3 powody, przez które książka traci w moich oczach.


Dzisiaj dokończyłam książkę, przez którą ledwo przebrnęłam i cieszę się, że byłam na tyle opanowana by odstawić ją na półkę, zamiast wyrzucić przez okno. Zapowiadała się na całkiem fajną historię, która po prostu została w moim mniemaniu zniszczona. Dlatego naszło mnie by napisać, co moim zdaniem psuje radość z czytania. Wiem, że to jest temat rzeka, w końcu każdy lubi co innego, jednak chciałabym rozpocząć dyskusję na temat ,,okropieństw”, które sprawiają, że macie ochotę rozerwać książkę na strzępy. Ja mam takie trzy sztandarowe zasady, których trzymam się od kilku lat i wcale nie żałuję.

1. Miłosne zapychacze.
Nie krytykuję tutaj romansów, bo w końcu one polegają na rozległych miłosnych wątkach. Głównie mam teraz na myśli książki, w których pojawia się temat miłości, ale z założenia powinien być na drugim planie albo najlepiej na ostatnim, bo nie jest to najważniejszy motyw, bez którego historia nie miałaby prawa bytu. Zamiast tego autorzy wciskają na siłę te cukierkowe sceny, w każdym możliwym momencie, zamiast zająć się głównym punktem opowieści. Oczywiście wszystko musi być na umór schematyczne, mdłe, nijakie i stworzone po najniższej linii oporu, bez chociażby minimalnych oznak fantazji. Zainteresowanie od pierwszego wejrzenia, słowne potyczki, kilka sprzeczek i rumieńców na twarzy, a potem z każdej strony wręcz wyskakują serduszka dające pstryczka w nos czytelnikowi, który czeka na rozwiązanie niecierpiącej zwłoki zagadki. Naprawdę cenię sobie książki, w których uczucie rodzi się powoli, jest wręcz celebrowane i w każdym momencie widać, gdy następuje zmiana w relacjach między dwiema osobami. Historie, w których wszystko wchodzi na wyższy poziom w zaledwie połowie pierwszego tomu serii jest dla mnie po prostu czymś mało wiarygodnym i niewzruszającym. Dlatego tak bardzo zawiodłam się na ,,Restarcie”, który zapowiadał się fenomenalnie. Silna dziewczyna, bez uczuć, bezwzględna w swoich działaniach i nagle spotyka cud bożyszcze i zmienia się w rozlazłe kluchy. Każde wypowiedziane przez nich zdanie było przerwane namiętnym pocałunkiem i wzajemnymi zapewnieniami ile to dla siebie zrobią. Chyba niestety przyjęło się, że książka bez wątku miłosnego jest nic nie warta, co trochę mnie martwi, ponieważ wiele pozycji po prostu na tym traci. Autorzy zamiast skupić się na swoim świetnym pomyśle to chcą zadowolić wszystkich na siłę i przez to otrzymujemy nijaką papkę polaną sowitą warstwą lukru. Są historie, które wręcz się proszą o gorące uczucia, ale są też takie, które nie powinny ich zawierać.


2. Rozległe opisy.
Nie potrzebuję długich opisów by wyobrazić sobie dane miejsce. Kilka zdań stanowczo wystarczyłoby, aby ukształtować w głowie miejsce akcji. Jednak niektórzy autorzy tak się rozkręcają nad najdrobniejszymi szczegółami, że mogliby zapisać całe 400 stron i zabrakłoby im miejsca na dalsze opisywanie nadgryzionych liści, które zaburzają cały perfekcyjny porządek krajobrazu. Oczywiście są wyjątki, w których autor potrafi zaintrygować przydługim opisem miejsc, ponieważ jego pomysły są niesztampowe, a człowiek lubi odkrywać to, co nieznane. Ten sam problem tyczy się opisów ludzi, a zwłaszcza w momentach, gdy piękna niewiasta w końcu pojmuje, że ten wredny typ zaczyna jej się podobać. Wtedy dopiero otrzymujemy całą litanię na temat perfekcyjnie wyciętej szczęki, pełnych ust i tego niepowtarzalnego błysku w oku. Zawsze mi się wydawało, że takie opisy strasznie zabierają miejsce dla porywającej akcji, która schodzi przez to na dalszy plan. Naprawdę książka może być genialna bez zbędnych opisów postaci. Za przykład podam tutaj ,,Pisane szkarłatem”, gdzie każdy bohater był scharakteryzowany w kilku słowach, ale tak idealnie dobranych, że od razu miało się jego obraz przed oczami. Ogólnie ta książka jest dla mnie świetna pod każdym względem i tyczyłaby się też pierwszego podpunktu, a mianowicie autorka napisała trzy obszerne tomy, a wątku miłosnego, jest tam jak na lekarstwo, co jest wręcz cudowne w swoim minimalizmie.


3. Schematy.
Nic chyba nie denerwuje w książkach tak jak w kółko powtarzająca się historia. Dało się to zauważyć po wielkim sukcesie ,,Zmierzchu”, bo jak grzyby po deszczu zaczęły wyskakiwać książki o wampirach. Niedawno sama Pani Meyer napisała kolejną odsłonę swojego dzieła z okazji dziesięciolecia sagi. Taki prezent dla fanów. Nie wiem czy to dobry pomysł odgrzewać przysłowiowego kotleta. Mam duży sentyment do historii Edwarda i Belli, ale na pewno nie skuszę się na nową wersję. Za to podziwiam Rowling, która z klasą zamknęła Harrego Pottera i chociaż fani wręcz błagają o kolejne książki ze świata magów, to ona jest nieugięta i jedynie podrzuci co jakiś czas kilka ,,smaczków”. Aktualnie chyba na topie są wszelakiej maści dystopie, a to wszystko dzięki wielkiemu sukcesowi ,,Igrzysk śmierci”.  Akurat ja jeszcze nie spotkałam się z jakimiś męczącymi podobieństwami w tych historiach i każda z nich wnosiła powiem świeżości. Erotyki również miały swoją chwilę triumfu po ,,50 twarzach Greya”. Naprawdę w tamtym momencie aż się dziwiłam, czemu autorzy aż tak w to brną i naiwnie wierzą, że zrobią sukces na miarę Greya. Chyba jeszcze nie natrafiłam na książkę, która powielała uporczywie schematy i osiągnęła większy sukces niż jej poprzednik. Uwielbiam czytać lektury, które zapewnią mi masę zaskoczeń i zwrotów akcji, na które w życiu bym nie wpadła. Takie pozycje na długo pozostają w mojej pamięci i szczerze je wszystkim polecam. Gorzej bywa, gdy książka, do której podchodziło się z wielkim entuzjazmem okazuje się jednym wielkim zbiorem schematów. Odnosi się wtedy wrażenie, że gdzieś już to się czytało i bez problemu można wskazać, kto z kim będzie, w jaki sposób do tego dojdzie, kto zdradzi, a kto jednak umrze. Niektóre postacie to wręcz mają strzałkę nad głową z napisem ,, to ja ten zły”. Przyjęło się również, że po wielu dramatycznych wydarzeniach główni bohaterowie muszą w końcu być szczęśliwi, uratować świat, przeżyć i być z tą swoją drugą połówka. Jest niewiele historii, które łamią te zasady, a tylko niektórzy autorzy są tak bezwzględni, że potrafią uśmiercić bohaterów, czy ich miłość życia. Moim zdaniem cukierkowe historie przeszły do lamusa i chciałabym żeby większość autorów brała przykład z George’a R.R.Martina, który się nie patyczkuje i wybija połowę postaci.

 

101 komentarzy :

  1. Ciekawie opisane :) Ja osobiście nienawidzę czytać opisów przyrody które ciągną się na całą stronę..
    kasiaa-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam sie w każdym punkcie :) nie cierpię długich opisów:) pozdrawiam http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak opisy to rzecz okropna. Ostatnio czytajac jedna ksiazke z powodu ich nadmiaru przestalam.
    no.. :)
    Imbirkowy blog klik!

    OdpowiedzUsuń
  4. Opisy to jedno wielkie zło! Dlatego nie czytam większości polskich książek bo zawsze jak takową czytam jest tam kilkadziesiąt mega długich opisów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię długie opisy, jeśli są konkretne i wymaga tego opowieść :) Nie lubię za to poczucia, że wiem zbyt mało o danym miejscu, historii i później wydaje mi się ona niekompletna :)
    Widzę 3 powody, ale odnośnie książki jako treści - ja dodałbym pewnie do tego kwestie związane z samym wydaniem przez wydawnictwo. Kilka takich rzeczy by się uzbierało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zbytnio na wydanie nie zwracam uwagi. Bardziej się skupiam na treści stąd taki post. :) Ale wiadomo, że piękne okładki zawsze są mile widziane.

      Usuń
    2. Mi bardziej chodzi o takie "sztuczki" wydawnictw, by książka była ogromna z dużą ceną a mało w niej treści :) Ostatnio coraz częściej to zauważam...

      Poza tym nominowałem Cię do Liebster Blog Award :)
      http://hrosskar.blogspot.com/2016/01/liebster-blog-award-1.html

      Usuń
    3. Ja przeważnie się złoszczę, że książki są coraz droższe, ale w sumie nie zastanawiałam się jaki jest tego powód. Dopiero teraz mnie oświeciłeś. :)
      Bardzo dziękuję!

      Usuń
  6. Zbyt długie opisy rzeczywiście mogą irytować. Romanse lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie wszystko opisałaś! Zgadzam się z każdym punktem, ale z Rowling trafiłaś w sedno. Masz rację, chyba już nikt nie powiela przygód o żadnych czarodziejach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli powielił to i tak nie osiągnął takiego sukcesu jak mistrzyni Rowling. :D

      Usuń
  8. Zgadzam się w 100 %, przydługie opisy sprawiają, że mam ochotę rzucić książką o ścianę, albo ominąć połowę scen, tak samo z na siłę umiejscawianymi wątkami miłosnymi...No bo, czy każda książka musi się na tym opierać? Ehh... :D

    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze umiejętnie przeprowadzony wątek miłosny nie jest zły, ale jak wrzuca się go na siłę, w najmniej odpowiednim momencie to naprawdę ręce opadają. :)

      Usuń
  9. Czytam ten post i ja osobiście tak samo myślę! Nie mam tu nic dużo do powiedzenia, ponieważ ty opisałaś to idealnie! :)

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/01/restart.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie masz racje;d czasami opisy sie tak ciagna ze poprostu je omijam;d a co do watkow milosnych jesli juz sa to nie powinny odwracac uwagi od calej tresci ;d chyba ze to jak napisalas jest typowy romans ;d
    grlfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Schematyczna opowieść, w której pełno jest opisów... a sceny miłośne zamiast ekscytować tylko wszystko przedłużają dla rozwoju fabuły? Oj, zdarza się trafić na taki tytuł. Coraz ciężej jest odnaleźć perełkę, która zachwycić przebiegiem opowieści, a wątki będzie miała wyważone :)

    P.S: Hej, a skąd pochodzi drugi gif? Chciałam zobaczyć ten film, gdzieś mi migały fragmenty... a nie wiem, co to za tytuł XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak opisy długie wlekące się jak tory z Krakowa do Warszawy to potrafią być bardzo wkurzające co do romansów do ja je uwielbiam chociaż miałby być gniot i tak wyłuskam z niego coś dobrego :) Ale ten J. Depp mnie pokonał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ja tak nie potrafię i przeważnie najtrudniej mnie namówić do romansów. :)

      Usuń
  13. O kurczę.

    Nigdy nie szufladkuję. Książek, ludzi, uczuć, reakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo powiedzieć co lubi, a czego nie. Zwłaszcza, że mówię, że są odstępstwa od reguły, więc nie wrzucam wszystkiego do jednego wora. :)

      Usuń
  14. Masz super dresing bloga zaobserwowałam :D
    http://juliaobi.blogspot.com/2016/01/snow.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nie lubię najbardziej opisów. Bleee.
    Te schematy w sumie są smieszne, dziwie się ze tym "zgapiaczom" nie wstyd :D
    masz + za Kapitana Jacka Sparrowa <3/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  16. Z każdym wymienionym przez ciebie powodem zgadzam się w 100%!
    Schematy są okropne!
    Zostałaś nominowana do LBA: http://cudowneksiazki.blogspot.com/2016/01/liebster-blog-award-2.html
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Idąc po kolei...
    Dobry wątek miłosny potrafi sprawić, że książka będzie jeszcze bardziej magiczna (patrz: choćby Wiedźmin), ale o taki trudno, szczególnie w literaturze "masowej" - mam tu na myśli 99% dobrze sprzedających się, zwykle średnio-długich pozycji, szczególnie tych pisanych dla nastolatek. Nie bez przyczyny unikam ich jak ognia :D
    Długie opisy są cudowne, pod warunkiem, że są dobrze napisane. W ogóle, słyszałam, że dobra książka do taka, którą otwierasz i widzisz ścianę tekstu, a nie dialogi. Jak na razie, u mnie zasada zwykle się sprawdza :) Opisy być muszą, nawet bardzo długie, i nie ważne, czy to bitwa, czy pole z makami. Pod warunkiem oczywiście, że autor ma dobre pióro.
    A schematy? Są takie, które się kocha. Tak po prostu. Nie mówię, że chcemy czytać np. schemat młodego bohatera non stop i w kółko, bo by nas znudził, ale są fani tak skonstruowanych książek i tyle. Każdy ma jakiś, który uwielbia, a ogół ludzi ma parę tych ulubionych (jak choćby te używane w większości romansów). Ba, same kryminały po prostu są schematyczne, inaczej się ich zbudować nie da. Grunt, to utrzymać harmonię między tym, co znane i popularne, a tym co nowe i bardzo kreatywne :D
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zawsze chodzi o to ,,pod warunkiem". :) Wiele historii miłośnych jest oklepanych i tak jak mówisz tyczą się tego młodzieżówki, w których wszystko dzieje się stanowczo za szybko. Sama wspominam o celebrowaniu uczucia i jak najbardziej Wiedźmin ma genialnie skonstruowany wątek miłosny, niestety ja na wiele takich pozycji nie trafiłam. Chyba po prostu mam pecha. :D
      Co do opisów to zawsze podobają mi się te u Tolkiena albo u Bishop. Ogólnie nie mam problemów z czytaniem o przestrzeni w fantastyce. Gorzej, gdy książka dzieje się w realnym świecie.
      Co do schematów też się zgadzam, w końcu niektórzy po prostu lubią, to co lubią i nikt im nie każe zmieniać gustu. Sama mogłabym w kółko czytać o walce dobra ze złem (mam bzika na punkcie różnych walk, zwłaszcza z nadnaturalnymi istotami). Bardziej mam na myśli te drobne schematy typu super facet poznaje szarą myszkę i traci dla niej głowę. Te większe schematy są po prostu fundamentem niektórych historii i nie da ich się zmienić. :)

      Usuń
    2. Hmm... faktycznie trudno o takie wątki. Jak tak myślę, serię "www" można pochwalić - przynajmniej dwa pierwsze tomy. Główna bohaterka to 15-latka i choć się zakochuje, jak każda dziewczyna w tym wieku, to raczej dodatek do całości, w którym nie ma niczego przesłodzonego. Ot, zakochała się, ma chłopaka i już. W "Kronikach Swiata Wynurzonego" też wątek miłosny rozwijał się naturalnie i bazował bardziej na przyjaźni, niż namiętności. To takie pierwsze, co mi na myśl przyszło ;p
      Do Tolkiena sama muszę wrócić... tyle, że chciałam w końcu przeczytać Sillmarillion, a potem sięgnąć po LOTRA, A tą pierwszą ktoś mi obecnie ukradł. Czytałam to dawno i pamiętam, że tam opisy mnie właśnie męczyły. Ale to raczej przez wiek.
      A właśnie te "drobne" schematy to dla wielu te "wielkie" bez których nie ma dobrej książki. Niestety.

      Usuń
    3. Dziękuję za te propozycje, z chęcią je przeczytam. :) U mnie Tolkien jest numerem jeden i nic mnie w nim nie męczy. Taki bzik na jego punkcie od małego. :D Silmarilliona czytałam chyba ze trzy razy, bo jest tam strasznie dużo postaci, które łączą się ze sobą i łatwo się pogubić. :)

      Usuń
  18. Ja tam lubię mieć wszystko dokładnie opisane, ale jeśli chodzi o długie opisywanie miejsc to także tego nie znoszę ponieważ co za dużo to nie zdrowo ;)
    Może wspólna obserwacja ? Jeśli tak zaobserwuj i zawiadom na blogu :) Anishia15.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem, czemu tak się dzieje, że napotykam na coraz więcej książek z okropnym, zbyt lukrowym lub sztucznym wątkiem miłosnym. Może już dorosłam do czegoś bardziej poważnego niż historie o księciu na białym koniu, o kiczowatej miłości od pierwszego wejrzenia? W sumie to coraz bardziej doceniam te książki, w których wątku miłosnego nie ma lub jest wpleciony gdzieś w tło.
    Jedyna książką z długimi opisami, które mi się spodobały, był jak na razie "Przegląd Końca Świata" :) W sumie to bez tych długich opisów ten thriller polityczny nie byłby już tak samo dobry...
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę takie samo wrażenie. Ogólnie nigdy wątki miłosne jakoś bardzo mnie nie pociągały, więc sięgam po książki, w których schodzi to na dalszy plan. Jednak ostatnio jak na złość ciągle trafiam na takie, które są wręcz zbyt sztuczne i mega dziecinne. :)

      Usuń
  20. Ugh ... te nieudane wątki miłosne są okropne, ale najgorsze jest to, że coraz trudniej znaleźć książkę, która takich jest pozbawiona. W 90% młodzieżówek wplata się coś, co nijak ma się do reszty fabuły. No po prostu tego nie cierpię. A schematy są jeszcze gorsze - przez te wszechobecne trójkąty miłosne mam czasem ochotę pozabijać wszystkich bohaterów >.<
    Ach, no i muszę Ci powiedzieć, że podkradłam Sparrowa - takiego gifu jeszcze w swojej kolekcji nie znalazłam ;)
    Buziaki,Lunatyczka

    blondie-in-wonderland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się w bólu. Trójkąty tak samo mnie denerwują, a co gorsza już spotkałam książki, gdzie główna bohaterka ma dylemat między 3-4 facetami. :D Sparrow jest genialny, więc się nie dziwię, ze robi furorę. :D

      Usuń
  21. Zgadzam się z tobą :) Zazwyczaj unikam romansów bo wg mnie nie ma w nich nic ciekawego xD Co do opisów- też prawda, zawsze mam ochotę takowe pominąć.
    http://blogcircusofdreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też unikam romansów jak ognia. Nie wiem po co czytać o cudzych uczuciach skoro można stworzyć coś swojego. :)

      Usuń
  22. Zgadzam się w zupełności, ale do tego dodałabym irytujące bohaterki/bohaterów, bo tego to nawet najlepsza fabuła nie uratuje. Buziaki, Idalia ;*

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym stworzyła dłuższą listę to irytujące postacie znalazłyby się na 4 miejscu. Naprawdę niektóre są tak durne, że aż się zastanawiam po co ktoś tworzy coś tak płytkiego. :)

      Usuń
  23. Też nienawidzę schematów, jednak sa to powieści tworzone typowo "dla mas", niezbyt wymagających czytelników, zazwyczaj typowych nastolatek lub znudzonych pożyciem i zblazowanych pań po czterdziestce, czego idealnym przykładem jest masa "erotyków" które zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu po sukcesie Greya..
    pozdrawiam :)
    http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, podpisuję się pod tym wszystkimi kredkami jakie posiadam! Myślałam, że tylko ja jestem jakimś ufoludkiem, który nie ogarnia fenomenu tych książek. :D

      Usuń
  24. Ja jestem wielką fanką romansów, jednakże ciężko znaleźć teraz coś prawdziwie wciągającego.
    O matko! Jak ja nienawidzę schematycznych powieści! Kiedyś zachwycałam się nimi i je uwielbiałam, jednak kiedy przeczytałam już odpowiednią ich ilość zrozumiałam, że w kółko czytam to samo.
    Pozdrawiam
    http://welcome-to-my-little-big-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo ze schematami, ale w książkach młodzieżowych, które w sumie do niedawna mi nie przeszkadzały. Jednak ostatnio ciągle trafiam na takie, które wywołują we mnie same negatywne emocje. :)

      Usuń
  25. Zgadzam się z tobą w 100%! Mimo, że uwielbiam wątek miłosny, to książki zbyt nimi przesiąknięte tracą swój urok. I jeszcze długie opisy.. Ugh... Omijam je, ponieważ strasznie mnie nudzą.
    Pozdrawiam. ~ Julka ☺ ~
    Zapraszam na nową recenzję
    http://odkawywoleksiazke.blogspot.com/2016/01/recenzja-pod-kloszem-autorstwa-meg.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nic nie jest fajne w nadmiarze. Nawet ulubione wątki. :)

      Usuń
  26. Mnie denerwują dokładnie te same rzeczy, nienawidzę upychania wszędzie miłosnych historii, które moim zdaniem często psują efekt i wielostronicowych opisów (często miałam z tym problem podczas czytania lektur czy klasyki) :)

    P.S. Zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja totalnie nie rozumiem czemu wątki miłosne są upychane do każdej książki. Czasem pasują jak pięść do nosa, ale i tak muszą być. :)

      Usuń
  27. Hahahahah zgadzam się! Świetnie dopasowałaś gify :O Najbardziej nie trawię rozległych opisów :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Opisy! Opisy przyrody! Bądź nosa głownej bohaterki - nienawidzę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeszcze się nie spotkałam z książką u której wątek miłosny tak bardzo by mnie odrzucił, ale muszę przyznać, że czasami po tych wszystkich romansidłach, aż nie chcę mi się czytać. Fajnie jest czasami przeczytać coś bez wątku miłosnego...Z drugim zgadzam się całkowicie! Te przydługie opisy czasami są wręcz dla mnie meczące, a jeszcze śmieszniej jest gdy autor rozwodzi się nad umeblowaniem mieszkania na całą stronę, a i tak wychodzi na to, że niezbyt dobrze to opisał ;") No i ostatni, trzeci punkt. To coś z czym spotykam się czytając czasami amatorskie opowiadania na Wattpadzie, tam od groma takich samych schematów czyli grzeczna dziewczynka i dobra uczennica i nagle pojawia się zły bad-boy, który wywraca jej życie do góry nogami. To już takie nudne.
    Ostatni gif, perfekcyjny >>>>>

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja nie lubię zestawienia ,,grzeczna uczennica + zły chłopak" albo o popularnej dziewczynie, której znajomi wszystkiego zazdroszczą i nagle pod wpływem kilku wydarzeń zmienia swoje nastawienie do życia. :D

      Usuń
  30. Oj zdecydowanie się zgadzam! Sama nawet nie wiem co z tych trzech rzeczy które wymieniał denerwuje mnie najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Rozległe opisy są męczące - masz racje. I schematy, sa też nudne. Ale takie same są w filmach. Ja i tak wolę książki. Wolę czytać książki a potem ew. obejrzeć film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również wolę najpierw przeczytać książkę. Filmy przeważnie są skrócone o wiele wydarzeń. :)

      Usuń
  32. W sumie to te punkty mozna tez troche do filmow porownac bo szczegolnie z tymi romansami, jak film jest zupelnie innej kategori a tam same milosne scenki.

    http://comocarmen.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  33. Schematy są najgorsze. Ja rozpoczęłam moją przygodę z czytaniem, kiedy jeszcze zjawisko to nie było zbyt popularne. Pamiętaj do dzisiaj pierwszą książkę, która wciągnęła mnie w dział romantyczno-fantastyczny, jak wiele ta książka zmieniła w moim życiu, jaką magię do niego wprowadziła... A teraz? 99% książek z tego gatunku jest taka sama. Pomijając sposób pisania, zawsze jest to opowieść o jakiejś zupełnie przeciętnej dziewczynie, która poznaje jakiegoś nadzwyczajnego chłopaka i żyją długo i szczęśłiwie. Czasami ona też okazuje się niezwykła dla odmiany. ehhh...


    www.sarahfrompl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie swoją przygodę zaczęłam od Zmierzchu, który potem zapoczątkował lawinę książek o zwykłych dziewczynach i nadzwyczajnych facetach albo tak jak mówisz, potem dla odmiany dziewczyna jednak nie jest taka normalna jak się wszystkim wydawało. :D

      Usuń
  34. Jak dobrze, że jeszcze kogoś irytują na siłę wprowadzane wątki romantyczne. Mam wrażenie, że to głównie bolączka powieści młodzieżowych, gdzie ona prawie zawsze jest jakąś szarą myszką z niską samooceną i umiera ze szczęścia, kiedyś jakiś przystojniak na nią spojrzy. Jak tak się teraz zastanawiam to od romansu wciskanego na siłę gorszy jest chyba tylko trójkąt miłosny. Po uszy mam książek, w których główna bohaterka jest tak wyjątkowa, że wszyscy padają jej do stóp, a co najmniej dwóch superprzystojniaków walczy o jej uwagę :P

    W kwestii opisów to nie mam nic przeciwko długości, jeśli są sensowne. To znaczy czasami naprawdę jest ważne czy pokój miał tapetę w prążki czy w kokardki, ale jeśli autor tylko bezmyślnie wylicza kolejne cechy przedmiotów lub bohaterów to mam dość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo zaczną tworzyć całe haremy bo trójkąty nie będą robić takiego wrażenia. :D

      Usuń
  35. opisy mnie zabijają;p i miłosne zapychanki też;p

    OdpowiedzUsuń
  36. Ooo, mam tak samo. Nie lubię ani miłosnych zapychaczy, ani opisów ani schematów.
    Pamiętam zresztą, że czytałam książkę, która była zaliczna do fantystyki (bo miała takich bohaterów), ale wąątek miłosny, który powinien być a drugim czy trzecim planie w pełnym momencie wysunął się na plan pierwszy i co tam smoki, co tam niebezpieczeństwo czy w ogóle przyszłość tej krainy - ważniejsza przecież miłość dwojga bohaterów :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest najbardziej irytujące. Gdy np główny wątek to ratowanie świata, a nagle zamiast walczyć to bohaterowie się obściskują. :D

      Usuń
  37. Bardzo ciekawy post! Mnie także niesamowicie irytują schematy... A opisy: raczej je lubię.. no chyba, że są to opisy na ponad trzydzieści stron ;)

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Zgadzam się z Tobą :)
    Nie po to sięga się po inną książke niż romans by znow dostać wielkie love ;/
    Rozległe opisy przypominają mi czas szkolnych lektur, gdzie trzeba było zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół i to mnie odpycha :D
    I ten Ian na końcu mnie rozłożył *-*

    Pozdrawiam
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, w typowych romansach nie znajdzie się elementów z horroru, czy fantasy, więc nie wiem czemu we wszystkich innych książkach są miłosne wątki. :/

      Usuń
  39. Zależy kto co lubi, ja natomiast się nie obrażę jak spotkam w książce wspomniany przez autorkę"miłosny zapychacz". ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Zgadzam się w 100%. Najbardziej mierzi mnie powtarzalność motywów. Dublujemy tytuły, bo być może kasa się sypnie się strumieniami, a z czytelnika róbmy wariata.

    OdpowiedzUsuń
  41. Dla mnie najgorsze miłosne zapychacze. Ani nie lubię happy endu z love story, ani słodkich miłostek w trakcie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Zgadzam się co do dwóch pierwszych ;) Również uważam, że temat miłości powinien być na drugim planie, np. kryminiał z małym wątkiem miłosnym, ale zazwyczaj tylko takie czytam, a nie zwykłe romansidła, bo nie przepadam.

    Mój blog - Klik. Zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Powiem Ci, że mam to samo. Zawsze, gdy zaczynam (dobra CZĘSTO) czytać książkę to w końcu mam ochotę ją przerwać bo ciągle, bez przerwy wszystko jest o miłości - czasami chciałabym aby nie było "happy endu"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Happy endy przeszły do lamusa. Nikogo już nie zaskakują.

      Usuń
  44. To łatwo nazwać i sklasyfikować, ale powiem Ci, że w rzeczywistości już wcale tak prosto nie jest ;) Są książki, które mimo, że posiadają cechy od których uciekam, to czarują mnie i zapierają dech w piersi. Nigdy nic nie wiadomo :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Mi się nigdy nie udało trafić na książki, które by mnie oczarowały tym czego nie lubię. :)

      Usuń
  45. Opisy - tak bardzo ich nienawidzę, szczególnie jak są za przeproszeniem o dupie marynie.

    OdpowiedzUsuń
  46. Oj bardzo nie lubię odgrzewanych kotletów - w ogóle po takie nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Nie znoszę czytać długich opisów miejsca. A jak przypomnę sobie te opowieści o przyrodzie ciągnące się przez pół książki to aż włos się jeży -.-

    OdpowiedzUsuń
  48. Pierwszy punkt połączony z punktem trzecim to istna tragedia. Bo jak wątek miłosny jest przemyślanie rozpisany i tak jak wspominasz, powoli isę rozwija, to można czytać. Ale jak miłość wchodzi na pierwszy plan i to jeszcze w taki sztuczny, oklepany sposób (schematy) typu jakieś "zerknął na mnie tymi swoimi oczami..." albo coś o "jego" zapachu albo o rysach twarzy a dwa rozdziały później - bach, zakochani, to mnie mdli. Z resztą jak ognia unikam książek, których opis sugeruje jakiś wątek miłosny, a po romanse nie sięgam, bo to nie mój gatunek. Ale czasem faktycznie w jakimś fantasy czy urban fantasy chciałoby się więcej akcji a mniej rozterek miłosnych wątpliwej jakości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj te wszechobecne stereotypy czasem naprawdę są denerwujące. Bardzo cenię książki, które wprowadzają coś nietypowego o czym nikt by nie pomyślał. Niespodziewane zwroty akcji są najlepsze w książkach ;). Naprawdę szkoda że ciężko takie znaleźć :/.
      Nie mam nic do wątków miłosnych, ale powinny być, tak jak powiedziałaś, na dobrym poziomie. Różowe serduszka i tęcze dawno mi się przejadły.
      Czasem dziwi mnie że niektóre takie pozycje stoją do dziś na półce bestsellerów.
      Długie opisy jeszcze jako tako znoszę :p.
      Pozdrawiam :D
      Mój Blog

      Usuń
  49. Co do miłosnych zapychaczy... często się w nie wkręcam i utożsamiam z kobiecą postacią (fantastyka) a potem nagle autor ją morduje. Główny bohater jest smutny, ja jestem smutna i wszyscy są smutni. Bardzo często to się powtarza... ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze. Podasz jakieś tytuły? Ja zawsze trafiam na przesłodzone Happy endy. :D

      Usuń
  50. też nienawidzę opisów, dlatego nigdy nie przebrnęłam przez władcę pierścieni. xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tolkien i Bishop to autorzy, których opisy mogę czytać cały czas. :D

      Usuń
  51. Nie przeczytałam tak wiele książek prawdę mówiąc - chociaż lubimyczytać mówi inaczej - by spotkać się ze schematami. Może na to nie zwróciłam po prostu uwagi? Nie wiem. Interesuję się fabułą tylko i wyłącznie... I też nienawidzę, kiedy opisy mają się niczym w sensie fabuł i całej książki, a jest ich więcej, niż wszystkiego, co potrzebniejsze. Aż je omijam, bo mi się nie chce. Niech już te opisy będą jakieś wciągające, ciekawsze, UCZUCIOWE NA TYLE, BYM NIE CHCIAŁA ICH OMIJAĆ, a nie jakieś zapychacze, Bóg wie po co.

    Powiedzieć Ci, co jeszcze mnie denerwuje? Albo raczej, co mnie zdenerwowało... Kurde, szkoda, że dosłownie nie pamiętam, ale chyba w kwestii jednej serii może nie sama treść, ale sposób tłumaczenia? Tłumacz najwyraźniej właśnie był beznadziejny i zastanawiałam się, co on robi w swoim zawodzie, gdy książka, która opisem urzekła mnie i od razu kupiłam pierwsze 3 tomy, po czym 2 z nich nie ruszyłam, a 1 nawet nie skończyłam...
    BŁĘKITNOKRWIŚCI - nie wiem, czy ta nazwa Ci coś mówi, ale to była pierwsza książka, która została u mnie oceniona na 2.... jak nie 1! nie pamiętam już.
    Ale totalnie została zwalona, prawie się popłakałam, bo tyle na to wydałam hajsu, no i co? No i na marne.

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie mogłam się skupić na tekście, bo Hak i Damon rozpraszali :D
    Schematy to moja zmora. Rozumiem czerpanie inspiracji, ponieważ to jedno, ale przewidywalne książki nijak do mnie nie przemawiają. Zresztą nie wiem czy ktokolwiek je lubi :D Tak samo jak miłosne zapychacze. Wolałabym już brak wątku romantycznego niż wciskanie czytelnikowi na siłę "słodkości" brrr! Wątki romantyczne występujące w powieściach są raczej na plus, jeżeli są subtelne (chodzi mi tutaj o inne gatunki nie romans). Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
  53. Podpisuję się pod numerem 1 i 3, bo z opisami jest naprawdę różnie. A czego ja PRZEDE wszystkim nie znoszę? Przewidywalności, co w sumie ma ścisły związek ze schematami. Pierwsze, czego oczekuję od książki to tego, że zaskoczy lub pokaże coś nowego. Nie musi to dotyczyć fabuły (chociaż głownie tak jest), ale tez stylu i innych elementów książki.

    A jak powieść jest taka sama, jak inne, a od pierwszej strony mogę się domyślić jej przebiegu... To strasznie się rozczarowuję.

    OdpowiedzUsuń
  54. Podpisuje się pod punktami 1 i 3. Z tymi opisami jednak jak są dobrze napisane to czytam z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  55. Wszystko zależy od książki i jej klimatu. Czasami długie opisy są wręcz niezbędne i potrafię się nimi delektować, świadczą o kunszcie autora. Schematyczność potrafi irytować, szczególnie w seriach jednego autora, a zapychacze miłosne? Uważam, że czasami są zbędne, choć na ogół mi nie przeszkadzają. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  56. W szczególności popieram punkt 1 i 3, opisy jeszcze nie są takie złe, wiadomo, bardzo rozbudowane, mdłe itd. też mnie nudzą i męczą, ale da się jeszcze jakoś przebrnąć. Z tymi wątkami miłosnymi zgadzam się w 100%, bo niestety parę razy już odłożyłam książkę z tego powodu. :/ Poza tym, świetne gify :D
    Arleta

    OdpowiedzUsuń
  57. Masz rację, że schematy i rozwlekłe opisy nie dodają książkom zalet

    OdpowiedzUsuń
  58. Jakbyś z ust mi wyjęła te słowa. Nienawidzę wszystkich 3 powodów!

    OdpowiedzUsuń
  59. Zgadzam się z tobą co do schematów- nie znoszę schematycznych powieści. Z jednej strony, nie należy przesadzać, ale z drugiej, gdy wszędzie widzi się na siłę wepchnięte sytuacje i rozwiązania wątków, które znamy już z innych ksiązek, to naprawdę chce się aż zamknąc z hukiem powieść i juz do niej nie wrócić. A wątki miłosne w książkach lubię, ale gdy nie zajmują całej fabuły, tylko dyskretnie gdzieś tam "przemykają" w tle. Pozdrawiam :) /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  60. Ja również nie przepadam za długimi opisami :/ Rozumiem jeśli wnoszą coś one do lektury,ale w większości są to raczej niepotrzebne treści pisane tylko po to,aby dana książka miała jak najwięcej stron - wiadomo,taka grubsza ma większe szanse na sprzedaż.
    Co do wątków miłosnych - też tego nie lubię,a typowych romansideł nie czytam, więc bardzo irytuje mnie fakt,kiedy np.w kryminale spotykam zamiast ciekawej fabuły słaby wątek miłosny :/

    OdpowiedzUsuń
  61. Ja nienawidzę długich opisów. Jak widzę coś dłuższego niż maksymalnie dwie strony to mam ochotę je wyrwać iw wyrzucić. ;)
    Pozdrawiam. :**

    http://zycie-wsrod-ksiazekk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  62. jak ja sie zgadzam z punktem pierwszym! nie cierpie ksiazek typu "hopeless" i tym podobnych - wszystko robione na jedno kopyto, przeslodzona historyjka o nastoletniej milosci dla nastolatek w wieku gimnazjalnym. jak ja nie lubie trafiac na taka ksiazke, brrr.
    pozdrawiam, www.poziomkabloguje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  63. Absolutnie zgadzam się z punktem pierwszym - nie ma nic gorszego, jak sięgać po książkę, w której miało być dużo akcji, a tu się okazuje, że... większość fabuły skupia się rozterkach miłosnych bohaterów. ;x Moim numerem 1, na którym tak bardzo się zawiodłam - jest Misja 100. Zapowiadało się naprawdę niesamowicie... pomysł na fabułę - super! A co wyszło? Marne romansidło.
    Rozległe opisy również psują mi radość z czytania. :(
    Co do schematów - ja osobiście nie mam nic przeciwko, o ile historia będzie ciekawie poprowadzona. Niemniej jednak uwielbiam być zaskoczona. :D Więc jeśli jakaś książka mnie zaskoczy - na pewno ją polubię. :D
    Co mi jeszcze psuje radość z czytania...? Słaba kreacja bohaterów! Chyba najbardziej ze wszystkiego tego nie cierpię. Bohaterowie musza być dla mnie żywi, wyraziści, realni - nie płascy czy szablonowi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  64. Schematy i romantyczne wątki to niestety rzeczy których ciężko uniknąć pisząc książkę, bo głównie przecież chodzi o to żeby ją sprzedać. Większość dziewczyn uwielbia mega romantyczne historie dlatego pełno jest książek o biednej, nieporadnej dziewczynie, która spotyka chłopaka- istnego superbohatera :D Tak, to jest i schematyczne i romantyczne :D
    Chyba dlatego wolę epokę romantyzmu, bo tam chociaż ktoś zawsze musi umrzeć. Dzięki temu jest ciekawiej :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  65. Ja w swoim życiu miałam okazję trafić na książkę, w której opisy były głównym atutem, a czytając je czułam się jak ci bohaterowie zanurzający się w nocnym jeziorze, rzucający do wody jabłka i pływający w świetle księżyca. Może nie jest to książka dla każdego... ale opisy ma wspaniałe - mam na myśli "A jak katem, a jak królem będziesz" Tadeusza Nowaka. Ciekawe doświadczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. Jeśli chodzi o stopniowe budowanie napięcia w wątku miłosnym to trylogia z "Mechanicznym księciem" Casandry Clare przypadła mi do gustu. Aczkolwiek tam motyw miłości było dość obszerny :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Zgadzam się z Tobą w 100%. Chociaż ciężko teraz uniknąć schematów, bo są to zwykle najbardziej poczytne powieści, a i w świecie pełnym książek ciężko wymyślić coś swojego. Sama zmagam się z tym problemem, że odnajduję w swoich pomysłach motywy z innych powieści i zastanawiam się, czy ktoś inny to zauważy i jak mnie skrytykuje....

    OdpowiedzUsuń

GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka