertować kilku kartek. Polecam ją każdemu, kto w końcu chce zapoznać się z książką, która nie przypomina w niczym pozostałych lektur. Jest niesztampowa, a moim zdaniem to ogromna zaleta, ponieważ ciężko aktualnie znaleźć takie pozycje.

 
Czytaj dalej...

Magicznych świąt + LBA.


Bardzo dziękuję za nominację od OnlyPretender. Jest mi niezmiernie miło. :)

1. Czy masz jakiegoś zwierzaka?
Tak, mam dwa wspaniałe pasożyty cieplne, które pomagają mi prezentować książki podczas ,,Weekendu z książką”. Szara – Luna, Łaciata – Miśka aka Pulpet.

2. Chciałabyś, żeby ta zima była mroźna i pełna śniegu czy ciepła?
Nigdy nie przepadałam za zimą, jestem raczej ciepłolubem. Jednak trochę ubolewam, że śnieg nie przyprószył na tegoroczne święta i nie można nikogo zaatakować śnieżkami.

3. Lubisz planować, czy jesteś raczej spontaniczna?
Na pewno spontanicznie potrafię kupować książki, wystarczy, że zobaczę piękną okładkę i jak zahipnotyzowana lecę z nią do kasy.

4. McDonalds czy KFC?
Na kawę i słodkości do McDonalda, a na coś bardziej ,,pożywnego” do KFC.

5. Jaki jest Twój ulubiony kolor skarpetek?
Czerwony.

6. Jaki jest Twój wymarzony prezent pod choinką?
Wór książek powinien mnie zadowolić. 

7. Jakie masz książkowe plany na świąteczną przerwę?
Zostały mi trzy części ,,Malowanego człowieka” i najprawdopodobniej przeczytam je w pierwszej kolejności.

8. Czy planujesz jakieś postanowienia noworoczne?
Raczej nie. Zawsze jak coś zaplanuję to nic z tego nie wychodzi. Jedynie sprawdza się postanowienie ,,Kupić i przeczytać więcej książek”.

9. Z jakiej aplikacji najczęściej korzystasz?
Messenger, bo to jedyna aplikacja, jakiej używam.

10. Czy ostatnio obejrzałaś jakiś warty polecenia film?
Ostatni film jaki obejrzałam to ,,Gwiezdne wojny” i polecam go obejrzeć, by wyrobić sobie własne zdanie na temat tej produkcji.

11. Czego się boisz?
Potwora pod łóżkiem i duchów. :)


A tutaj są moje pytania dla wytypowanych przeze mnie osób:
1.Książka, czy film?
2.W jaką książkową postać chciałabyś się zamienić na jeden dzień?
3.Jaki jest Twój ulubiony gatunek książek, czy filmów?
4.Która książka sprawiła, że do dzisiaj nie możesz się pogodzić z jej zakończeniem?
5.Czekolada, czy żelki?
6.Jaka jest Twoim zdaniem najlepsza książkowa ekranizacja?
7.Która książka ma Twoim zdaniem najpiękniejszą okładkę?
8.Jaki jest Twój ulubiony aktor/aktorka i w jakim filmie uwielbiasz go/ją oglądać?
9.Batman, czy Superman?
10.Wolałabyś spotkać wampira, czy wilkołaka?
11.Która piosenka towarzyszy Ci podczas tegorocznych świąt?

1. Carrie
2. Judyta Z
3. Make-up Kakuna
4. Agata Kądziołka
5. Blog Save It
6. Bookland Dawid's
7. Magia słowa
8. Dominika S
9. Aleja Czytelnika
10. Agnieszka Nowak
11. NightHunter

 


 Z okazji świąt chciałabym wam życzyć szczęścia i spokoju, wielu wspaniałych chwil z najbliższymi
 i nieustannej radości. By spełniały się wasze najskrytsze marzenia i żebyście nigdy nie cierpieli na brak dobrych książek i filmów. Na dodatek mam dla was prezent w postaci wspaniałych chłopaków. :)

(,, All I want for Christmas is you.")

                                                              (,, Merry Christmas everyone!")


(,,Love and laughter and joy ever after.")


(,,It's the season, love and understanding.")

(,,Christmas is love, Christmas is peace, a time for hating and fighting to cease.")


Czytaj dalej...

Dylemat życia, czyli wrażenia po nowych ,,Gwiezdnych Wojnach”


 Mówi się, że film jest dobry, gdy wywołuje w ludziach wielkie emocje. Gwiezdne Wojny doprowadziły u mnie do totalnej rozpierduchy i niewyobrażalnego konfliktu wewnętrznego, z którym wręcz nie potrafię sobie poradzić od kilku dni. Dawno nie otrzymałam filmu, po którym chodziłam jak struta i ciągle nie wiem, czy kontynuacja tak naprawdę mi się podobała, czy nie. Chyba nastąpiło u mnie wyrównanie mocy i stoję na granicy między zadowoleniem, a rozczarowaniem. Nie wiem skąd u mnie taka opinia, większość moich znajomych pokochała siódmą część, natomiast w internetach trafia się na przeróżne opinie od zachwytu, po całkowite zniesmaczenie. Ja jednak ciągle mam przed oczami scenę, która po prostu nie powinna mieć miejsca. Jestem za bardzo przywiązana do starej trylogii i nie wyobrażam sobie właśnie takiej kontynuacji. Sam klimat filmu dostaje ode mnie mocne 8/10, ale jako kontynuacja dobrze mi znanych Gwiezdnych Wojen dostaje może 5/10. Czemu? Ponieważ w pewnych momentach była dla mnie wręcz profanacją.



Mało wiarygodna bohaterka.
Rey - mam z nią wielki problem. Nie tylko, dlatego, że w jednej chwili uważa moc za historyjki dla dzieci, a w kolejnej używa jej lepiej niż niejeden wyszkolony Jedi. Strasznie dało się odczuć faworyzowanie tej postaci w całym filmie jakby miała za chwilę zastąpić Luke’a i w ogóle pobić go o głowę ze swoją mocą. W sumie to mam pewną teorię, co do tej dwójki, więc zobaczymy jak to się dalej potoczy. Po prostu uważam, że przedobrzyli z nią i chyba nie ma zadania, którego by nie wykonała. Manipulowanie myślami? Co to dla niej. Walka na miecze i pokonanie o wiele silniejszej postaci? Luzik. Już nie wspominając o tym, że jest lepsza od wszystkich pilotów i szturmowców razem wziętych. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, co mi się najbardziej nie podoba.


Ból serca.
Scena, o której już wspomniałam, która nie powinna mieć miejsca i nic więcej nie powiem by nie rzucać gigantycznym spoilerem. Ciągle się łudzę, że jakoś to odwrócą w kolejnych częściach, bo inaczej będzie to wielki cios dla fanów Star Wars.

Za mało brutalności.
Kylo Ren. Naprawdę oczekiwałam kogoś, kto będzie przynajmniej w minimalnym stopniu tak genialny jak Darth Vader i w pierwszych scenach miał ogromny potencjał, jednak czar prysł w momencie jak Kylo ściągnął maskę. Oczekiwałam prawdziwego ,,Badassa”, a otrzymałam chłoptasia, który bardziej śmieszy niż wywołuje strach. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach coś zrobią z tą postacią, bo ani trochę nie zasługuje na miano ,,czarnego charakteru”, raczej na rozchwianego emocjonalnie nastolatka.



Okej, komuś z was również to przeszkadzało?  Teraz mogę przejść do tej przyjemniejszej części, czyli zalet, których też kilka było i dzięki nim ciągle nie mogę powiedzieć, że film był zły, bo dobra strona mocy ciągle walczy. :)

Poruszający powrót.

Sam powrót do Gwiezdnych Wojen był gigantycznym zaskoczeniem, bo mało, kto się spodziewał kontynuacji tej kultowej serii. Miło znowu zobaczyć na ekranie znanych nam bohaterów i aż pojawia się łezka w oku na słowa Solo ,,Jesteśmy w domu”. Naprawdę niczego piękniejszego nie mogłam sobie wymarzyć i aż miałam ciary na całym ciele. Chociaż widać po aktorach ile czasu upłynęło, to dla mnie nadal są starą i dobrą ekipą, która zawsze pozostanie w sercu bez względu na to jak potoczą się ich losy w kontynuacji.


Jak zawsze niezastąpiony.
Na początku myślałam, że nie pokażą Luke’a w pierwszej części, albo pozostawią go skierowanego plecami do widzów na najbliższe dwa lata. Jednak moment, gdy się odwraca i po prostu patrzy, bez wypowiedzenia, chociaż jednego słowa jest dla mnie tak epicką sceną, że przebija całe dwie godziny filmu. 

Rozczulający robot i jego zabawny właściciel.
Robot BB-8 i Poe skradli moje serce i wręcz ubolewam, że nie zostało im poświęcone więcej scen w filmie, zwłaszcza pilotowi, który jest bardzo pozytywną i zabawną postacią. Chociaż tu znowu mam obawy, że będzie tak jak w przypadku Rey i Luke’a i że Poe zastąpi kochanego przez wszystkich Hana Solo.


 Film na pewno będzie świetny dla nowych pokoleń, które potrzebują nowych bohaterów. Ja jednak nie potrafię się rozstać z piękną sceną z końcówki VI części. Wszystko zatrzymało się w tamtym momencie i nie mogę sobie wyobrazić nowych, lepszych i młodszych zamienników. Jestem zbyt sentymentalna i za bardzo zakorzeniona w wizji, którą żyję od pierwszego seansu ukochanych Gwiezdnych Wojen. Muszę poczekać na kolejną część albo i dwie, by rozwiązać swój dylemat, ponieważ aktualnie nie mogę powiedzieć ani ,,kocham”, ani „nienawidzę”.
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Pierwszy dotyk ognia" Jeaniene Frost.

,, Ludzie mogą doprowadzić wybraną fasadę do perfekcji,
ale swoje grzechy każdy nosi tuż przy skórze.”
- Jeaniene Frost ,,Pierwszy dotyk ognia"


Nadmiar wampirów w książkach, czy filmach chyba już się większości przejadł. Sama staram się wybierać tytuły, w których ich nie ma, albo schodzą na dalszy plan. Jednak, gdy wiem, że dana książka opowiada o jednej z moich ulubionych postaci, czyli Vladzie Palowniku to nie mogę się powstrzymać. Uwielbiam wszelakie produkcie na jego temat, które opowiadają historie tego mrocznego osobnika. Jest to postać, o której mogę czytać cały czas i nigdy mi się nie znudzi, więc nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na ,,Pierwszy dotyk ognia”.  Nawet nie zainteresowałam się o czym ta książka dokładnie jest, wystarczył napis ,,Dracula pojawiał się już wiele razy, ale Vlad jest tylko jeden” bym całkowicie przepadła i popędziła z książką do kasy. Czy się opłaciło? Już wyjaśniam.


Leila nie jest zwykłą dziewczyną jak większość bohaterek w tego typu historiach. Będąc dzieckiem w wypadku samochodowym straciła matkę i jednocześnie zyskała przerażającą moc, o której przypomina jej wielka blizna na ciele. Potrafi wytwarzać strumienie energii, a przy nawet chwilowym kontakcie cielesnym dowiaduje się wszystkiego na temat osoby, z którą miała styczność. Ma również zdolność wyczuwania esencji danej persony pozostawionej na różnych przedmiotach, co pozwala na odnalezienie i wejście w jej umysł. Uważa, że jest skazana na samotne życie i rozpoczyna pracę w cyrku, gdzie współpracuje z wampirem, który jest odporny na jej dar. Gdy uważa, że gorzej już być nie może, zostaje porwana i by uratować własne życie musi się połączyć z najpotężniejszym wampirem, który budzi strach we wszystkich istotach.


,,Na pierwszy rzut oka wyglądał jak normalny, dobrze zbudowany mężczyzna po trzydziestce, ale potem pokazał oznaki swojej wyjątkowości. Jego włosy w kolorze espresso opadały na ramiona – co większość ludzi by ośmieliło, ale on wyglądał niezwykle męsko. Ciemne spodnie i koszula w barwie indygo opinała jego mięśnie tak wyraźnie, że mogłoby je tłumaczyć członkostwo w siłowni, i chociaż żadne płomienie nie robiły mu krzywdy, jego ręce były pokryte bliznami, które wyglądały jak stare rany bitewne. Jego wysokie kości policzkowe były podkreślone, gdzieś pomiędzy świeżym zarostem a brodą. Zamiast uznać to za niedbalstwo, było to dzikie i kuszące. Nie widziałam tak przystojnego mężczyzny od Aragorna z Władcy Pierścieni, i te jego oczy… Nie były długo zamknięte. Otworzyły się, nie z niewyraźną szarą barwą soczewki z przeszłości, ale bogatym odcieniem miedzi otoczonym przez pierścień zieleni. Pomyślałam, że były przepiękne, ale w tej chwili wyglądały, jakby patrzyły wprost na mnie.”

Vlad Tepesh  zainspirował najwspanialszą wampiryczną legendę, ale pod żadnych pozorem nie należy nazywać go ,,Dracula”. Władca ognia wywołuje strach w każdym nieszczęśniku, który musi się z nim zmierzyć. Nie tylko jego moc powala na ziemię, ale również sam wygląd, chociaż polemizowałabym, czy istnieje ktoś przystojniejszy od Aragorna. :) Jednak główna bohaterka tak właśnie uważa i całkowicie traci dla niego głowę. Sam Książę Ciemności jest zaintrygowany dziewczyną i wyrusza jej na pomoc, ponieważ musi się dowiedzieć jak wielka moc w niej drzemie, oraz czy w rękach wroga może być dla niego zagrożeniem. Zapewne się nie spodziewał, że akcja ratunkowa zapoczątkuje ekscytujący romans.



,,-Czy ty chcesz żebym cię zabił?(...)
-Zabiłbyś mnie, gdybym cie nie przerwał tą nowiną.(...)
-Poczekaj tam. Rozczarowanie zabarwiło żądzę, którą pulsowało moje wnętrze. Vlad przygładził włosy i opuścił głowę, by powoli polizać moją szyję jeszcze raz.
-To na pewno ważne, bo inaczej nie ośmieliłby się mi przeszkadzać-wymruczał. Potem się odsunął i na mnie popatrzył:- Jeśli to nic ważnego, zabije go i zaraz do ciebie wrócę.”

Jak już wiecie ograniczam czytanie różnych romansów, a książki typu ,,50 Twarzy Greya" omijam szerokim łukiem. Nie miałam pojęcia, że w tej lekturze pojawiają się dość ostre sceny i przy pierwszej z nich byłam mocno zdziwiona, jednak wcale mi nie przeszkadzały, może dlatego, że są jedynie tłem, albo po prostu jest to romans paranormalny, jedyny o którym z chęcią czytam. Osobom, które lubią takie historie na pewno spodoba się namiętność i erotyzm, którymi wręcz kipią niektóre rozdziały.


,, Wszyscy jesteśmy czymś więcej niż sumą naszych grzechów.”
 
Książka wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie pod względem historii i kreacji bohaterów. Leila ma bardzo mocny charakter, nie daje sobie w kaszę dmuchać, więc nie przypomina typowych książkowych sierotek, które potrzebują swojego księcia z bajki. Vlad akurat jest księciem, ale ciemności, a związek z dziewczyną jest dla niego nie lada wyzwaniem, bo do tej pory wszyscy robili to, co on im rozkazał. Leila nie jest taka potulna i nie boi się potężnego wampira, który jest bezwzględny w swoich działaniach. Świetnie się uzupełniają i tworzą coś niepowtarzalnego, dzięki czemu nie ma miejsca na nudę. Autorka na pewno nie zawiedzie swoich fanów, a nowych czytelników wciągnie w świat nadprzyrodzonych istot i sprawi, że nie będą chcieli go opuścić. Sam klimat książki i przewijająca się mroczna tajemnica zaskakują i zapewniają niesamowitą przygodę po Rumunii. 

Czytaj dalej...

Lekcja fantastyki.


   Wiem, że najbardziej przypadły wam do gustu notki w żartobliwym stylu i postaram się częściej takie wrzucać, ale tym razem muszę zrobić mały wykład. Jak już większość z was zauważyła jestem fantastykolubem i jak lwica bronię wszystkiego, co z moją ulubioną tematyką związane. Sam blog został założony z myślą by dzielić się z wami moimi przemyśleniami i nie wzięłam pod uwagę, że niektórzy nie interesują się fantastyką, co wiąże się z brakiem jakiekolwiek wiedzy na ten temat. Jest też grupa ludzi, która wprost mówi, że nie lubi fantastyki, albo jedynie żyje w takim przekonaniu, bo nie wie, że ich „ulubiona” tematyka stanowi jedynie podgatunek. No i tu już się zaczynają schody, bo nie wiem jak można lubić coś, o czym nie wie się podstawowych rzeczy. Podobny temat poruszałam w tym poście *KLIK*, ale w myśl ,,co zostało zobaczone już się nie odzobaczy” pozostaje mi tylko rozwiązać pewne nieporozumienia.

(,,Władca Pierścieni" przykład filmu fantasy.)

   Wiele razy spotykam się z komentarzami typu „uwielbiam fantasy <3 czy fantasy i fantastyka czymś się różnią?” albo „ nie przepadam za fantastyką, kocham sci-fi”, czy ,,to całkowicie nie moja tematyka, czytam tylko horrory”. Pewnie sporo osób nie zrozumie, o co mi chodzi, ale ja widzę tu wielką sprzeczność, która razi w oczy. To tak samo jakby ktoś powiedział „ to drzewo jest wspaniałe, ale korzenie wcale nie są mu potrzebne”. Gdyby nie fantastyka, to nie byłoby jej podgatunków, tak samo jak bez korzeni nie ma drzewa. 


(,,Gwiezdne Wojny" przykład science fiction.)

   Fantastyka to jeden wielki gatunek, który ma swoje podgatunki: fantasy, sci-fi i horror. Nie da się lubić sci-fi, a fantastyki już nie, albo zamiennie używać słów fantastyka i fantasy, co również często się zdarza. Rozumiem, że są osoby, którym to po prostu wisi i powiewa bo lubią np dramaty. Jednak nie rozumiem ludzi, którzy napiszą ,, kocham horrory” i nie mają zielonego pojęcia, czym ten horror tak naprawdę jest. Lepiej czasem przemyśleć i nie udawać wielkiego miłośnika czegoś, o czym nie ma się zbytniego pojęcia, albo przynajmniej poświęcić chwilę na zainteresowanie się podstawowymi terminami. Uważam, że jak się coś kocha, to się wie na ten temat chociażby podstawowe rzeczy, a jeśli nie, to jest się jedynie kolejnym udawanym fanem.


(,,Paranormal Activity" przykład horroru.)

Dla zainteresowanych mini przewodnik po fantastyce:

Czym jest fantastyka? Jest to gatunek literacki, filmowy, komiksowy, spotykany też w grach i czasem w malarstwie. Wyróżnia się postaciami i światami wykreowanymi dzięki wyobraźni. Czyli można tam znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie i na dodatek różni się od naszej rzeczywistości. W jej skład wchodzi fantastyka naukowa, czyli sci-fi (nauka i technologia, akcja najczęściej dzieje się w przyszłości), fantasy ( inspirowane mitologią i folklorem, występują w niej zjawiska nadprzyrodzone), horror ( obecność tajemniczej istoty, która zagraża bohaterom i z ich punktu widzenia musi być nierealna). Samo fantasy jest tak obszerne, że ma swoje podgatunki m.in. low fantasy, dark fantasy, high fantasy, urban fantasy, space fantasy, heroic fantasy. 
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Dożywocie" Marta Kisiel


,,Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad,
oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji
."

- Marta Kisiel ,,Dożywocie"




   Dziś przychodzę do was z kolejną książką Marty Kisiel, którą całkowicie pokochałam za lekkie pióro i niesamowite wyczucie humoru. Myślałam, że ,,Nomen Omen” jest fenomenem, ale ,,Dożywocie” powala swoimi zabawnymi dialogami i zapadającymi w pamięci postaciami. Książka największego ponuraka doprowadzi do uśmiechu od ucha, do ucha i sprawi, że dzień od razu stanie się weselszy. Jeśli do tej pory wzbranialiście się rękami i nogami przed polskimi autorami, to właśnie Pani Kisiel sprawi, że od razu zmienicie decyzję. Obie historie są tak urocze, że nie można przejść obok nich obojętnie.



   Konrad Romańczuk otrzymuje spadek od dalekiego krewnego, którego nigdy nie widział na oczy. Bez zastanowienia rezygnuje ze swojego dotychczasowego życia w mieście i wyjeżdża na wieś, gdzie czeka na niego nowa posiadłość. Wielkie było zdziwienie, gdy spadek okazał się gotycką budowlą wraz z najprawdziwszą wieżyczką. Same zewnętrze widoki doprowadziły nowego ,,Dożywotnika” do rozpaczy, ale dopiero to co zastał za drzwiami sprawiło, że całe jego życie wywróciło się do góry nogami. Jak się okazało Konrad nie dostał w spadku jedynie samego domu. Musiał równie wziąć pod opiekę całe dobrodziejstwo znajdujące się w jego środku.



,,Jako tradycyjny Anioł Stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka."

   Do tego momentu cała historia brzmi dość banalnie, jednak po przekroczeniu drzwi od razu zapragnęłam przeprowadzić się do tego urokliwego miejsca o nazwie Lichotka. Cały dom był pod opieką Anioła, takiego prawdziwego, ze skrzydłami i aureolką. Licho stróżowało wszystkim domownikom i miało bzika na punkcie sprzątania. Uroczy Anioł w postaci małego i nierozgarniętego dziecka chwyci za serce każdego czytelnika. Zwłaszcza w momencie, gdy majta swoimi bamboszkami lub wsuwa wszelakie słodkości. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych. Potrzeba nowego pomieszczenia? Licho zaraz je wyczaruje, tak samo jak zasięg w telefonie, czy Internet.



,,Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
- Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. - Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach."


   Kolejnym domownikiem okazało się Widmo panicza, który z powodu nieszczęśliwej miłości zastrzelił się kupę lat temu i „umila” życie współlokatorom swoją romantyczną poezją. Wszyscy na jego widok uciekają i jedynie modlą się w duchu by nie stać się jego artystyczną ofiarą. W końcu ile można słuchać o marności nad marnością ? Szczęsny potrafił nawet psioczyć na piękną pogodę, ponieważ nie pasuje do jego przygnębionej duszy. Zapewne to dzięki niemu Konrad nabawił się pierwszych siwych włosów i zszarganych nerwów. Jest takim typowym chochlikiem, który zawsze coś popsuje, coś namąci i potem cała reszta domowników musi to odkręcać, dzięki czemu czytelnik zwija się ze śmiechu.



,,Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie."

   Pozostałymi Dożywotnikami są: Krakers – pradawny potwór z piekieł, który przywłaszczył sobie piwnicę wraz z kuchnią i robi za najlepszą gospodynię domową. Pod jego opieką nikt nie chodzi głodny. Zmora – kocica, która od pierwszej chwili polubiła Konrada, a zwłaszcza jego duże i ciepłe łóżko. Utopce – coś, co przypomina gigantyczne żaby, które uwielbiają się pluskać w każdym zbiorniku wody. Oczywiście najbardziej polubiły wannę Konrada, z której ciężko jest je przegonić. No i po czasie dołącza do nich podła bestia, omen wszelakiego zła w życiu Romańczuka – różowy królik Rudolf Valentino. W ogarnięciu tej gromadki pomaga Pan Kusy, który jest dozorcą służącym dobrą radą i zdolnością do naprawienia wszystkiego, z czym nie potrafi sobie poradzić nasz główny bohater. 

  Cała historia jest dla Konrada istnym dramatem. Jednak czytelnik dzięki wspaniałemu doborowi słów odbiera ją, jako komedię. Ja wręcz zakochałam się w tej książce i jej bohaterach. Każdy z nich jest totalnie odmienny i obdarzony charakterkiem, który nawet oazę spokoju wyprowadzi z równowagi. Wiele razy nie wytrzymywałam ze śmiechu podczas ich słownych potyczek, czy kolejnych sprzeczek. Książka sama w sobie nie zawiera jakiejś porywającej akcji, ale za to ma piękny morał, który po jej zakończeniu daje wiele do myślenia. 
Czytaj dalej...

Być księżniczką.


 

   Nie ma, co się oszukiwać, każda z nas ma w sobie coś z księżniczki. Dzisiaj zostałam naznaczona tym mianem i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu. Podczas śniadania Tata zaczął narzekać, że nie ma komu rąbać drewna, na to moja rodzicielka odpowiedziała „trzeba było mieć syna”, a głowa rodziny skontrargumentował : „a wyszła księżniczka”. Wiele moich koleżanek chciało być słodkimi królewnami za czasów berbecia. Ja wolałam być Batmanem albo innym superbohaterem. Dlatego byłam wielce oburzona łatką, która do mnie przylgnęła i czym prędzej pobiegłam po laptopa póki pomysł na notkę kiełkował w mojej głowie. Skoro już zostałam nazwana księżniczką to trzeba się zastanowić, jaką konkretnie, w końcu sporo ich było i dlatego przychodzę do was z najbardziej charakterystycznymi królewnami.  Chwalcie się, którą najbardziej przypominacie, a może tak jak ja tworzycie mieszankę wybuchową? 


Kopciuszek

Od rana do wieczora dba o sterylne warunki w posesji, a w przerwie od sprzątania usługuje swojej niewdzięcznej rodzince. Ma dożywotni szlaban na wychodzenie z domu i pokazywanie się ludziom. Na szczęście drzemie w niej dusza buntowniczki i imprezowiczki w jednym. Pod osłoną nocy lubi wyskoczyć na ekskluzywne bale z nadzieją, że jakiś książę zwróci na nią uwagę i uwolni od tej parszywej roboty. Czasem warto zgubić nawet najukochańszy pantofelek, by zyskać miano prawdziwej księżniczki, której jedynym obowiązkiem jest piękny wygląd i bywanie na salonach.



Śpiąca Królewna

Spanie to ulubione zajęcie tej pannicy. Ciągle stara się oszukać przeznaczenie i walczy z kuszącym Morfeuszem. Litry kawy już nie czynią cudów, jedynie wypłukują magnez z organizmu, a wszystkie budziki mają ustawioną automatyczną drzemkę na najbliższe kilka lat. Koniec końców nawet sąsiad wiercący za ścianą nie jest w stanie postawić jej na nogi. O królewiczu nawet nie warto wspominać, księżniczce do szczęście jest potrzebny tylko ukochany Jasiek pod głową.


Roszpunka

Całkowicie wyalienowana ze świata. Nie wie, która jest godzina, a obcego człowieka od dawna nie widziała na oczy. Żyje bezpiecznie w swojej wieży i nie wychyla nosa spoza książek. Czasami robi przerwę na rozczesanie włosów, w końcu u fryzjera nie była od wieków. Rasowa outsiderka, która nie zna prawdziwego świata i żyje tym stworzonym przez samą siebie. Czasem z nudów porozmawia z ulubionym pupilem, albo z własnym odbicie w lustrze, ale to wcale nie są objawy schizofrenii. Pierwszy napotkany mężczyzna wywołuje u niej lawinę uczuć, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy znowu się jakiś napatoczy.



Śnieżka

Wie, co zrobić by się nie narobić. Owija wokół własnego palca napotkanych krasnoludków, którzy od pierwsze wejrzenia są gotowi odwalać za nią brudną robotę. Zasuwają w kopalni, a ona tylko czasem coś posprząta i ugotuje. W końcu nikt jej nie zabroni posiadania własnego haremu. Dba o figurę i lubi czasem przegryźć jabłko, szkoda tylko, że od podejrzanie wyglądającej staruszki. Chyba nikt jej nie powiedział, że z obcymi się nie rozmawia, a tym bardziej nie bierze się od nich jedzenia. Widocznie zaradność nie wyklucza naiwności.


Arielka

Gotowa do wielkich poświęceń byleby tylko wyrwać się spod natłoku obowiązków. Wyrzeka się własnego ,,ja” , by opuścić królestwo, w którym wszyscy mają wobec niej wielkie oczekiwania. Znużona ciągłymi pouczeniami ojca ucieka do lepszego świata, gdzie wszyscy będą jej nadskakiwać. 
Bycie nieśmiałą i na dodatek małomówną otwiera jej wrota do wymarzonego życia w lenistwie. W końcu, kto by się uczepił dziewczyny, która zapomniała języka w gębie? Na szczęście są mężczyźni, którzy tracą głowę dla takich nieporadnych życiowo księżniczek.

Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Fangirl" Rainbow Rowell.


,,- Czytałeś książki z serii?
- Widziałem filmy.
Cath tak mocno wywróciła oczami, że aż ją zabolało."
-Rainbow Rowell ,,Fangirl"




   Wiem, że ostatnio o tej książce jest bardzo głośno i recenzje na jej temat pojawiają się na wielu blogach, ale sama nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Taka niepozorna lektura dla młodzieży, w ogóle niezwiązana z fantastyką, ale czy na pewno? Dla mnie jest wręcz przesiąknięta  magią.  Może,  dlatego,  że całkowicie  rozumiem  główną  bohaterkę? W końcu 
,,Żeby być prawdziwym nerdem, trzeba preferować światy wymyślone nad rzeczywistość.” 

   Dwie bliźniaczki – Cath i Wren opuszczają swój dom i wyjeżdżają na studia. Do tej pory były nierozłączne i razem żyły w świecie stworzonym przez ulubioną pisarkę, ale Wren uznała, że jest to najlepsza pora na zapoznanie nowych ludzi i imprezowanie. Nie chce być nadal przywiązana do siostry i wyprowadza się do całkiem innego akademika. W ten o to sposób Cath ląduje w jednym pokoju z dziwną i groźnie wyglądającą dziewczyną Reagan i ciągle towarzyszącym jej Levim. Dziewczyna ma problemy z nawiązywaniem nowych kontaktów i ciągłe lęki przed tłumem ludzi na korytarzach. Jest najprawdziwszą fanką Simona Snowa i nie pozwala nikomu powiedzieć złego słowa na jego temat. Całym jej życiem jest seria książek na temat tego młodego Maga i pisanie do nich fanfiction. Nie wychodzi z pokoju i dużo czasu spędza nad tworzeniem kolejnych rozdziałów. Uważa się za osobę całkowicie antyspołeczną, wręcz nie chce mieć wokół siebie dużej grupy ludzi. Ma przyjaciół w internecie, którzy uwielbiają jej alternatywne historie do książek. Jej mały bezpieczny świat zostaje zniszczony, gdy siostra całkowicie o niej zapomina, a nauczycielka od pisania stwierdza, że nie życzy sobie prac na temat Simona, ponieważ to zwykła kradzież postaci.



,,- Musimy poznawać nowych ludzi […]
- Nie potrzebuję nowych ludzi
- To właśnie dowodzi jak bardzo ich potrzebujesz..."

   Książka jest bardzo przyjemną i pełną ciepła powieścią. Gdy ją czytałam to miałam wrażenie, że ktoś po prostu spisał losy dziewczyny identycznej jak ja. Dlatego osoby, które nie są tak zafiksowane na punkcie jakiejś powieści po prostu tego nie zrozumieją i stwierdzą, że książka jest lekko niedorzeczna. W końcu jak można się tak izolować od świata i żyć tym, co nierealne. Jednak niektórzy tak potrafią, a Cath jest tego idealnym przykładem. Nie potrzebuje do szczęścia gromadki ludzi, imprez i szalonego życia. Najlepiej czuje się przy swoim laptopie, gdy wylewa z siebie masę słów, które tworzą tak uwielbiane na świecie fanfiction. 

,,Co to, kurde, jest fandom?
– Nie zrozumiesz tego – westchnęła Cath, żałując, że użyła tego słowa, i mając świadomość, że jeśli zacznie się tłumaczyć, tylko pogorszy sprawę. Reagan nie uwierzy ani nie zrozumie, że Cath nie jest taką sobie zwykłą fanką Simona. Była jedną z tych prawdziwych. Była fanką, która ma własnych fanów."

   Jak sama Cath uważa na świecie są dwa typy ludzi: fani i prawdziwi fani, ona oczywiście zalicza się do tej drugiej grupy, a cała reszta po prostu nie zauważa różnicy. Dziewczyna przeważnie się nie przyznaje, że tworzy alternatywne historie do książek. Uważa, że wtedy wygląda na pokręconą wariatkę, która plecie głupoty. W końcu jak życiowym priorytetem mogą być wymyślone postaci. Jednak dla Cath są jak najbardziej realne i dzięki jej przerabianiu historii mogą żyć jeszcze po zakończeniu serii przez autorkę.



,,- Na biurku masz głowy Simona Snowa – zauważyła Reagan.
- To tylko pamiątkowe popiersia.
- Żal mi ciebie, więc zostanę twoją przyjaciółką."

   Obsesja Cath doprowadza do tego, że współlokatorka zwraca na nią uwagę. Widzi, że dziewczyna w ogóle nie wychodzi z pokoju i żywi się jedynie proteinowymi batonikami i masłem orzechowym. Jest wielce zdziwiona, że po miesiącu nauki ta nadal nie wie jak trafić na stołówkę i staje się jej przewodnikiem, bo ciężkim studenckim życiu. Wielkie było ich zdziwieni, gdy naprawdę zaczęły się lubić i całkiem dobrze dogadywać, a wspólne spotkania nie były męczarnią tylko dobrą zabawą. Oczywiście Reagan nadal uważa, że miłość, którą Cath wielbi Simona Snowa jest pokręcona, ale zaczyna tolerować jej odmienność, która na swój sposób zaczyna jej się podobać. 

   Cała historia jest bardzo bliska mojemu sercu i na pewno zostanie na długo w pamięci. Cieszę się, że Rowell napisała właśnie taką książkę, w której pokazuje, jakie jest życie prawdziwej fanki, która nie widzi świata poza swoimi ulubionymi książkami. Będzie to idealna lektura dla osób, które pałają miłością do konkretnej powieści, filmu czy czegoś całkiem innego, co po prostu pochłania ich wolny czas. Tylko takie osoby będą mogły pojąć prawdziwy sens tej książki i utożsamić się z główną bohaterką, z którą ja bym się z wielką chęcią zaprzyjaźniła. Rzadko się spotyka ludzi, którzy całe serce oddają swojemu hobby i trwają przy nim nawet wtedy, gdy przestaje być modne lub jest negatywnie odbierane przez resztę świata.
Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka