,,Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" Anna Lange.


 ,,- Ale płynie we mnie jego krew. I Fredericka, i Horatia. Mam mieć syna i codziennie się zastanawiać, do kogo będzie podobny? Do mojego ojca, brata czy bratanka? 
[...] Jakże głupio by było jakby ktoś taki jak Clovis skazywał się na samotność z powodu paskudnych krewnych."
- Anna Lange ,,Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu"


 Niektóre książki jeszcze przed premierą mają niesamowitą zdolność przyciągania czytelnika. Wystarczy pierwszy rzut oka na okładkę, czy zapoznanie się z opisem, by wiedzieć, że historia porwie nas na wiele godzin. W moim przypadku tak właśnie było z ,,Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu". Jak najszybciej zaopatrzyłam się we własny egzemplarz i nie mogłam się doczekać, gdy w końcu przeniosę się do XIX - wiecznego Londynu. 
 Clovis LaFay nie może się pochwalić kochającą rodziną. Jego nieżyjący już ojciec był czarnym magiem o dość niekorzystnej wśród ludzi opinii. Starszy brat, wraz ze swoim synem ciągle dają mu do zrozumienia, że jest czarną owcą rodziny, a cała reszta ,,bliskich" woli udawać, że nie istnieje. W takiej sytuacji młody mag czuje się obarczony postępkami swoich krewnych i stara się wyrobić własną reputację. Pomaga mu w tym John, który wciąga go do magicznej policji, w której Clovis zaczyna się zajmować egzorcyzmami. 
 W ,,Magicznych aktach Scotland Yardu" jest wszystko co uwielbiam w książkach - wiktoriański Londyn, kryminalne zagadki, wiele akcji, wszechobecna magia, intrygujący bohaterowie, no i ta piękna okładka, która wspaniale oddaje klimat całej historii. Rzadko się trafia na takie niezwykłe połączenie, więc naprawdę jestem pełna podziwu, zwłaszcza, że jest to debiut autorki. Już na samym początku poczułam się mocno wciągnięta w przebieg wydarzeń i kibicowałam głównemu bohaterowi w rozwiązaniu każdego dylematu. Pierwszym z nich na pewno są problemy rodzinne i wszelakie zawiłości, które dzięki retrospekcjom są na bieżąco wyjaśniane. Z rozdziału na rozdział poznajemy historię rodu LaFay i stwierdzenie ,,każda rodzina ma trupa w szafie" zaczyna coraz bardziej pasować do przodków Clovisa. Młody mag choć ma niepozytywną opinię wśród ludzi, dostaje pracę w Wydziale Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitarnej, gdzie nadinspektorem jest jego stary przyjaciel - John Dobson. Clovis dostaje stanowisko egzorcysty, ponieważ ich najbardziej brakuje w wydziale. Od tego momentu zaczynają się pojawiać różne nadprzyrodzone istoty jak duchy, ghule, czy gadająca czaszka, które urozmaicają całą historię. 
 Drugim powodem do zmartwień tytułowego bohatera jest urodziwa siostra Johna. LaFay nie spodziewał się, że jego przyjaciel ma taką intrygującą i inteligentną siostrę, a na dodatek z magicznym potencjałem i chęcią do nauki. Przyjacielskie spotkania szybko robią się coraz bardziej krępujące, a myśli obojga zbaczają w bardziej zażyłym kierunku. Oczywiście taka sytuacja doprowadza do wielu powikłań, gdyż każde z bohaterów ma obawy, co do związku i na dodatek w całkiem różnych płaszczyznach. Alicja martwi się niższym stanem majątkowym i konwenansami, natomiast Clovis nie chce krzywdzić Alicji poprzez wciąganie jej do swojej rodziny. Na szczęście dziewczyna wie czego chce i nie pozwala za siebie podejmować decyzji.


 Najistotniejszy dylemat historii jest oczywiście bardziej przerażający i jak się okazuje miał swe początki już w szkolnych latach głównego bohatera. Ginie młoda dziewczyna, a Johna ktoś próbuje zabić. Czy sprawcą jest ta sama osoba? Do tego dochodzimy wraz z głównym bohaterem, który musi w końcu zdecydować, czy chce wykorzystać w pełni swoje nekromanckie zdolności, by uratować najbliższe mu osoby. Podczas rozwiązywania sprawy towarzyszy bohaterom bardzo tajemnicza otoczka, która powoli się rozjaśnia podczas retrospekcji prowadzonych z perspektywy różnych bohaterów. Dzięki temu możemy poznać różne punkty widzenia oraz mocniej zagłębić się w psychikę poszczególnych postaci. 
 Anna Lange w bardzo obrazowy sposób przedstawiła klimat XIX - wiecznego Londynu oraz porusza bardzo ważne tematy jakimi są nierówności klasowe, czy przynależność do rodziny, z którą nie chce się mieć nic wspólnego. Przedstawia nam jak bogaci i znaczący ludzie mogą dokonać niezgodnych z prawem czynów i jednocześnie przekupić kogo trzeba, by nie odpowiadać na swoje zbrodnie. Słowa prawdy niestety nie mają takiej samej mocy sprawczej jak odpowiednia suma pieniędzy, a Clovis chociaż robi wszystko, by sprawiedliwość dosięgnęła winnego, to i tak nie uchroni się przed potępieniem ze strony  rodziny. Autorka ukazuje również jak ciężko jest żyć młodemu człowiekowi, który ma świadomość, że jest członkiem rodziny, która nigdy nie żyła zgodnie z prawem, a zbrodnie są u nich na porządku dziennym. Przemyślenia głównego bohatera pokazują obawy syna, który nie chce być kopią swojego ojca i robi wszystko, by pokazać, że jest lepszym człowiekiem i nie zasługuje na potępienie. 
 Książka zapewniła mi nieprzespaną noc i na dodatek pełną wszelakich wrażeń. Zaczynałam od zaintrygowania i ciągłego śmiechu, a skończyłam na przerażeniu i poczuciu niesprawiedliwości. Autorka potrafi grać na emocjach czytelnika i w pełni to wykorzystuje. ,,Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" to pozycja jak najbardziej godna uwagi i wręcz żałuję, że tak szybko się skończyła. Osoby, które są zaintrygowane nekromancją i innymi typami magii na pewno się nie zawiodą w tych klimatach, a poszukiwacze innych wrażeń mogą się skupić na wątku kryminalnym, czy jakże delikatnym romansie. 
Czytaj dalej...

Podsumowanie sierpnia + stosik.


Cześć wszystkim! Kolejny miesiąc za nami. Sierpień był dla mnie mocno zapracowanym miesiącem, więc niestety przyjemności zeszły na dalszy plan. Nie był ani zaczytany, ani bogaty w książkowe zakupy, więc przejdę od razu do mojego skromnego podsumowania. :)

Przeczytałam:
1. ,,Strażniczka książek" Mechthild Gläser, str 392

2. ,,Córka imperium"  
3. ,,Batman: Hush - część 1" Jeph LoebJim Lee, str 120
4. ,,Kuzynki" Andrzej Pilipiuk, str 296
5. ,,Kłamca 4. Kill'em all" Jakub Ćwiek, str 320

Łącznie wychodzi 1 504 str. 


Wszystkie książkowe nowości zostały upolowane na promocjach, więc tym razem portfel nie płakał. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo we wrześniu będzie tyle wspaniałych premier, że chyba nie będę potrafiła się powstrzymać przed ich natychmiastowym kupnem. ;) Stosik prezentuje się tak:

 

1. ,,Szaleństwo elfów" - książkę dostałam praktycznie za grosze, a brakowało mi tej części na półce.
2. ,,Dziedziczki" - promocja -40% w świecie książki.
3. ,,Księżniczka" - jak wyżej.
4. ,,Kuzynki" - jak wyżej.
5. ,,Czas Żniw" - drugi tom kupiłam miesiąc temu, więc wypadało zaopatrzyć się w pierwszy.
6. ,,Clovis LaFay: Magiczne akta Scotland Yardu" - jedyna książkowa nowość z sierpnia, która mnie zainteresowała.
7. ,,Taniec ze Smokami część 1" - okazja na świecie książki skusiła mnie do uzupełnienia serii.                                                                                                                    

  
Czytaj dalej...

,,Córka Imperium" Raymond E. Feist, Janny Wurts.

,,Po nocy zawsze przychodzi dzień, nieważne jak ciemne chmury spowijają księżyc."
- Raymond E. Feist, Janny Wurts ,,Córka imperium"


 Bardzo lubię książki, w których główni bohaterowie są pewni siebie i przebiegli. Wiem wtedy, że nawet średnio wciągająca historia może mnie zainteresować, gdyż postacie przyciągną mnie swoimi działaniami. ,,Córka Imperium" to książka, która jednocześnie posiada doskonałą główną bohaterkę, jak i wciągające wątki. Z takiego połączenia musiała wyjść niezapomniana opowieść, która zapewniła mi wiele zaczytanych godzin.
 Mara jest 17 letnią dziedziczką rodu Acoma. Po śmierci ojca i brata musi zrezygnować z wstąpienia do zakonu i jako głowa rodziny wrócić do swojej posiadłości. Dziewczyna musi stawić czoła wszystkim przeciwnikom, którzy czyhają na chwilę słabości potężnego niegdyś rodu. Podejmuje heroiczną walkę o przetrwanie i ocalenie honoru rodziny oraz przysięga sobie, że pomści śmierć najbliższych.
 To co pierwsze rzuca się w oczy i napawa obawą to wiek główek bohaterki. 17 latki przeważnie są w książkach przedstawione jako typowe pierdoły, albo damy w opałach, które tracą głowę dla przystojniaków. Dlatego podeszłam do tej postaci z wielką rezerwą i muszę stwierdzić, że dawno już się tak miło nie zaskoczyłam. Mara jest dla mnie idealną główną bohaterką. Po śmierci ojca i brata trafia na miejsce, do którego nigdy nie była przygotowywana. Zostaje głową rodziny i musi odbudować armię, która po ostatniej bitwie została zdziesiątkowana. Cały czas rozmyśla jak polepszyć pozycję rodu i jak utrzymać się przy życiu. Jest bystra, przebiegła i nie boi się ryzyka, a intrygi w jej wykonaniu są wręcz szokujące i zachwycają dopracowaniem. Choć nie ma doświadczenia w politycznych rozgrywkach i nikt nie przygotował jej do przejęcia władzy nad rodem to dzielnie walczy i z całkowitego zera staje się potężnym i znaczącym lordem. Ludzie, którzy nie traktowali jej poważnie, nabierają respektu i wiedzą, że dziewczyna dzięki swojej inteligencji wiele osiągnie. Mara ma swój niepowtarzalny urok i wzbudza szacunek przy każdej wypowiedzi. Przy tak młodym wieku jest wyjątkowo dojrzała i wie co to poświęcenie. Dobro rodu Acoma zawsze jest dla niej najważniejsze, a honor cenniejszy od życia.


,,Tchórzliwość nie zmieni przeszłości ani nie zażegna niebezpieczeństw,
 które niesie ze sobą przyszłość."


 Historia sama w sobie również robi wrażenie na czytelniku. Nie należę do fanek rozległych opisów, ale jeśli są intrygująco przeprowadzone to czytam je z wielką przyjemnością i rozkoszuję się pomysłem autora. Tak właśnie było w przypadku ,,Córki Imperium". Autorzy wykreowali wspaniały świat, pełen tradycji, obrzędów, czy wierzeń. Każdy rytuał został dokładnie opisany, a ich zasady szczegółowo wyjaśnione. Czytelnik zostaje powoli wprowadzony w świat Lady Acoma, dzięki czemu nie ma mowy o pogubieniu się w nieznanych obrządkach. Wszystko jest spójne i się wzajemnie dopełnia.
 W całym przebiegu wydarzeń bardzo ważny jest honor i często to on napędza całą fabułę. Jest to interesujący pomysł, ponieważ aktualnie mało kto stawia dobre imię ponad życie. Wielokrotnie właśnie dzięki honorowi Mara przechytrzyła swoich przeciwników. Świetnie się bawiłam podczas skomplikowanych potyczek i kibicowałam głównej bohaterce, która zawsze potrafiła omotać wroga i ostatecznie powoływać się na jego godność. Czasem wręcz szło się pogubić w tym co wypada, a czego nie, chociaż sama Mara została prekursorką mniej drastycznych zasad i kar związanych z ich złamaniem. Dzięki temu ludzie zawsze jej słuchali i byli gotowi oddać za nią życie. 
 Podczas czytania książki miałam spore skojarzenia z ,,Grą o Tron", jednak ,,Córka Imperium" jest taką lżejszą wersją tego co stworzył Martin. Coś w sam raz dla osób, które lubią, gdy głównym bohaterom wszystko się układa, a źli dostają solidnie w kość. Akcja może nie jest zbyt dynamiczna, jednak misternie poprowadzony plan Mary jest odkrywany z rozdziału na rozdział i dopiero pod sam koniec układa się w logiczną całość. Nie mogę się już doczekać, gdy sięgnę po kolejny tom, bo wiem, że główna bohaterka jeszcze nie raz mnie zaskoczy, a sama fabuła chyba w końcu stanie się bardziej magiczna, gdyż pierwszy tom praktycznie w ogóle nie zawierał elementów fantasy.
 Podsumowując, jest to na pewno historia dla osób, które uwielbiają polityczne rozgrywki i nie boją się długich opisów, które zajmują większą część książki. Ja jestem oczarowana wykreowanym przed autorów światem i naprawdę pierwszy raz nie mam żadnych zastrzeżeń, co do głównej bohaterki. Polecam każdemu kto lubi intrygi i silne bohaterki, które brną do celu, czasem nawet i po trupach. 
Czytaj dalej...

Liebster Blog Award!



Dzisiaj przychodzę do was z odpowiedziami na nominacje do LBA. Długo już się nie pojawiała u mnie takowa notka, więc trochę różnorodności się przyda. :) Bardzo dziękuję dziewczynom za wytypowanie mojego bloga i zachęcam do zapoznania się z ich stronami!


Pierwsza nominacja od: osobisty8ksiezyc.blogspot.com

1. W jakim miejscu na Ziemi chciałabyś przebywać przez jeden dzień, a w jakim przez rok?
Jeden dzień to dość niewiele by zwiedzić jakieś fajne miejsce na Ziemi, ale zawsze chciałam chociaż na jeden dzień trafić do takiego typowego domku w górach, w trakcie totalnej śnieżycy. Całkowita izolacja od społeczeństwa i na dodatek w przytulnym pomieszczeniu. Nic tylko siedzieć w oknie i czytać książki. :) A cały rok? W sumie to należę do osób, które dobrze się czują w miejscu, w którym mieszkają, więc ciężko będzie mnie namówić na roczną ,,przeprowadzkę", ale bardzo chciałabym znaleźć się w Nowej Zelandii i zobaczyć na żywo te wszystkie bajeczne krajobrazy, które ciągle podziwiam we Władcy Pierścieni.


2. Co najbardziej cenisz w ludziach?
Na pewno poczucie humoru i dystans do siebie. Szczerość również jest mile widziana, chociaż niektórzy mylą ją ze zwykłym chamstwem. Jednak chyba najbardziej cenię ludzi, którzy są tak pozytywnie nakręceni i swoją energią zarażają innych ludzi. Lubię się otaczać ludźmi, którzy bez względu na wiek będą się jarać rzeczami, które dla ,,dorosłych" będą infantylne. Marudom i sztywniakom mówię stanowcze nie. :)

3. Twoim zdaniem sukces przyniesie ciężka praca, czy szczęście?
Kiedyś już odpowiadałam na takie pytanie i w sumie moja opinia się nie zmieniła. :) Wydaje mi się, że samym szczęściem człowiek za dużo nie wskóra, no chyba, że szczęście jest już dla niego sukcesem samym w sobie. Najlepiej ciężko pracować i być szczęśliwym z efektów pracy - wtedy można mówić o sukcesie. 

4. Jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Jak ja nie lubię takich pytań! Uważam, że każde zwierze ma swój urok i dla mnie bez różnicy, czy to mysz, czy kot, czy pies, bo każdym się zachwycam i jakbym miała warunki to przygarniałabym każde potrzebujące zwierzątko. :)


5. Jaką super moc chciałabyś posiadać?
Jakiś czas temu znalazłam artykuł o ludziach, którzy nie muszą spać, a ich organizm w ogóle się tego nie domaga! Przecież to by była genialna umiejętność, a już zwłaszcza w momentach, gdy na nic się nie ma czasu lub podczas czytania wciągającej książki. Na pewno przydatna byłaby również teleportacja, albo przenoszenie się w czasie. W sumie jako fanka super bohaterów zawsze miałam problem z wybraniem najlepszej mocy. :)

6. Ulubione książki?
No i znowu mogę wymieniać bez końca. Moim numerem jeden jest Władca Pierścieni, a co potem? Na pewno ,,Harry Potter", który towarzyszył mi od najmłodszych lat, twórczość Trudi Canavan z trylogią ,,Czarnego Maga" na czele, cała seria o Skrytobójcy Robin Hobb oraz ,,Wiedźmin" Sapkowskiego. Od niedawna do ulubieńców również należy ,,Dwór Cierni i róż", ,,Zakon Mimów" oraz seria ,,Inni". :)

7. Najlepszy film.
Władca Pierścieni! Wiem, jestem nudna. :D Poza Władcą to na pewno wszystkie filmy na postawie komiksów. W sumie to jestem mało wymagająca jeśli chodzi o ekranizacje. Mogę oglądać non stop potyczki superbohaterów i nigdy się nie znudzę.

 
8. Na jakiej książce się zawiodłaś?
No i tutaj znajdzie się kilka pozycji, które w sumie czytałam dość niedawno. Między innymi jest to ,,Mroczniejszy odcień magii", ,,Królowa Tearlingu" oraz ,,Ember in the ashes. Imperium Ognia". Może słowo ,,zawiodłam" jest zbyt mocne jeśli chodzi o te pozycje, ale po prostu były dla mnie zwykłymi czytadłami, które nie wywołały we mnie tak wielkich zachwytów jak u innych czytelników. Podejrzewam, że naczytałam się na ich temat za wielu ochów i achów, przez co poprzeczka z wymaganiami skoczyła bardzo wysoko. 

9. Którą postać książkową chciałabyś poznać?
Ha, tutaj bez namysły wymienię Wolhę Redną z ,,Zawód Wiedźma". Jest to pierwsza książkowa postać, z którą na serio mogłabym się zaprzyjaźnić. Totalnie mnie kupiła swoim niewymuszonym poczuciem humoru. :)

10. Zgubiłaś szklany pantofelek, kto jest księciem? (musi być bohater książkowy)
Tylko jeden? No to Aragorn. ;) 

11. Blog, który widzisz pierwszy raz - na co zwracasz uwagę? Pierw czytasz jakiś post, czy wchodzisz w którąś zakładkę (jaką)?
Zawsze czytam najnowszy post i jeśli spodoba mi się styl autora to zaglądam do wcześniejszych. Czasem również zwracam wagę na informacje o autorze, bo lubię wiedzieć, kto przygotował tekst. 


Druga nominacja od: recenzjebrunetki.blogspot.com


1. Co najbardziej lubisz w książkach?
Na pewno ksiażki muszą być oderwane od rzeczywistości. Nie dla mnie historie o normalnym życiu, w którym nie ma smoków, czy innych cudactw. Im bardziej skomplikowane światy i ich mieszkańcy tym lepiej. :)

2. Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Niezaprzeczalnie Harry Potter. 

3. Czy lubisz polskich autorów?
Oczywiście. Fantastyka w wykonaniu naszych autorów jest genialna. :)

4. Czy zgubiłaś lub znalazłaś kiedyś książkę?
Nigdy nie zgubiłam, ale znalazłam! Wracając ze szkoły znalazłam na ulicy ,,Stary człowiek i morze". Rok później książka okazała się moją lekturą, której zbyt miło nie wspominam, ale przez to wydarzenie zawsze mówię, że książki same do mnie lgną. :D

5. Chciałabyś wydać kiedyś książkę?
Nope. Wolę czytać niż pisać. :)


6. Udało Ci się spotkać kiedyś z jakimś autorem?
Nie, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. 

7. Jakie blogi recenzenckie polecasz?
Bez zastanowienia mogę polecić blog Łukasza (hrosskar.blogspot.com), który jest dla mnie skarbnicą genialnych tytułów z fantastyki. :)

8. Czy w Twojej rodzinie dużo osób czyta książki?
Rodzice czytają. Tata fantastykę i książki historyczne, a mama romanse i kryminały, więc można powiedzieć, że uwielbienie do książek mam we krwi.

9. Jak często kupujesz książki?
To zależy od promocji i premier, ale miesiąca bez nowego stosu książek sobie nie wyobrażam. 

10. Jaka jest Twoja ulubiona książka z gatunku fantasy lub horror?
Za dużo pytań o ulubione książki. :D Skoro fantasy to Władca i zapewne nigdy to się nie zmieni, bo to już wieloletnie zafascynowanie.


11. Bierzesz udział w konkursach na blogach?
Czasem biorę, ale szczęście jeszcze mi w nich nie dopisało. 
Czytaj dalej...

,,Strażniczka książek" Mechthild Glaser.

,,Jeśli chodzi o ciuchy to ograniczyłam się do absolutnie niezbędnego minimum, zgodnie z zasadą: lepiej o jeden sweter za mało niż jedna ulubiona książka mniej."
- Mechthild Glaser ,,Strażniczka książek"


 ,,Strażniczka książek" to historia, która chodziła za mną od dawna i przyciągała uwagę swoją cukierkową okładką. Wiedziałam, że jest to książka raczej dla młodszych czytelników, ale lubię czasem po takie sięgnąć, a już zwłaszcza gdy intrygują pomysłem na fabułę.
 Amy i jej matka Alexis uciekają z domu, by zapomnieć o przykrej przeszłości. Trafiają na wyspę Stormsay, na której stoi rodzinna posiadłość Lennoxów. Już przy pierwszej rozmowie z babką, Amy dowiaduje się o umiejętności, którą posiadają członkowie rodziny. Zaczyna brać udział w zajęciach dla strażników książek i uczy się przenoszenia do fikcji literackiej. Dziewczyna z wielką przyjemnością podróżuje po swoich ulubionych historii, ale w końcu dostrzega, że panuje w nich wielki chaos, który może doprowadzić do wyniszczenia najpopularniejszych dzieł.
  Każdy z nasz zapewne kiedyś marzył o przeniesieniu się do ukochanej książki, by wraz z ulubionymi bohaterami brać udział w epickich przygodach. Sama wielokrotnie chciałam trafić do Śródziemia i wyruszyć śladami Drużyny Pierścienia, albo przejść przez peron 9 i 3/4, czy w wielkiej szafie znaleźć przejście do Narnii. Główna bohaterka ,,Strażniczki książek" z dnia na dzień dowiaduje się, że książki faktycznie są częścią jej życia, a sama jest ich strażniczką, czyli osobą, która dba o bezpieczeństwo w fikcji literackiej. W każdej chwili może się przenieść do wybranej historii i obserwować wydarzenia, które się w niej odbywają oraz osobiście porozmawiać z jej bohaterami. Brzmi wspaniale, prawda? Książka totalnie mnie kupiła przez ten wątek i dzięki Amy mogłam odbyć podróż do klasyki literatury. Księga Dżungli, Alicja w Krainie Czarów, Sen nocy letniej, Piotruś Pan, Duma i uprzedzenia to jedynie początek wycieczki po literackim świecie, a jej przewodnikiem jest sam Werter. Wszystko zostało lekko i przyjemnie opisane, a akcja choć na początku trochę niemrawa, nabiera z czasem rozpędu i potrafi wciągnąć.


 Pierwsze strony były dla mnie wielkim wyzwaniem i od razu wiedziałam, że nie polubię głównej bohaterki. Amy swoim zachowaniem sprawiała, że ciągle miałam ochotę wywracać oczami, ponieważ jest typową sierotą, która potyka się na prostej drodze i w prawie każdym rozdziale dochodzi do jej bliskiego spotkania z ziemią. Oczywiście w pakiecie również jest niska samoocena, ale na szczęście dziewczyna posiada również dobre cechy, czyli determinację i wytrwałość w dążeniu do celu. Stanowczo na większe uznanie zasługuje Will, który w intrygujący sposób łączy się z głównym wątkiem historii i jest wielkim znakiem zapytania do samego jej końca. Pozostali bohaterowie nie wypadają jakoś dobrze i odnoszę wrażenie, że to właśnie kreacja bohaterów mocno obniża poziom książki. Większość z nich jest nijaka i wprowadzona do historii jakby na siłę. Autorka rozpoczęła wątki kilku postaci i w ogóle ich nie rozwinęła, przez co nie wiadomo skąd się wzięły i co konkretnie robią na wyspie. 
 Pomijając niedociągnięcia względem bohaterów, mamy w książce naprawdę wyjątkowo baśniowy klimat. Czytanie książki o książkach to świetna gratka dla każdego książkoholika. Czy ten początkujący, czy wprawiony na pewno znajdzie w ,,Strażniczce książek" coś dla siebie. Książkowi specjaliści dzięki fragmentom nawiązującym do klasyki literatury, będą mogli powspominać momenty, gdy dopiero zaczynali swoją przygodę z wymienionymi dziełami i cieszyć się możliwością spotkania znanych bohaterów w całkiem innych okolicznościach. Młodsi czytelnicy na pewno poczują się zainteresowani dziełami, które zostały wyróżnione w osobnej lekturze i zaczną poszerzać swoją wiedzą na ich temat. Można powiedzieć, że dzięki ,,Strażniczce książek" takie postacie jak Werter, czy Shere Khan otrzymują drugie życie i biorą udział w przygodzie, która stopniowo wciąga czytelnika i porusza misternie zaplanowaną intrygą. Również samo zakończenie książki jest mało schematyczne i nie można przykleić mu łatki ,,happy endu", więc brawa dla autorki za pomysł i pozostawienie otwartej bramki dla wyobraźni czytelnika, który po zakończonej lekturze może snuć domysły na temat dalszych losów bohaterów.
 Na pewno polecam tę książkę młodszym czytelnikom, którzy podczas jej czytania powinni się czuć jak ryba w wodzie. Bardziej wymagające osoby zapewne poczują się zniechęcone bajkowym klimatem, ale jeśli macie ochotę na coś lekkiego, to również zachęcam do sięgnięcia po ,,Strażniczkę książek", bo własnie dzięki takim pozycjom nasze marzenia stają się bardziej namacalne. 
Czytaj dalej...

Podsumowanie lipca + książkowe zdobycze.



 
Kolejny miesiąc już za nami. Trochę szkoda, bo lipiec zawsze był moim ulubieńcem. :) Na początku miesiąca świętowałam swoje urodziny, które zawsze oznaczają sporą liczbę nowych książek. Rozpoczęłam też staż, który sprawił, że miałam niewiele wolnego czasu, a ten który mi pozostawał całkowicie przeznaczyłam na nadrabianie czytelniczych zaległości. Blog trochę na tym ucierpiał, ale czasem tak mam, że wpadam w ciąg i poza czytaniem, albo oglądaniem seriali nic mnie już nie interesuje. W ten oto sposób ukończyłam 11 książek i jestem z tego powodu niesamowicie zadowolona, bo już dawno nie miałam tak okazałego wyniku. :) W czerwcu postanowiłam, że będę sobie powoli odświeżać ulubione tytuły, całego Kłamcę mam już za sobą i w lipcu zdecydowałam się na Wiedźmina. A jak wam minął lipiec?


Przeczytane:
1. ,,Mapa czasu" Felix J. Palma - 477 str
2. ,,Zawód: Wiedźma" Olga Gromyko - 543 str
3. ,,Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski - 332 str
4. ,,Dziecko Odyna" Siri Pettersen - 644 str
5. ,,Posępna litość" Robin LaFevers - 527 str
6. ,,Ksin. Początek" Konrad T. Lewandowski - 365 str
7. ,,Mroczniejszy odcień magii" V. E Schwab - 402 str
8. ,,Dziedziczka cieni" Anne Bishop - 429 str
9. ,,Królowa ciemności" Anne Bishop - 413 str
10. ,,Zakon Mimów" Samantha Shannon - 528 str
11. ,,Ukryta Łowczyni" Danielle L. Jensen - 510 str


Razem przeczytałam 5 170 stron. :) A tak wyglądają lipcowe zdobycze:
                                                                                           




1. ,,Golem i dżin" część 1 i 2 - kilka osób polecało mi tę historię, więc się w końcu na nią skusiłam. 
2. ,,Ukryta Łowczyni"- ,,Porwana Pieśniarka" niesamowicie mi się podobała, wiec nie mogłam sobie odmówić jej kontynuacji.
3. ,,Arktyczny dotyk" - prezent urodzinowy.
4. ,,Miecze cesarza" - prezent 
5. ,,Dziecko Odyna" - od dawna ciągnęło mnie do tej historii i całkowicie przepadłam, gdy się w końcu za nią zabrałam.
6. ,,Strażniczka książek" - prezent.
7. ,,Ogień i lód" - prezent.
8. ,,Mroczniejszy odcień magii" - pozytywne opinie sprawiły, że bez zastanowienia od razu wrzuciłam tę książkę do koszyka. 
9. ,,Zakon Mimów" - pierwszy tom, którym byłam totalnie oczarowana wypożyczyłam z biblioteki, drugiego niestety nie było, więc kupiłam swój egzemplarz. 
10. ,,Mechaniczny" - prezent.
11. ,,Córka imperium" - prezent.
12. ,,Słowa światłości" - prezent.
13. ,,Droga królów" - prezent. 
Czytaj dalej...

,,Mroczniejszy odcień magii" V.E. Schwab.

,,Magia jest tak naprawdę piękną chorobą."
- V. E. Schwab ,,Mroczniejszy odcień magii"


 O ,,Mroczniejszym odcieniu magii" było już głośno zanim książka trafiła na nasz rynek. Wychwalano ją na zagranicznych booktubach i nazywano najlepszą powieścią fantastyczną 2015 roku. Takie opinie sprawiają, że lekturze stawia się bardzo wysoką poprzeczkę i bardzo łatwo o rozczarowanie. Jak było u mnie? Już wyjaśniam.

 Kell jest mieszkańcem Czerwonego Londynu i jako podróżnik potrafi przemieszczać się między alternatywnymi światami. Poza nim i drugim podróżnikiem nikt nie może odwiedzić Szarego i Białego Londynu. Kiedyś również istniał Czarny Londyn, ale zawarta w nim magia była tak destrukcyjna, że trzeba było zamknąć do niego drzwi. Kell trafia w środek spisku i zostaje posiadaczem przedmiotu z zakazanego miasta. Wtedy rozpoczyna się jego ucieczka po alternatywnych Londynach i w jednym z nich poznaje Lili, która jest złodziejką o wielkich aspiracjach. Razem stawiają czoło przeciwnikom i starają się uratować wszystkie Londyny.

 Czasem trafia się książka, która sprawia wielkie problemy podczas recenzowania. Nigdy nie wiadomo jak się wobec niej ustosunkować, ponieważ po skończonej lekturze wiem, że za miesiąc całkowicie o niej zapomnę. Czemu? Bo jest gdzieś pomiędzy. Nie da się o niej powiedzieć, że zrobiła na mnie wrażenie, ale również nie powiem, że mnie rozczarowała. Właśnie tak było z ,,Mroczniejszym odcieniem magii", na który rzuciłam się z wypiekami na twarzy i niestety z rozdziału na rozdział mój zapał coraz bardziej malał. Pomysł na historię jest naprawdę świetny, bo alternatywne światy to obszerny temat, którym można nieraz zaskoczyć czytelnika, więc z chęcią czytam książki oparte na tym wątku. Autorka oryginalnie przedstawiła wszystkie miasta i magię, która mogła ułatwiać życie, ale również działać destrukcyjnie. Mamy w książce Trzy Londyny, które istnieję ze sobą równolegle. Czerwony jest rodzinnym miastem Kella, a magia jest tam czymś naturalnym i każdy ma chociaż jej zalążek we krwi. Szary to miasto, w którym ludzie zapomnieli co to jest magia, a w Białym panuje uzdolnione magicznie rodzeństwo, które nie cofnie się przed niczym. Po światach krążą również historie na temat Czarnego Londynu, który był tak niebezpieczny, że trzeba było usunąć do niego dostęp.


,,Wolałabym umrzeć w trakcie jakiejś przygody, niż żyć, stojąc nieruchomo."

 Choć miejsca akcji są efektownie wykreowane to jednak mam wrażenie, że czegoś w tym wszystkim zabrakło. Jakiegoś punktu kulminacyjnego, albo bardziej złożonej intrygi? Niby bohaterowie dążyli do uratowania światów, ale wszystko toczyło się tak mozolnie, że nie odczułam różnicy między wprowadzeniem, a zakończeniem historii. Podczas ucieczki powinno się odczuwać jakieś napięcie, albo martwić się, że coś zagrozi bohaterom, a tak naprawdę tutaj było mi obojętne co się z nimi stanie, bo w ogóle się z nimi nie zżyłam, co wcale nie oznacza, że główni bohaterowie zostali źle stworzeni. Kell jest bardzo dojrzały jak na swój wiek i wielokrotnie imponował mi podejściem do życia. Na jego barkach ciąży odpowiedzialność za rodzinę królewską, która go zaadoptowała. Jest również łącznikiem między innymi światami i wiele ryzykuje podczas szmuglowania przedmiotów z różnych Londynów. Jednak jak dla mnie to Lila wysuwa się na pierwsze prowadzenie, ponieważ jest dziewczyną, z którą można się zaprzyjaźnić. Pogodna, pewna siebie i zakochana w książkach przygodowych. Czego chcieć więcej? Może bardziej wyrazistych pobocznych postaci? Wszyscy są czarno - biali i jednowymiarowi, przez co od razu odechciewa się o nich czytać. 
 Najbardziej jednak boli mnie w tej książce cała intryga i powiązane z nią czarne charaktery. Od złych postaci wymaga się oryginalności i poruszenia podczas ich pojawienia. Rodzeństwo z Białego Londynu miało być mroczne i demoniczne, a zostało przedstawione mdło i nijako. Zawsze zwracam uwagę na przeciwników głównych bohaterów i oczekuję skomplikowanej osobowości. Trochę szaleństwa, ale i intrygującego charakteru, który by sprawił, że z chęcią poznawałoby się motywy łotrów. Tutaj niestety tego zabrakło i widziałam jedynie roszczeniowe rodzeństwo, które nudziło za każdym razem, gdy się pojawiło. 
 Wiem, że ,,Mroczniejszy odcień magii" jest pozycją, która przeważnie zbiera pozytywne recenzje, więc na pewno nie będę odradzać jej przeczytania. Może się okazać, że będzie to dla was jedyna i niepowtarzalna historia, ale lepiej nie mieć wobec niej za wysokich oczekiwań, bo takowe mogą popsuć jej odbiór. Ja na pewno sięgnę po kontynuację, bo intryguje mnie wątek Lili, która jest dla mnie największą zaletą tej książki. 
Czytaj dalej...

Filmowe nowości.

Do tej pory każdy film otrzymywał swoją osobną notkę, ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak co jakiś czas będę wrzucać zbiorowy post, ponieważ dzięki temu więcej osób będzie mogło znaleźć coś, co ich zainteresuje. :)



Warcraft: Początek.
W fikcyjnych światach Azeroth i Draenor dochodzi do konfliktu między ich mieszkańcami: ludźmi, a orkami.

Film, którego wyczekiwałam od pierwszych plotek na temat jego powstania. Czemu? Bo od małego z fascynacją przyglądałam się jak mój wujek grał w Warcrafta, a potem sama wielokrotnie go przechodziłam. Bardzo się bałam, że ekranizacja okaże się niewypałem, ale na szczęście miło się zaskoczyłam. Postacie są świetnie wykreowane, a co najważniejsze nie są zaszufladkowane do tych dobrych, czy złych. W filmie następuje sporo zwrotów akcji, a bohaterowie ciągle muszą zmieniać strony konfliktu. Fabuła wbija w fotel i wielokrotnie zaskakuje, a efekty specjalnie sprawiają, że ma się ciarki na plecach z zachwytu. Jak najbardziej polecam ten film wszystkim maniakom takowych historii, bo na pewno się nie zawiodą. Poza tym wątki są tak jasno przedstawione, że nawet osoby, które nigdy nie miały styczności z grą, bez problemu powinny się odnaleźć w tej historii i dać się wciągnąć w wir wydarzeń. 



Tarzan: Legenda
Tarzan powraca do Kongo, aby stawić czoło kapitanowi Romowi.

Muszę powiedzieć, że za wiele od tego filmu nie oczekiwałam, a wyszło na to, że otrzymałam jeszcze mniej. Niby ładne widoki (nie mówię tylko o krajobrazach :) ), ale jednak zabrakło mi jakiegoś napięcia w tej produkcji. Wszystko toczyło się powoli i dość smętnie, a o zwrotach akcji nawet nie ma co marzyć. Nie mam nic co Alexsandra, bo naprawdę lubię go jako Erica z ,,Czystej krwi", ale mam wrażenie, że on nie potrafi stworzyć innej postaci poza tajemniczym i małomównym bohaterem, co niekoniecznie pasowało do Tarzana, który zawsze sprawiał wrażenie dość pozytywnej postaci. Jego przeciwnik, czyli Leon Rom był bardziej pogodny i mniej przerażający niż tytułowy bohater. Film oczywiście jest do obejrzenia, ale bez większych refleksji, czy zachwytów, ponieważ ewidentnie brakuje mu charakteru. Czasem również odnosiłam wrażenie, że niektóre sceny wręcz biły po oczach sztucznością i zamiast wzruszać to wywoływały lekki niesmak lub wybuch śmiechu.



Iluzja 2
Grupa magików zostaje niesłusznie oskarżona o spowodowanie katastrofy podczas Super Bowl.

Kontynuacja Iluzji nadal robi wrażenie magicznymi trikami, które są przyjemne dla oka i wielokrotnie wzbudzają podziw. Żartów i pomysłowych wątków również w niej nie brakuje, ale jednak blado wypada w porównaniu z pierwszą częścią. Większość męskich bohaterów straciła swój urok, ale za to kobieca postać w końcu ma pazur i miło się ją ogląda w akcji. Mam wrażenie, że to ten typ filmu, który na początku faktycznie potrafi szokować, zainteresować i sprawić, że widz zastanawia się nad każdym szczegółem filmu. W kontynuacji niestety nie ma już tego punktu zaskoczenia, bo wszystko co widzieliśmy w pierwszej części jest powielone w drugiej. Film na pewno nadaje się dla osób, które szukają dobrej zabawy, czy chwili rozluźnienia, bo jest to typowe kino rozrywkowe, więc nie ma sensu debatować nad sztuczkami, które przeczą prawom fizyki, czy ciągle komentować na pól sali kinowej, że wszystko jest farsą i nieprawdą. 




Ghostbusters. Pogromcy duchów
Gdy Manhattan opanowują duchy, do akcji wkracza całkiem nowa ekipa "Ghostbusters".

Powiem tak - ten film jest tak głupi, że aż śmieszny i wcale nie chodzi mi tutaj o żarty, czy typowo komediowe sceny, ale o całokształt filmu. Wszystkie postacie z recepcjonistą na czele mają taką mimikę twarzy i postawę, że nawet jak starają się być poważne to mnie rozśmieszają, a żarty...no cóż, są na dość marnym poziomie i na dodatek czasem wciskane na siłę. Sama nie wiem co sądzić o tej produkcji. Na pewno nie ma co go porównywać do klasycznych wersji, bo to całkiem inny poziom. Wydaje mi się, że jest to komedia na raz dla osób, które czasem lubią się pośmiać z głupich i żenujących filmów, które nie powalają dialogami, czy zbytnio nie zaskakują fabułą. Ja ostatnio czuję się już zmęczona tego typu filmami i jak wyszukuję komedii to jednak stawiam na takie, które śmieszą bardziej ambitnymi i błyskotliwymi dialogami. Jedno co wyniosłam z tego filmu to świadomość, że jak nie pójdzie mi w pracy to zostanę pogromcą duchów. :) 
Czytaj dalej...

,,Mapa czasu" Felix J. Palma.


,,Gdyby istniały maszyny pozwalające nam korygować nasze najgłupsze błędy, żylibyśmy w świecie pełnym nieodpowiedzialnych głupców."
- Felix J. Palma ,,Mapa czasu"




 Podróże w czasie to temat, który nurtuje wiele osób. Chyba każdy z nas czasem się zastanawiał, co by było gdyby czas się cofnął, albo nawet przyśpieszył. Byłoby można pozmieniać wtedy swoje decyzje i inaczej pokierować życiem. Felix J. Palma w bardzo oryginalny sposób przedstawia wizję podróży w czasie oraz błyskotliwie debatuje nad możliwością zmiany przeszłości. 
 L
ondyn, 1896 rok. Za sprawą niezliczonych wynalazków ludzie zaczęli wierzyć w nieograniczone możliwości techniki. Taką sytuację wykorzystuje Murray, który umożliwia ludziom spełnić jedno z największych marzeń, czyli odbyć podróż do przyszłości. Takie pragnienia zapoczątkowała książka Wellsa pod tytułem ,,Wehikuł czasu". Jedną z pierwszych podróży do 2000 roku odbywa Claire Haggarty, która zakochuje się w mężczyźnie z przyszłości, ale nie wszyscy marzą o zobaczeniu jutra. Harrington pragnie odbyć podróż do przeszłości, by uratować swoją ukochaną, którą zabił Kuba Rozpruwacz. Ponadto sam autor ,,Wehikułu czasu" jest zmuszony do ucieczki przez stulecia, bo podróżnik z innej epoki zagraża jego życiu. 
 K
siążka jest podzielona na trzy historie, których wspólnym trzonem jest postać Wellsa, czyli pomysłodawcy podróży w czasie. W pierwszej opowieści mamy możliwość poznać młodego Harringtona, który zakochuje się w kobiecie lekkich obyczajów. Ich spotkania nie trwają długo, gdyż dziewczyna zostaje zabita przez Rozpruwacza, a Andrew po latach cierpienia stara się cofnąć czas i uratować ukochaną. Powiem szczerze, że ta część podobała mi się najmniej, ponieważ nigdy nie byłam fanką niepoprawnych romantyków, którzy jedynie potrafią rzucać epitetami wychwalającymi ich uczucie i w podniosły sposób rozwodzić się nad pięknem ukochanej. Za dużo było tutaj narzekania niż intrygującej wyprawy w przeszłość. W kolejnej części, która również była oparta na miłosnych uniesieniach było już o wiele lepiej. Młoda dziewczyna Claire od zawsze uważała, że urodziła się w złej epoce i nie potrafi się zachowywać jak przyzwoite damy, które ją otaczają. Marzy o wielkiej miłości, ale z kimś z przyszłości, kto by zrozumiał jej pragnienia. Dzięki przedsiębiorstwu Podróże w Czasie przenosi się do roku 2000 i poznaje tam dzielnego kapitana, który ratuje świat przed armią robotów. Czy taka miłość ma prawo bytu? Oczywiście, w końcu miłość zwalcza wszystkie przeszkody, nawet jeśli są nią długie lata, wystarczy mieć tylko umysł otwarty na wszelakie rozwiązania. Trzecia i ostatnia historia jest tą, którą lubię najbardziej, ponieważ całkowicie skupiła się na losach Wellsa, który wcześniej pojawiał się tylko sporadycznie. To tutaj było najwięcej interesujących rozważań na temat podróży w czasie. Czy można zmienić przeszłość? Czy wpłynie to na świat i resztę ludzi? Czy ktoś będzie pilnować oryginalnego toru wydarzeń? Te i cała masa pytań, wraz z odpowiedziami całkowicie pochłaniają czytelnika i po lekturze pozostawiają jego wyobraźnię na najwyższych obrotach.


,,Prawdziwa literatura musiała poruszać czytelnika, ranić go, zmieniać jego postrzeganie rzeczy, potężnym pchnięciem zrzucać go z klifu jasnowidzenia."

 Motyw podróży w czasie jest tutaj tak pomysłowo przedstawiony, że każdy powinien znaleźć taką wersję, która będzie dla niego najbardziej wiarygodna. Najpierw mamy wehikuł czasu, którego stworzenie nie było problemem przy rozwijającej się technologii. Następnie była historii o magii, w końcu kto by nie chciał w nią uwierzyć? A na koniec najbardziej wciągająca i dająca do myślenia teoria na temat możliwości ludzkiego mózgu, który w końcu został w pełni wykorzystany. Można również dojść do wniosku, że podróże do przeszłości to nic innego jak nasze wspomnienia, czy historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, a marzenia i fantazje zapewniają nam jedyną i niepowtarzalną przygodę do przyszłości. Autor umiejętnie przedstawia wizję równoległych światów i jednocześnie wciąga czytelnika w grę, w której muszę przyznać poległam po całej linii, ponieważ za każdym razem totalnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Dawałam się ponieść wyobraźni zamiast przewidywać zakończenie, co z mojego punktu widzenia wcale nie jest złe, bo taka misterna gra całkowicie mnie oczarowała i uważam ją za wielką zaletę tego dzieła. Warto również wspomnieć o wszechwiedzącym narratorze, którego można nazwać gawędziarzem, ponieważ zachowuje się tak jakby stał obok czytelnika i wyjaśniał mu wszystko, łącznie z tym czego bohaterowie powieści nie dostrzegają. Wielokrotnie używa tajemniczych zwrotów, którymi jeszcze bardziej zachęca do dalszego czytania.
 Musze przyznać, że jest to bardzo unikalna historia, która powinna zadowolić każdą osobę, która po nią sięgnie. Czemu? Ponieważ jest tutaj wszystko. Humor, przygoda, romans, elementy fantastyczne, zwroty akcji, wszystko zgrabnie połączone i dopełniające się pod każdym względem. Na dodatek nie jest to zwykłe czytadło na jeden wieczór, tylko wymagająca lektura, która pozostawia po sobie wielki niedosyt i milion pytań. Sama jestem ciągle pod wrażeniem tej lektury i cieszę się, że od razu kupiłam całą trylogię i nie muszę czekać z sięgnięciem po kolejny tom. 


Czytaj dalej...

Shame! Shame! Shame!




Tytuł notki zapewne dużo nie mówi, ale jak najbardziej wpasowuje się do moich odczuć i skojarzeń związanych z ostatnim pobytem w bibliotece. Wiadomo, że każdy z nas ma różne upodobania i inaczej traktuje swoje książki. Niektórzy tworzą im ołtarzyki, a inni równie dobrze mogą się na nich wyżywać i wylewać swoje frustracje. Jest to indywidualna sprawa każdego człowieka, ale oczywiście do momentu gdy traktuje tak WŁASNE lektury. Sprawa ma się całkiem inaczej, gdy korzystamy z cudzych lub publicznych książek. Miałam raz sytuację, gdy pożyczyłam koleżance książkę i wróciła w gorzej niż opłakanym stanie. Naprawdę nie wiem co trzeba zrobić, by powyrywać kartki z raz przeczytanej książki, czy powyginać okładkę, która potem wygląda jakby przechodziła z rąk do rąk przez wiele pokoleń.  To samo da się zauważyć w bibliotekach, gdzie większość pozycji jest po prostu przeżuta i wypluta bo inaczej tego nie da się nazwać. Posklejane, powyrywane, czy naderwane kartki to już standard. Do tej pory trafiałam na w miarę wyglądające egzemplarze, ale ostatnio miałam ,,przyjemność" czytać wyjątkowo zdewastowaną książkę i szczerze powiedziawszy to byłoby mi wstyd oddać coś takiego do biblioteki. Nie wiem, czy osoba, która czytała tę książkę nabrała tak wielkiego apetytu na lekturę, że dosłownie nadgryzła połowę kartek, czy nie dopilnowała jakiegoś zwierzątka, ale biedny ,,Kłamca" wygląda własnie tak:







Widzicie, że nie wygląda to zbyt ciekawie. Sama już dawno nie obchodziłam się z książką jak z jajkiem, ale przy tej nie było innego wyjścia, bo bałam się, że okładka zaraz zacznie żyć własnym życiem, a kartki odlecą w różnych kierunkach. Na dodatek miałam wiele niespodzianek, bo co stronę wylatywały jakieś okruszki i nawet zdechła mucha. Całe szczęście, że w środku nie było żadnej skarpetki, bo raczej nie cieszyłabym się z tego jak Zgredek. :) Wiadomo, że przytrafiają się różne sytuacje, ale wystarczy jeden rzut oka na książki w bibliotece, by zauważyć, że ludzie nie potrafią szanować cudzych rzeczy. Dla mnie stwierdzenie ,,nadgryziona przez ząb czasu" nabrało całkiem innego znaczenia i stanowczo wolę moje książki, które wyglądają jakby nikt ich nie czytał, niż takie małe straszydła. Mieliście kiedyś taką sytuację? Czy raczej omijacie zniszczone książki?



Czytaj dalej...

,,Misja Błazna" Robin Hobb

 ,,To dziwne, że dopiero kiedy możesz stracić kogoś bliskiego, pojmujesz
jak wielką jest częścią twego życia? A wtedy myślisz, że nie zniósłbyś tego, gdyby coś mu
się stało, lecz najstraszniejsze jest to, że w rzeczywistości zniesiesz to, będziesz musiał znieść, tak czy inaczej."
- Robin Hobb ,,Misja Błazna"



Trylogia Skrytobójcy bardzo szybko  wkradła się w szeregi moich ulubionych serii i pozostawiła w tyle dziesiątki książek. Po zakończeniu trzeciej części, bez zastanowienia wzięłam się za kolejną trylogię opowiadającą o dalszych losach Bastarda Rycerskiego. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po historii, która odbywa się 15 lat po wydarzeniach z pierwszej serii i na pewno nie byłam przygotowana na taką kontynuację.
 Bastard przez ostatnie lata żył na dobrowolnym wygnaniu i najbliżsi ludzie uważali go za zmarłego. Zajmuje się przybranym synem i dzieli swoją samotność z wiernym kompanem - Ślepunem. Jest zadowolony ze spokojnego życia, z dala od niebezpiecznej stolicy. Spokój jednak nie jest mu pisany, a przeznaczenie znowu się o niego upomina. Jako Katalizator ponownie musi odwrócić bieg wydarzeń, który może go kosztować o wiele więcej niż za pierwszym razem. 
 Tytuł książki mógłby sugerować, że tym razem główną postacią stał się Błazen. Nic bardziej mylnego.  Nadal widzimy wszystko oczami Bastarda, a Pan Złocisty pojawia się tylko wtedy, gdy jako Biały Prorok ma do wypełnienia misję, w której niezbędny jest Katalizator. Jednak z biegiem wydarzeń o wiele bliżej go poznajemy i widzimy jak bardzo się zmienił. Nie jest już zwariowanym Trefnisiem i wyglądem nie przypomina dziecka. Teraz jest wielkim i dostojnym panem, który wzbudza szacunek wśród ludzi. Oczywiście nadal mówi zagadkami czym wielokrotnie irytuje swojego przyjaciela, który musi się dopytywać o wszystkie znaczenia metafor. Autorka mocno rozwinęła postać Błazna, ale jednocześnie zachowała w nim stare i najlepsze cechy, dzięki którym nie stracił swojej intrygującej osobowości. 
 Pierwszy tom cyklu Złotoskóry jest inny niż wcześniejsze, ponieważ w większym stopniu porusza bardzo ważne tematy, które dotykają każdego człowieka. Widzimy samotność głównego bohatera, tęsknotę za bliskimi ludźmi i to co najważniejsze w tej części, czyli przemijanie. Z każdym rozdziałem zbliżamy się do tego co nieuniknione i z czym najtrudniej się pogodzić człowiekowi. Autorka bardzo obrazowo przedstawiła zbliżającą się utratę, która na zawsze pozostawi pustkę w sercu. Mogę na palcach u rąk policzyć ile książek wywołało u mnie wzruszenie, a co dopiero łzy. Pani Hobb udało się całkowicie mnie roztrzaskać i po lekturze czułam się jakbym na zawsze straciła coś cennego. Bastard od najmłodszych lat był postacią, której było czego współczuć, ale tak naprawdę dopiero w tej części widać, że życie w ogóle go nie oszczędza i zabiera każdą namiastkę szczęścia. Te wszystkie wydarzenia sprawiają, że jest to bardzo nostalgiczna i skłaniająca do refleksji nad własnym życiem historia.


,,Prawdę powiadasz, śmierć jest zawsze mniej bolesna i łatwiejsza niż życie. A mimo to zawsze raz po raz wybieramy życie, bo śmierć nie jest przeciwieństwem życia, lecz przeciwieństwem wyboru. Śmierć jest tym, co nam pozostaje, kiedy nie mamy już żadnego wyboru."

 Ważnym motywem jest tutaj również Rozumienie, czyli więź między człowiekiem, a zwierzęciem. We wcześniejszych tomach otrzymywaliśmy jedynie jej namiastkę i byliśmy w tym tak samo niedoświadczeni jak główny bohater. W Misji Błazna Bastard nie tylko dojrzał, ale również poszerzył swoją wiedzę związaną z magią Pradawnej Krwi. Razem z wilkiem Ślepunem o wiele lepiej pojmują zasady panujące wśród istot takich jak oni oraz wiedzą do czego są zdolni i czego powinni się wystrzegać. Autorka stworzyła przepiękną relację między człowiekiem i zwierzęciem, która jest tak mocna i cenna, że nic nie jest w stanie jej zakończyć. Oprócz Rozumienia mamy jeszcze w książce magię Przezornych, która chodź jest na wyczerpaniu to ciągle się tli i daje nadzieję na dalsze istnienie potężnego rodu. Losy magii oczywiście leżą w rękach Bastarda, tak samo jak życie jednego z Przezornych. Czy podoła kolejnej misji i zmieni ścieżki przeznaczenia? Mogę wam jedynie powiedzieć, że będzie to pełne wyrzeczeń i poświęcenia zadanie. 
 Czy książka ma wady? Na pewno dla jednych będzie to liczba stron, ale uwierzcie, że czyta się ją tak przyjemnie, że nawet nie zauważycie kiedy dotrzecie do końca. Na pewno momentami można cierpieć na brak akcji, ale to również w moim odczuciu nie ujmuje całej historii. Główny bohater również może niektórych do siebie zniechęcić. Dla mnie jest genialną odskocznią od tych idealnych postaci, którym wszystko zawsze wychodzi, a na koniec mogą się cieszyć wspaniałym i bezproblemowym życiem. Robin Hobb stworzyła historię, która jest do bólu prawdziwa i pokazuje, że szczęście jest ulotne i nie każdy otrzymuje je w takiej samej ilości. 
 Na pewno mogę polecić tę książkę każdemu fantastykolubowi, któremu niestraszne są opasłe tomiska. Czy można zacząć od tej części, bez czytania wcześniejszej trylogii? Jedni mówią, że tak, ale zapewniam was, że wtedy nie będziecie tak zżyci z bohaterami i mało będzie was obchodzić ich los, co może wam popsuć piękno całej historii. 
Czytaj dalej...

Podsumowanie czerwca.


Czerwiec był dla mnie wymagającym miesiącem i bardzo się cieszę, że już minął. Oczywiście kilka wspaniałych momentów również się wtedy przytrafiło, a jednym z nich była wygrania w konkursie i dzięki niej w połowie lipca zaczynam upragniony staż. Jest to dla mnie ogromna niespodzianka i w sumie do tej pory nie mogę w to wszystko uwierzyć. :) W tracie sesji miewałam wzloty i upadki (jak to bywa u rasowego studenta), ale na szczęście wydawnictwa książkowe zapewniły solidną dawkę promocji, więc każde niepowodzenie wynagradzałam sobie książkami. W pewnym momencie już straciłam rachubę i dopiero podczas zbierania nowości do zdjęcia zobaczyłam jak bardzo zaszalałam. Stan przeczytanych książek niestety nie dorównuje tym zakupionym, ale i tak nie było tragedii i śmiało mogę stwierdzić, że czerwiec należał do Jakuba Ćwieka. W końcu dorwałam w bibliotece całą serię Kłamcy i mogłam sobie odświeżyć przygody Lokiego. Jak widzicie zmieniłam również wygląd bloga i w końcu jestem z niego zadowolona. :) To chyba wszystko z tych ważniejszych wydarzeń w czerwcu, a teraz zapraszam na podsumowanie:

Przeczytane:

1. ,,Misja Błazna" Robin Hobb, str 666
2. ,,Kłamca" Jakub Ćwiek, str 270
3. ,,Kłamca 2. Bóg marnotrawny" Jakub Ćwiek, str 260
4. ,,Dusza Cesarza" Brandon Sanderson, str 104
5. ,,Czas Żniw" Samantha Shannon str, 520
6. ,,Od złej do przeklętej" Katie Alender, str 453
7. ,,Kłamca 3. Ochłap sztandaru" Jakub Ćwiek, str 268
8. ,,Dreszcz" Jakub Ćwiek, str 282


Łącznie przeczytałam 2 823 stron, a moje nowości, z którymi chciałabym się zapoznać w wakacji prezentują się tak:



1. ,,Mapa czasu" Felix J. Palma - Trylogia Wiktoriańska chodziła za mną od dłuższego czasu i wręcz nie mogłam się powstrzymać, gdy zobaczyłam, że na Oczytani.pl każda część kosztuje nie całe 10zł.
2. ,,Mapa Nieba" Felix J. Palm
3. ,,Mapa Chaosu" Felix J. Palm
4. ,,Dusza Cesarza" Brandon Sanderson - cudowna historia, którą polecam każdemu. :)
5. ,,Królowie Dary" Ken Liu - w końcu książka trafiła do mnie! Nie mogę się doczekać aż ją przeczytam.
6. ,,Pamiętnik z Mrówkoszczelnej kasety" Mark Helprin - upolowałam tę książkę na wspaniałej promocji na Znak.com.pl za 8.90.
7. ,,Królowa Cieni" Sarah J. Maas - oczywiście nie mogłam sobie odmówić kontynuacji ,,Szklanego Tronu". :)
8. ,,Od złej do przeklętej" Katie Alender - pierwszy tom był przyjemnym czytadłem, więc skusiłam się na kolejny.
9. ,,Zawód: Wiedźma" Olga Gromyko - w końcu doczekałam się tego wspaniałego dnia i najlepsza książka Pani Gromyko została ponownie wydana.
10. ,,Kroniki Czarnej Kompanii" Glen Cook - promocja w Empiku 3 za 2.
11. ,,Powrót Czarnej Kompanii" Glen Cook - jak wyżej.
12. ,,Księgi Południa" Glen Cook - jak wyżej.
13. ,,Zapomniany Legion" Ben Kane - również promocja na Znak.com.pl
14. ,,Srebrny Orzeł" Ben Kane - jak wyżej.
15. ,,Grimm City. Wilk" Jakub Ćwiek - w czerwcu miałam słabość do tego autora. :)
16. ,,The Witch Hunter. Łowczyni" Virginia Boecker - promocja w Empiku -40%.
17. ,,Krocząc w ciemności" Leonie Swann - słyszałam dużo dobrego o tej pozycji, więc się na nią skusiłam, gdy zobaczyłam promocję na Świecie Książki.
Czytaj dalej...

Trudna sztuka oceniania książek.

 Przychodzę dzisiaj do was z trochę nurtującym mnie tematem, jakim jest wystawianie książce oceny. Chciałabym się dowiedzieć, co wy na ten temat myślicie i czy też czasem macie wątpliwości podczas oceniania lektury. Na początku moje recenzje były dość ubogie i za wiele o książce nie mówiły. Z czasem stawały się coraz dłuższe, ale nadal w nich brakowało czegoś co przeważnie znajduje się u innych recenzentów, czyli ocen. W końcu wprowadziłam je również do swoich recenzji, ale bardzo szybko z nich zrezygnowałam. Czemu? Już podaję wam kilka powodów.


1. Ocena ocenie nie równa.
Jedni uważają, że recenzje powinny być subiektywne, a inni, że każdy powinien do nich podchodzić obiektywnie. Sama lubię, gdy w tekście widać emocje, które o wiele bardziej mnie zachęcają do sięgnięcia po książkę niż suche fakty. Jednak pojawia się problem w momencie, gdy ktoś ocenia książkę i wymienia głównie jej wady, a na końcu widzę ,,ostatecznie nie było źle 7/10", a przy innej pozycji wychwala pod niebiosa i znowu daje 7. Wtedy naprawdę nie wiem, czy sugerować się cała recenzją, czy wymienioną oceną. Dla mnie bardzo często ocena w ogóle nie idzie w parze z opinią na temat książki. Ciężko jest przypisać jej ocenę skoro skala jest taka wąska, a tak naprawdę każda książka zasługuje na swoją indywidualną notę i powinno się ją wystawiać pod względem wielu czynników. Ostatecznie dochodzi do tego, że mamy multum książek wrzuconych do jednego wora z numerem 7. Taka siódemka wiele nie mówi i lepiej przeczytać recenzję, która dokładnie wyjaśni jak książka została odebrana, niż sugerować się cyferką, a potem się dziwić, czemu ona ma tak wysoką ocenę skoro są inne i o wiele lepsze. Od dawna nie sugeruję się liczbą widniejącą przy tytule książki i wolę przewertować recenzje, które mi powiedzą, czy warto sięgać po daną pozycję, czy nie.


2. Różnorodność gatunków.
Sama wielokrotnie miałam problem w ocenieniu np. kryminału, który mi się podobał, ale jednak nie potrafiłam mu dać wysokiej oceny, bo umywał się w porównaniu z fantastyką, a przecież tak nie powinno być, bo wśród kryminałów mogła to być naprawdę genialna książka. Jednak w momentach, gdy ma się jakiś ulubiony gatunek to naprawdę ciężko spojrzeć obiektywnie na te pozostałe, ponieważ zawsze będzie w nich czegoś brakować (oczywiście to już zależy wyłącznie od gustu i potrzeb czytelnika). Tak samo jest w momencie, gdy ktoś ma znienawidzony gatunek i nie ważne jak książka byłaby genialna to i tak zostanie nisko oceniona przez takową osobę. Również czasem wydaje mi się, że nie do mnie należy ocena książki z gatunku, po który praktycznie nie sięgam, bo nie jestem w tym temacie obyta. Przecież to trochę niesprawiedliwe dawać kryminałowi o wiele za niską notę tylko dlatego, że nie jest fantastyką. Wiem, że jest dużo ludzi, którzy lubią krytykować książki i wręcz wyszukiwać w nich najdrobniejszych błędów, ale mnie to nie bawi, wolę mówić o pozytywach niż negatywach, a o wadach wspominam w momencie, gdy już naprawdę psują radość z czytania. Jeśli nawet już czujemy potrzebę opowiedzenia o błędach to właśnie najlepiej w formie recenzji, gdzie potencjalny odbiorca będzie mógł stwierdzić, czy takowy mankament również będzie go razić w oczy.


3. Nie ten przedział wiekowy.
No i tutaj głównie będzie mi chodzić o młodzieżówki, po które oczywiście też sięgają dorośli. Tak to już jest, że z wiekiem nasz gust się zmienia i stajemy się bardziej wyczuleni na wszystko co ,,złe", ale jednak trzeba brać pod uwagę to, że takowa książka jest pisana dla młodszych i często mało obytych czytelników, których po prostu łatwo zadowolić. Często czytając książki dla nastolatków irytuję się, że bohaterowie są dziecinni, ale czy to jest powód do obniżania książce oceny? No nie, bo jak wiadomo nie jestem już targetem tej książki i to nastolatkowie powinni ocenić, czy bohaterowie faktycznie jak na ich wiek są kiepsko skonstruowani. Młodzieżówki ogólnie są lekkimi książkami, które mogą zachwycać nastolatków, czy starszych, którzy nie czują potrzeby wytykania najdrobniejszych błędów, czy po prostu służyć do rozluźnienia dla bardziej wymagających czytelników, którzy od czasu do czasu rezygnują ze swoich cegiełek i przerzucają się na coś lżejszego. Ja to przeważnie porównuję do oglądania bajek, które jak wiadomo są dla dzieci, ale sama również często lubię takowe obejrzeć, bo czemu nie? W końcu wszystko jest dla wszystkich, ale trzeba się odpowiednio do tego nastawić. Oczywiście zdarza się też, że młodzi czytelnicy biorą się za zbyt poważne lektury, których często nie rozumieją, a potem wystawiają tragiczne oceny, bo np. słownictwo było za trudne, lub historia mało zrozumiała. Sama wielokrotnie się przekonałam, że do niektórych książek po prostu trzeba dojrzeć.


To są takie trzy powody, które sprawiają, że przestałam wystawiać książkom oceny, ponieważ zastanawianie się nad nią zajmowało mi więcej czasu niż pisanie samej recenzji. Wolę jednak pozostać przy samej opinii i pozwolić innym osobom zdecydować, czy faktycznie książka będzie dla nich. Domyślam się, że dla wielu osób ocenianie książek nie jest takim dylematem, albo mają swoją prywatną skalę oceniania. Może również jestem trochę uprzedzona do wystawiania ocen, ponieważ zawsze było to dla mnie niesprawiedliwe, a już zwłaszcza w szkole, gdy wiadomo, że te wszystkie oceny nie miały nic wspólnego z faktyczną wiedzą. Również uważam, że to nie mi decydować o tym, czy książka jest słaba, czy nie, gdyż nie jestem profesjonalnym recenzentem i jedynie mogę napisać co mi się konkretnie w niej spodobało, a co denerwowało. Często również bywa, że jest jakaś pozycja, która zachwyca większość czytelników, a mnie niekoniecznie, więc to raczej nie oznacza, że ta pozycja jest zła i zasługuje na niską ocenę, czy określanie typu tragiczna/beznadziejna/katastrofa, bo jednak jak to się mówi ,, w kupie siła" i skoro tyle osób wychwala daną pozycję to faktycznie musi mieć to ,,coś", ale nie jest to ,,coś" co akurat zachwyca mnie.

Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka