Weekend z książką - ,,Spalić Wiedźmę" Magdalena Kubasiewicz.


,,Złego diabli nie biorą. Baliby się, że przejmie władzę w piekle."
- Magdalena Kubasiewicz ,,Spalić Wiedźmę"


,,Spalić wiedźmę” chciałam przeczytać od momentu jej wydania, jednak zawsze coś innego wpadło w moje ręce i całkowicie zapomniałam o tej pozycji. Kilka dni temu zobaczyłam ją w sklepie i bez wahania pokusiłam się na kupienie swojego egzemplarza. Ostatnio dość często trafiam na książki spod pióra polskich autorów i tym razem również się nie zawiodłam, ponieważ Pani Magdalena Kubasiewicz stworzyła wciągającą historię, o której nie mogę zapomnieć do dzisiaj.

Opis z okładki:
Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką, w niczym nie przypomina nadwornej czarodziejki. Młoda, żywiołowa i dzika jak magia, którą włada, stanowi jedną z największych tajemnic królewskiego dworu. Nie wiadomo, gdzie uczyła się magii i kto był jej mistrzem, ani nawet skąd przybyła do Krakowa. Plotki mówią, że jest najbliższą przyjaciółką i powiernicą króla Juliana, a może nawet kimś więcej. Media donoszą o jej spektakularnych wyczynach: polowaniach na biesy, inkuby i strzygi, o pojedynkach z członkami Loży Czarodziejów. Wydaje się, że Sanika jest najpotężniejszą czarownicą w Polanii i tylko szaleniec mógłby rzucić jej wyzwanie. A jednak nawet moce wiedźmy mogą okazać się niewystarczające w starciu z przeciwnikiem, który pragnie zniszczenia Krakowa. Wrogiem, za którym stoi pradawna i niezwykle potężna magia…


,,- Za moich czasów niewiasty były mniej bezczelne.
- Za twoich czasów wierzono, że Księżyc zrobiono z sera."

Pani Magdalena w swojej historii połączyła współczesność, z ludowymi wierzeniami i zestawiła ze sobą na pozór niepasujące do siebie obrazy. Z jednej strony mamy wiedźmę, która jest magicznym obrońcą zamku, przyjaźni się z królem, a z drugiej nosi glany i używa telefonu komórkowego. Autorce jednak udało się wszystko tak zgrabnie połączyć, że nie odczuwa się niekontrolowanego miszmaszu, w którym łatwo byłoby się pogubić.  Interesująco wykorzystała legendy na temat Krakowa i ubarwiła je szczyptą, a nawet całym worem magii. Każdy chyba słyszał historie na temat Smoka Wawelskiego, Twardowskiego, czy rycerzy zaklętych w gołębie. W książce baśnie ożywają i dzięki nim wpadamy w sam środek wydarzeń powiązanych z przeszłością i teraźniejszością. Dzięki głównej bohaterce mamy możliwość po kolei poznać Smoka, Koguta ze swoim Mistrzem i wiele innych postaci, a każda z nich jest wyjątkowa i ma intrygującą rolę do odegrania w całej historii. Autorka zaprasza nas na wycieczkę po tajemniczym Krakowie, którego nie znaliśmy od tej magicznej strony i grzechem byłoby jej odmówić.


,,Zbyt dobrze poznałam cienie, by zdołały mnie pochłonąć."

Sanika, która jest główną bohaterką i nadworną wiedźmą została bardzo pomysłowo wykreowana. Jest dzika jak jej magia, nie da się jej kontrolować i zawsze robi to, co uważa za słuszne. Chodzi swoimi drogami i do nikogo się nie przywiązuje. Nikogo nie kocha i nie lęka się mroku, ponieważ już wiele razy miała z nim styczność. Sama postać wiedźmy jest owiana tajemnicą, nikt nic o niej nie wie, a sama Sanika nie chce zdradzić skąd pochodzi, ani kto nauczył ją władać magią. Czasem jedynie opowiada historie, które mogą przynieść czytelnikowi odpowiedzi na nurtujące pytania, albo jeszcze bardziej pomieszać w głowie. Wielokrotnie musiałam się na moment zatrzymać i przeczytać stronę od początku, by wyłapać drobiazgi, które sprawiały, że historia nabierała zrozumiałego dla mnie kierunku. Jednak czasem odnosiłam wrażenie, że autorka skupiła się głównie na Sarze i zamieniła ją w chodzącą zagadkę, przez co inne postacie zeszły na drugi plan i nie zawsze wiedziałam, po co w ogóle występują w całej historii. Co jakiś czas pojawia się w książce postać o nurtującej nazwie – Wiele Pieśni, która zawsze ostrzegała główną bohaterkę przed złem i wydawało się, że posiada wiedzę na temat przyszłych wydarzeń. Jednak w ogóle nie zrozumiałam, kim ona jest i czemu pojawia się w historii skoro Sanika  nie brała pod uwagę jej słów.

 
,,Księcia zmieniła wiedźma w żabę. Bogini wzięła twoją duszę, serce więc ci wyrwać muszę."

To, na co mocno zwróciłam uwagę to brak wątku miłosnego i w pewnym momencie aż nie mogłam uwierzyć, że poza plotkami wśród ludu naprawdę nie ma mowy o żadnym romansie. Jak widać da się napisać taką książkę i jak najbardziej autorka dzięki temu zyskała w moich oczach. Zapewne większość autorów na siłę wpychałoby uczucie między królem, a Saniką, które doprowadziłoby to pięknej przemiany głównej bohaterki i z buntowniczej postaci zamieniłaby się w radosną dziewoję.  Tutaj tego nie spotkamy i całe szczęście, ponieważ jest to historia, która nie potrzebuje tak zwanego zapychacza i dobrze, że autorka nie bawiła się w wewnętrzne przemiany wiedźmy, ponieważ dzięki temu otrzymujemy jedyną w swoim rodzaju i nieschematyczną kobiecą postać. Do końca pozostaje sobą, przez co jest jak najbardziej wiarygodna w oczach czytelnika. Cały czas bawi nas swoim ironicznym poczuciem humoru, indywidualnym sposobem życia i wysokim mniemaniem o sobie.

 
,,Ene, due, rabe. Zamieniła wiedźma księcia w żabę - szepnęła, opierając głowę o drzwi. - Księżniczkę w bociana, para z nich dobrana."

Książka jest niesamowicie wciągająca i bardzo tajemnicza, dlatego nie mogę nic więcej zdradzić, ponieważ popsułabym wam całą przyjemność z poznawania prawdy. Wszystkie wydarzenia są ze sobą misternie powiązane i pod koniec zaczynają tworzyć jasną całość. Od pierwszych stron trzeba siedzieć w skupieniu i wyłapywać różnorodne szczegóły, które pomogą w rozwiązaniu zagadki. Jedynym minusem książki jest dla mnie końcowa walka Saniki z postacią zagrażającą miastu. Jak dla mnie została przeprowadzona zbyt szybko i zbyt łatwo, co jest dość często spotykane w książkach. Jednak nie popsuło mi to opinii o lekturze, i wciąż jestem oczarowana jej klimatem, w którym tajemnica przeplata się z wszechobecną magią. Autorka sprawiła, że wszystkie baśnie ożyły i nie były bezsensownymi opowiastkami, które serwuje się dzieciom. Widać, że wszystko było konkretnie przemyślane, dzięki czemu zapomniane legendy nabrały drugiego życia, a nawet stały się bardziej namacalne i istotne w losach Krakowa.

Ocena:
8/10
Czytaj dalej...

Moje odpowiedzi na LBA.

Ostatnimi czasy dostałam 3 nominacje od genialnych Blogerek, więc jak najbardziej zapraszam na ich blogi. :) Bardzo dziękuję za wytypowanie mnie i niesamowicie się cieszę, ponieważ uwielbiam odpowiadać na pytania. 

Pierwsza nominacja od:  http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

1. Jaki jest Twój ulubiony gatunek muzyczny?
Rock – od zawsze wolałam mocniejsze brzmienia.

2. Jaki jest Twój ulubiony styl w sztuce?
Jeden? W takim razie stawiam na styl barokowy.


3. Gdybyś mogła przenieść się do wybranej epoki literackiej, to do jakiej? I dlaczego?
Chyba postawiłabym na Romantyzm, ponieważ fantastyka pełniła tam szczególnie ważną rolę.
4. Kiedy rozpoczęłaś swoją przygodę z blogowaniem?
Całkiem niedawno – 26.09.2015r.
5. Grasz w gry komputerowe? Jeżeli tak, to jakie?
Aktualnie w nic nie gram, wolny czas wolę przeznaczać na książki, czy filmy/seriale.
6. Jaką książkę w tej chwili czytasz?
,,Rok szczura: Widząca” Olga Gromyko.


7. Czy planujesz w tym roku przeczytać daną liczbę książek? Jeżeli tak, to jaką?
Nie, nigdy nie zakładam sobie konkretnej liczby przeczytanych książek. Wolę się miło zaskoczyć, gdy pod koniec roku okazuje się, że przeczytałam więcej niż sądziłam.
8. Jaki jest Twój ulubiony film?
,,Władca Pierścieni", a jeśli rozdrabniać się na części to - ,,Władca Pierścieni: Powrót Króla".


9. czerń vs biel?
Czerń.
10. Z jakim bohaterem książkowym najbardziej się utożsamiasz?
Nie wiem, czy takowy istnieje, ponieważ większość moich ulubionych postaci to nadnaturalne istoty. :D
11.  fantasy vs science fiction?
Fantasy, mam słabość do mitycznych, czy baśniowych stworzeń.

Druga nominacja od: http://biblioteczkaciekawychksiazek.blogspot.com/

1.Najśmieszniejsza książka, jaką przeczytałaś w 2015?
,,Dożywocie” Marta Kisiel.


2.Czy należysz do jakiegoś Klubu Czytelniczego?
Nie.
3.Z czym kojarzy ci się wolność?
Na pewno z możliwością wyboru, na co przeznacza się swój czas. Bardzo nie lubię, gdy ktoś decyduje za mnie, co mam robić w danej chwili i ingeruje w moje plany.
4.Wolałabyś czytać same serie czy same jednotomówki?
Serie, wtedy historia jest o wiele dłuższa.
5.Laptop czy komputer stacjonarny?
Laptop.
6.Przeglądasz czasem strony typu bebzol, demotywatory, kwejk?
Raczej ktoś mi podsyła najlepsze linki i wtedy oglądam. ;)
7.Kiedy najlepiej ci się czyta (pora dnia)?
Wieczór, wtedy nikt nie przeszkadza i mogę się skupić na książce.
8.Ile książek planujesz przeczytać w 2016?
Nie planuję konkretnej liczby.
9.Ile książek udało ci się przeczytać najwięcej w rok?
112.
10.Co sądzisz o Book Tourach?
Fajna sprawa dla osób, które chcą mieć dodatkową książkę do przeczytania. Chociaż ja bym nie potrafiła posłać swojej książki w świat, za bardzo się przywiązuję.  :)
11.Co sądzisz o maratonach czytelniczych?
Maratony filmowe uwielbiam, ale do książkowych jakoś nie potrafię się przekonać. Wolę czytać to, na co w danej chwili mam ochotę, bez narzucania tematyki w określonych ramach czasowych.

Trzecia nominacja od: http://blondie-in-wonderland.blogspot.com/

1. Jaki ostatnio obejrzany przez Ciebie film mogłabyś polecić?
Chyba nikogo nie zdziwię jak powiem, że polecam ,,Deadpoola". :D


2. W jaki sposób układasz książki w swojej biblioteczce?
Serie, autorzy, a na koniec wielkość.
3. Jaka jest Twoja największa wada i zaleta?
Wadą na pewno jest to, że za bardzo wszystko biorę do siebie i analizuję to potem przez najbliższy tydzień, a zaletą? Chyba stawiałabym na poczucie humoru.
4. Jaką piosenkę dziś byś poleciła?
https://www.youtube.com/watch?v=zPonioDYnoY
Nightwish - Elan - Teledysk jak i sama melodia wydają mi się niesamowicie magiczne. :)
5. Jakie są twoje pasje (oprócz książek)?
Jestem nałogową kinomaniaczką i uwielbiam oglądać filmy na dużym ekranie. Taką trochę zapomnianą pasją również jest rysowanie.
6. Co fajnego według Ciebie jest w blogowaniu?
Możliwość znalezienia sporej liczby ludzi, którzy lubią to samo co ja, albo wręcz przeciwnie, mają całkiem odmienne zdanie i dzięki temu można poprowadzić interesująca rozmowę i spojrzeć na wszystko z całkiem innego punktu widzenia.
7. Kim chciałaś zostać w dzieciństwie?
Archeologiem albo weterynarzem.
8. Przy jakiej książce ostatnio płakałaś?
Ostatnio? Biorąc pod uwagę, że nie płaczę przy książkach to taki fenoment nastał chyba z rok temu podczas czytania ,,Mechanicznej księżniczki". Piękne, ale dołujące zakończenie.


9. Co według Ciebie jest najważniejsze w życiu?
Osoba, która zawsze Cię rozumie i akceptuje wszystkie Twoje odchyły, czyli tak zwana druga połówka. :)  No i cóż, nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała, że książki i koty również odgrywają ważną rolę. :D A tak poważnie to chyba nie da się powiedzieć, co jest najważniejsze w życiu, wydaje mi się, że na to składa się wiele czynników i to w zależności od sytuacji jaka spotyka człowieka.
10. Masz jakieś ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
Tak, gdy byłam mała, to tata do spania czytał mi ,,Władcę Pierścieni".Wtedy za bardzo nic nie rozumiałam i głównie się bałam, ale co tam, potem zaowocowało to miłością do tej historii. :D
11. Jaka jest Twoja ulubiona książka ulubionego autora?
,,Władca Pierścieni" J.R.R.Tolkien - chyba każdy kto czyta mojego bloga już o tym wie. :)

Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca. Tym razem nikogo nie nominuję. ;)
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Star Wars: Lordowie Sithów" Paul S. Kemp.


,,Podwładni powinni zawsze czuć się niepewnie w obecności swoich zwierzchników."
- Paul S. Kemp ,,Star Wars: Lordowie Sithów"


Od dłuższego czasu myślałam nad tym, by zacząć czytać książki o Gwiezdnych Wojnach, jednak nigdy nie wiedziałam, od czego zacząć, bo lektur opowiadających tę historię jest od groma. Zawsze intrygowała mnie Ciemna Strona Mocy, więc zaczęłam swoją przygodę od ,,Lordów Sithów”. Przyznam się, że miałam wobec tej książki całkiem inne oczekiwania, ale to nie oznacza, że się zawiodłam. 

Na planecie Ryloth, która ma dla rozrastającego się Imperium istotne znaczenie jako źródło niewolniczej pracy oraz narkotyku znanego pod nazwą przyprawy, powstał silny ruch oporu. Kierują nim Cham Syndulla, idealistyczny bojownik o wolność i Isval, żądna zemsty była niewolnica. Jednak Imperator Palpatine chce zachować kontrolę nad tą nękaną zamieszkami planetą i jej cennymi zasobami – za pomocą środków politycznych bądź militarnych – i nie zamierza ulec presji buntowników. W towarzystwie swojego bezlitosnego ucznia Dartha Vadera wyrusza w jedną z rzadkich osobistych podróży, by się upewnić, że jego wola zostanie spełniona.


,,Imperator jak zawsze widział wyraźnie, widział wszystko."

Sięgając po tę książkę myślałam, że otrzymam historię Lordów Sithów i że skupi się ona całkowicie na tych postaciach. Nie sądziłam, że będzie to kolejna walka rebeliantów z Imperatorem. Doprowadziło to do tego, że historia głównie toczy się z punktu widzenia buntowników, a te, w których narratorem jest Vader zostały potraktowane po macoszemu, a na dodatek jego postać została bardzo spłycona. Większość jego kwestii polega na zwiększaniu Mocy poprzez gniew i ból. Dzięki tej książce na pewno nie poznamy bliżej Vadera, a tym bardziej Palpatine. Jedynie trochę zostajemy wprowadzeni w konflikt między uczniem, a mistrzem. Widzimy jak Vader kilka razy rozmyśla nad tym, co by było gdyby pozbył się swojego mistrza, ale nie jest w stanie tego uczynić. Kilka razy również rozmyśla nad przeszłością, co utwierdza nas w przekonaniu, że nie stał się jeszcze prawdziwą maszyną do zabijania i ciągle ma wątpliwości, co do swoich wyborów. Palpatine jak zawsze jest wszystko wiedzący i za każdym razem wyczuwa, gdy Vader błądzi myślami. Wiele więcej uwagi poświęcono ruchowi oporu, co nie jest złym zagraniem, ale może zawieźć osoby, które oczekiwały głównie relacji pomiędzy Sithami. Na pewno postacie jak Cham, czy Isval są o wiele bardziej wyraziste niż Lordowie. Są pełni energii i chęci do walki. Wiedzą, że półśrodki nie sprawią, że świat stanie się lepszy i jedynie zabicie Palpatine wraz z Vaderem doprowadzi do ich zwycięstwa.


,,Realnego świata nie da się pogodzić z zasadami."

Akcja sama w sobie jest mocno wciągająca i zawiera wiele nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń, które potrafią miło zaskoczyć czytelnika. Jest kilka mniej lub bardziej bezpośrednich starć bojowników o wolność z Lordami, które zostały perfekcyjnie dopracowane. Bardzo fajnie został również przedstawiony motyw szpiega, który na początku myślał, że ma wszystkich w garści, a na koniec wyszło, że sprawiedliwość dosięga każdego człowieka, który nie potrafi być wierny żadnej stronie. Jednak ciągle miałam problem ze ślepą wiarą buntowników w to, że sami pokonają Imperatora i jego ucznia, przez co w moich oczach stali się bardzo naiwni. Jedna z nich ciągle powtarzała, że Vader nie jest człowiekiem, więc już w tym momencie powinna im się zapalić żarówka, że nie dadzą sobie z nim rady. To chyba najbardziej mnie denerwowało w całej książce, ponieważ z jednej strony bohaterowie ciągle mówią, jaki Darth Vader jest potężny, wiedzą, że w pojedynkę wykończył jedną z lepszych drużyn Chama, a i tak są zdolni do samobójczych misji. Mając namacalne dowody na potęgę Lordów powinni inaczej rozplanować cały zamach. Wiem, że takie buntownicze misje polegają na ryzyku i poświęceniu życia dla wyższych idei, ale tego było dla mnie za wiele w tej lekturze.


,,Republika za sprawą alchemii ambicji przekształciła się w Imperium."

Ciężko napisać mi coś więcej na temat tej książki. Mam wobec niej bardzo mieszane uczucia i to pewnie przez to, że miałam, co do niej inne oczekiwania. Jak najbardziej polecam ją osobom, które uwielbiają Gwiezdne Wojny i chcą kolejnej walki dobra ze złem. Osoby mniej wtajemniczone również powinny się dobrze bawić przy tej pozycji, ponieważ nie ma tam nawiązań do wcześniejszych wydarzeń poza umiejscowieniem akcji między Wojnami Klonów, a Nową Nadzieją. Ja jednak chciałam otrzymać coś innego i sądziłam, że autor będzie zmierzać w kierunku całej historii Sithów, bo w końcu sam tytuł na to wskazuje, a okazało się, że została ona przedstawiona marginalnie. Na pewno nie mam poczucia straconego czasu, bo historia bardzo mnie wciągnęła i dzięki niej znowu przeniosłam się w wir kosmicznej walki. Jestem pewna, że nie zakończę swojej przygody z książkami o Gwiezdnych Wojnach i będę szukać dalej tego, co najbardziej mnie interesuje.

 ( Zejdź mi z oczu Padawanie! )


Ocena:

6/10
Czytaj dalej...

Dzień Koteła.


Nie wiem, czy wiecie, ale dzisiaj przypada Światowy Dzień Kota i zapewne zaraz usłyszę, że swojego futrzaka trzeba kochać codziennie, a nie tylko tego dnia (w końcu jedno z drugim się wyklucza), ale nie zmienia to faktu, że jest to najlepszy moment na zrobienie notki o moich mruczących pomocnikach.  Już się przekonałam, że recenzja sama w sobie nie ma prawa bytu, gdy wraz z książką nie pojawi się któraś z moich kocic. Oczywiście nie zawsze chcą ze mną współpracować, bo w końcu jakim prawem mam im organizować czas między spaniem, a jedzeniem?  Jednak przechodząc do sedna sprawy chciałabym wam je dzisiaj bliżej przedstawić i mam nadzieję, że jesteście przygotowani na nadmiar słodkości.  :)


Luna

 8 letnia kocica, która na dobre przejęła władzę nad domem i nie ma zamiaru nikomu ustępować. Gardzi wszystkim i wszystkimi, a jej mina mówi sama za siebie, że lepiej trzymać się od niej z daleka, no chyba, że masz opakowanie smakołyków to wtedy łaskawie nie wyciągnie pazurów. Jest książkowym przypadkiem, gdy to kot wybiera sobie człowieka, a nie człowiek kota, a ja byłam tą farciarą, którą Luna sobie upatrzyła, reszta domowników z Miśką na czele ma przekichane. Więź człowieka z kotem to naprawdę coś niesamowitego i pomimo jej wiecznych fochów i kaprysów jest moim pupilkiem. Ostatnio miałyśmy ciche dni ze względu na przygarnięcie Miśki, ale wydaje mi się, że wszystko wróciło do normy, bo czasem daje się pogłaskać i wręcz się tego domaga, szkoda tylko że koło 4 w nocy. :)  Koci terrorysta i najbardziej roszczeniowy zwierz, jakiego do tej pory miałam. Może powiem jeszcze skąd się wzięło jej imię, a no, gdy byłam mała to uwielbiałam ,,Czarodziejkę z Księżyca", a tam właśnie była kotka Luna, no i zamarzyłam sobie takową posiadać (zanim moje marzenie się spełniło byłam mu wierna przez prawie 10 lat). Natomiast moja mama uważa, że bardziej pasuje do niej określenie Luna-Pomyluna (tak, Harry Potter się kłania), ale ja się z nią oczywiście nie zgadzam.



Miśka aka Bąbel 

Koci berbeć( nie ma nawet roku) i utrapienie Luny, ciągle przeszkadza w spokojnym egzystowaniu starszej kocicy. Doprowadziło to do kilku starć jednak Miśka jest niewzruszona i wykorzystuje swoją przewagę masową (jest dwa razy cięższa od Luny) i atakuję przybraną siostrę. Znalazła się u mnie w domu przez przypadek. Latem nieznana mi kocica przybłąkała się na ogród, a jak się potem okazało miała dwa kociaki, w których się zakochałam i wiernie ich doglądałam. Z czasem wyszło na jaw, że Miśka totalnie nie nadaje się do dzikiego życia na ulicy, bo jest kocią sierotą, która wiecznie jest ostatnia i nie potrafi walczyć o swoje, a że przy okazji jest strasznym słodziakiem to bez problemu zyskała sympatię domowników (poza Luną) i jak najbardziej odpowiada jej spokojnie życie kanapowca. Jest strasznym pieszczochem i ciągle upomina się o głaskanie, co jest dla mnie nowością. Jak zauważyliście do zdjęć też lubi pozować i wyrasta na małą gwiazdę, w sumie to ona wszystko lubi, nawet Lunę (nie działa to w dwie strony). Ciągle udowadnia, że koty wcale nie spadają na cztery łapy i boi się własnego cienia. 

Czytaj dalej...

Moja nowa miłość – ,,Kapitan” Deadpool.

 
 
  ALE CZAD – mogłabym to powtarzać w kółko na temat ,,Deadpoola”, jednak wiem, że chcielibyście otrzymać trochę mocniej rozbudowaną notkę i postaram się sklecić kilka sensowniejszych zdań. 

   Może zacznę od tego, że niesamowicie wyczekiwałam tego filmu, a gdy już byłam w kinie to nie mogłam znieść ciągłego dorzucania nowych reklam. W końcu gdy rozpoczął się seans to przepadłam na dobre. Pierwszy raz w życiu podobała mi się czołówka filmu, serio, musicie to zobaczyć i sami padniecie ze śmiechu. Film kupił mnie już w pierwszej minucie, a nawet się dobrze nie rozpoczął. Z resztą mogę również stwierdzić, że za sprawą reklamy Deadpool podbił moje serce. Wielu superbohaterów musiało sobie zasłużyć na uwielbienie dzięki filmom. Deadpool skradł uwagę ludzi dzięki plakatom (ach te drwiny z romansideł) i trailerom, no i swoim okropnym i nie przyzwoitym poczuciem humoru, a po filmie okazało się, że jest jednym z najlepszych postaci Marvela. W końcu wszyscy superbohaterowie są grzeczni i bez skazy, a Deadpool… Deadpool to Deadpool i się nie certoli, dlatego nazwanie go bohaterem byłoby nie na miejscu, ale kimś SUPER jak najbardziej. Bez problemu rozprawia się ze ,,zwyrolami" i robi wtedy niemałą jatkę. Oczywiście jego jedną z głównych motywacji do zemsty jest chęć odzyskania ukochanej osoby, ale nie miejcie złudnych nadziei bo nie otrzymacie tutaj scen ociekających serduszkami. 



   Ryan Reynolds, czyli aktor wcielający się w naszego Deadpoola spisał się genialnie i moim zdaniem swoją grą aktorską zamknął usta wszystkim niedowiarkom i osobom narzekającym, że to właśnie on będzie gwoździem do trumny tego filmu. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli i tak jak Robert Downey Jr. jest Iron Manem, czy Hugh Jackman Wolverinem, tak Ryan Reynolds sprawił, że nikt inny nie wypadnie tak świetnie jako Deadpool. Teraz nastała jego era i wcale się nie dziwię, bo ten ,,cwaniaczek, przyjemniaczek, przystojniaczek” wywalczył sobie drogę na szczyt. Cieszę się, że film otrzymuje same pozytywne noty i to głównie cenionych recenzentów, więc coś jest na rzeczy i na pewno warto się zapoznać z tą produkcją. Nawet osoby, które ciągle powtarzają, że nie lubią superbohaterów to mogą się miło zaskoczyć, ponieważ sam Deadpool na koniec filmu udowadnia, że nie należy do grona obrońców świata i zawsze będzie iść pod prąd, wierny swoim zasadom i nawet moralizatorskie przemówienia jednego z X-Menów nie robią na nim wrażenia. Czyli Antybohater we własnej osobie.



  Film tak bardzo polubiłam na pewno za sprawą żartów głównego bohatera. Jest on w pewnym sensie lekkim psycholem, a może ,,lekkim” to za mało powiedziane. Ciągle rzuca ironicznymi i ciętymi odzywkami, więc jak go nie pokochać? Niektóre teksty zapewne zgorszą sporo osób, ale taki już urok tego filmu, który balansuje na granicy dobrego smaku i przyzwoitości, dlatego dystans do siebie i całego świata jest jak najbardziej mile widziany. Kolejną zaletą filmu na pewno jest bezpośredni zwrot do widza i częste przemówienia Deadpoola, który jest świadomy, że jest bohaterem komiksowej adaptacji. Jaki on jest uroczy w tych momentach! To jego ciągłe narzekanie, że mieli za mało kasy by stworzyć coś lepszego, czy zatrudnić większą ilość aktorów – mistrzostwo. Tutaj chciałabym przypomnieć, że po napisach jest dodatkowa scena, więc nie strzelajcie sobie w potylicę i nie wychodźcie zaraz po włączeniu świateł jak większość ludzi przychodzących na ten film. 
  Na koniec dodam, że lepszego filmu na Walentynki nie mogli wypuścić, a zeszłoroczne ,,50 twarzy Greya” już poszło w zapomnienie („Deadpool” pobił lutowy wynik najwyższych piątkowych wpływów z biletów należący dotąd do „50 twarzy Greya”). Dawno się tak dobrze nie bawiłam i nie miałam ciągłych ataków śmiechu. Do tej pory mam zakwasy od niekontrolowanego chichotu, a Deadpool jest moją nową miłością.  No i zapomniałabym o ciągłych nawiązaniach do Wolverina, czy o robieniu żartów z wcześniejszych nieudanych filmów Reynoldsa (wtajemniczeni będą wiedzieli, o co chodzi)! Wybaczcie za ten mój niekontrolowany entuzjazm, ale ciągle jestem pod wrażeniem filmu i nie mogę się uspokoić. Wszystko, co najważniejsze chyba zamieściłam w tej jakże chaotycznej notce i pozostaje mi tylko zagonić was do kina, a może już się zapoznaliście z Deadpoolem? Dajcie znać jak wam się podobało.

Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Coś z Nightside" Simon R. Green.

,,Każdy powtarza, że chce poznać prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. 
Ale mało kto mówi to szczerze."
- Simon R. Green ,,Coś z Nightside"


Przeważnie nie zwracam uwagi na książki, które mają poniżej 300 stron. Ledwo się je zaczyna czytać i już się kończą, co doprowadza do lekkiego niedosytu. Co innego, jeśli takowe książki są na kuszącej promocji - wtedy chyba nikt nie mógłby się oprzeć. ,,Coś z Nightside” udało mi się dorwać za 5zł (interes życia), w normalnej cenie zapewne bym nie kupiła, bo moim zdaniem jest zbyt wygórowana jak na cieniutką książeczkę. 

John Taylor jest kimś pokroju detektywa. Jednak jak sam przyznaje trafiają do niego klienci z beznadziejnymi sprawami, czyli takimi, którym nikt inny nie podołał. John zawsze rozwiązuje swoje sprawy, ponieważ ma zdolność odnajdywania wszystkiego, co zostało zgubione lub po prostu jest poszukiwane. Od pięciu lat unika kłopotów, ale jego błogi spokój zostaje naruszony przez niesamowicie bogatą Joanna’e Barrett, która przychodzi do niego w sprawie zaginięcia córki. Cena odnalezienia córki pani Barrett jest tak kusząca, że detektyw łamie swoje zasady i wraca do miejsca, którego miał nigdy więcej nie odwiedzić. Wszystkie drogi prowadzą do Nightside, ale trzeba wiedzieć jak ich szukać i przygotować się na miejsce, w którym ożywają koszmary.


,,Piekło nie zna furii."

Mrok, zło i jeszcze więcej mroku -  tak w skrócie można określić książkę Pana Greena. Historia na początku rozpoczyna się bardzo niewinnie. Poznajemy naszego głównego bohatera i to właśnie on jest narratorem w książce. Opowiada o sobie, swoim ,,zawodzie” i powoli wtajemnicza nas w nadzwyczajne zdolności, które posiada i które pomagają mu w rozwiązywaniu trudnych spraw. Widać, że autor chciał się głównie skupić na szczegółowym przedstawieniu postaci, ponieważ opisy solidnie przeważają nad dialogami. Długie opisywanie zapuszczonego gabinetu Johna, czy sylwetki Pani Barrett bardzo mnie irytowało, ale w momencie przekroczenia granicy między normalnym światem, a Nightside całkowicie przepadłam i pochłaniałam fragmenty na temat tego miejsca. Pisarz wyjątkowo dosadnie uzmysłowił nam, że faktycznie nie ma gorszego miejsca od Nightside, czyli mrocznego serca Londynu. Jest to jedyne miasto na świecie, gdzie nie ma żadnych zasad i występuje w nim wiele sprzeczności, czy absurdu. Nic tu nie jest oczywiste – nawet czas, ponieważ w odległych uliczkach można trafić na zagięcia przestrzeni i wylądować w przeszłości lub przyszłości, która może być spełnieniem najgorszych koszmarów. Przebywanie na ulicach Nightside jest walką o przetrwanie i tylko osoby, które się tam wychowały mają największą szanse na przetrwanie niemiłych spotkań z pułkami, które serwuje to miejsce. Miasto samo w sobie jest skupiskiem wszelakich potworów i przyciąga je jak magnez, a wampiry, czy wilkołaki to jedynie zalążek z tego co można tam spotkać.

 
,,Została łowcą nagród, bo to najlepszy sposób, żeby legalnie strzelać do ludzi."

W trakcie tak krótkiej historii mamy przyjemność poznać bardzo wyraziste i jedyne w swoim rodzaju postacie, a każda z nich jest jeszcze straszniejsza od poprzedniej. Wszystkie są przerysowane i niesamowicie nierealne, ale dzięki temu jeszcze chętniej się o nich czyta. Główny bohater kilku z nich nazywa swoimi przyjaciółmi, jednak jak na tę książkę przystało to również samo określenie ,,przyjaciel” bywa zgubne. W jednej chwili Taylor wychwala Ostrego Eddiego, a w drugiej musi się zmierzyć z bandą morderczych bestii, które trafiły na jego trop za sprawą tego właśnie przyjaciela. Wniosek nasuwa się sam – w Nightside nikomu nie można w pełni zaufać. Podczas czytania książki odniosłam wrażenie, że to właśnie postacie i miejsca, w których przebywają są głównym motywem książki, a nie odnalezienie zaginionej córki Pani Barrett. Poszukiwanie jej jest bardzo odwlekane i przerywane krótkimi odpoczynkami w odrażających knajpach. W jednej z nich poznajemy Kolekcjonera, którego przedstawianie najbardziej mnie rozbawiło, ponieważ chyba nigdy nie widziałam na jednej stronie tylu określeń dla parszywego cwaniaczka. Sam główny bohater jest bardzo znaną personą w mrocznym mieście i wzbudza respekt wśród wielu mieszkańców Nightside.  Jego pochodzenie jest owiane tajemnicą, której rozwiązania zapewne musimy szukać w kolejnych częściach.

 
,,Właśnie zobaczyłem, jak skończy się świat, zamordowałem jednego z najlepszych przyjaciół, odkryłem, że odpowiedź na pytanie, której poszukiwałem, odkąd pamiętam, i na której znalezienie byłem gotów poświęcić życie, na zawsze pozostanie poza
moim zasięgiem."

Sam motyw zaginięcia dziewczynki jest moim zdaniem przedstawiony zbyt łatwo. Wiadomo, że zdolności detektywa umożliwiają mu szybkie odnalezienie zagubionych postaci, ale sądziłam, że będzie to mocniej skomplikowane. Sama w ogóle nie chciałam wiedzieć jak się potoczą losy dziewczyny, bardziej mnie interesowało, co za maszkara wyskoczy z kolejnej ciemnej alejki. Jednak muszę przyznać, że samo zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem, ponieważ w ogóle nie spodziewałam się takich obrotów spraw. Zaginiona córka Pani Barrett była jedynie początkiem czegoś o wiele gorszego i zagrażającego samemu Taylorowi. Postać Pani Barrett również jak dla mnie nie wprowadza za dużo do całej historii. Czasem zachowuje się jak lalka, która po prostu siedzi obok detektywa i bez wzruszenia słucha jego opowieści na temat danej osoby, czy miejsca. Intryga i rozwój fabuły na pewno nie powala na kolana, ale jak już wspomniałam to nie dla nich się sięga po tę książkę. Jest to jedna z tych pozycji, gdzie trzeba się skupić na obszernych opisach i dać się ponieść wyobraźni, która na pewno będzie bardzo potrzebna przy poznawaniu świata wykreowanego przez Greena. Niektóre momenty na pewno sprawią, że będziemy przytłoczeni, ale warto brnąć dalej w całą historię i rozkoszować się wybuchową mieszanką postaci, których nie spotka się w żadnej innej książce.


,,
W niektóre pułapki po prostu musisz wpaść, jeśli chcesz dotrzeć do celu."

Podsumowując – na pewno nie jest to lekka lektura do poduszki. Czytelnik musi się skupić nad tym, co autor chce mu przedstawić i dać mu sobą pokierować. Dać się wciągnąć w ten cały obłęd i nie zniechęcać się, bo niektóre momenty są tak niedorzeczne, że aż fascynujące, a cała książka jest jedną wielką sprzecznością, która rozpoczyna się w głównym bohaterze i kończy w świecie, do którego przynależy. Nightside zaprasza każdą odważną osobę do zmierzenia się ze swoimi ponurymi zakątkami i oferuje spełnienie najskrytszych marzeń, jednak ceną może być nawet utrata duszy. Wszystko zależy od Ciebie, czy przyjmiesz zaproszenie i dasz się wciągnąć w grę, w której przeciwnikiem jest tętniące życiem miasto. Jako fanka fantastyki na pewno jeszcze nie raz wrócę do Nightside, ale również fani kryminałów i dobrego humoru powinni odnaleźć coś dla siebie w tej porywającej historii o wszystkim, co nieznane i niezrozumiane dla zwykłego człowieka.

Ocena:
7/10
Czytaj dalej...

Weekend z książką - ,,Złe dziewczyny nie umierają" Katie Alender.

,,Duchy są wszędzie. Nie sposób ich uniknąć. Próbujesz jedynie unikać tych,
które chcą cię zabić."
- Katie Alender ,,Złe dziewczyny nie umierają"



Rzadko sięgam po horrory, ponieważ cykor ze mnie tragiczny i jednocześnie lubię przesypiać noce w spokoju, bez nasłuchiwania czy nic nie czai się za moimi plecami. Książka ,,Złe dziewczyny nie umierają” na początku do mnie nie przemawiała, zwłaszcza jak przeczytałam o opętaniu, a raz niestety film o tym oglądałam i do tej pory na wspomnienie o nim zaczynam bzikować. :)  Jednak pozytywne recenzje skłoniły mnie do sięgnięcia po tę pozycję i kolejny raz mogę stwierdzić, że horror horrorowi jest nierówny.

Alexis nie jest duszą towarzystwa, a wolny czas woli spędzać z aparatem w ręku, wyczekując odpowiednich momentów do sfotografowania. Przyjaciółką może nazwać swoją młodszą siostrę, która również jest specyficzna. Kasey ma obsesję na punkcie starych lalek i nikomu nie pozwala wchodzić do swojego pokoju, by przypadkiem nikt ich nie ruszał. Główna bohaterka przywykła do takiego życia i uważa je za dość normalne, jednak pewnego dnia wszystko zaczyna się zmieniać. Drzwi same zaczynają się otwierać i zamykać, woda zaczyna się samoistnie gotować, a klimatyzacja, chociaż jest wyłączona sprawia, że w całym mieszkaniu powiewa chłodem. Gdyby tego było mało to siostra Alexis zaczyna mieć zaniki pamięci, a jej piękne błękitne oczy zaczynają iskrzyć zielonym blaskiem. Czy te wszystkie wydarzenia są prawdziwe? A może Alexis niepotrzebnie wszystko wyolbrzymia? Główna bohaterka musi zdecydować, czy chce zrozumieć to, co do tej pory było zarezerwowane jedynie dla filmów grozy i co najważniejsze – czy chce uratować życie swojej młodszej siostrzyczki.


,,- Patrz, czas już włożyć makaron - stwierdziła, wskazując rondelek na palniku.
Woda wrzała, bąbelki powietrza entuzjastycznie mknęły ku powierzchni.
Moje dłonie w jednej chwili stały się chłodne i spocone. 
- Kasey - powiedziałam - Jeszcze nie włączyłam palnika. 
Jaj twarz pobladła."

Może zacznę od całej ,,strasznej” atmosfery panującej w książce. Nie zaprzeczę, że dzięki takim zjawiskom jak samo zamykające się drzwi można się trochę wczuć w klimat horroru, jednak jak dla mnie to nie wystarcza by przerazić czytelnika i jednocześnie nie zniechęci tych, którzy nie przepadają za tego typu książkami. Czyli idealna lektura dla osób, które boją się własnego cienia. Przyjemna pozycja, która cały czas trzyma w napięciu i doprowadza do lekkiego dreszczyku na plecach. Bardzo lubię gdy do historii zostaje wprowadzona postać ducha, ponieważ ich byt zawsze mnie intrygował. Często trafiam w książkach na zagubione dusze, które nie robią nikomu krzywdy i jedynie są cichymi obserwatorami. Tutaj jednak mamy do czynienia z istotą, której bliżej do demona, który istnieje tylko po to by wyrównać rachunki. Więc każdy, kto lubi duchy na pewno znajdzie w tej historii coś dla siebie, bo autorka interesująco przedstawiła motyw złej duszy i na dodatek większość wydarzeń umiejscowiła w starym domu, który od razu można by było nazwać nawiedzonym. Z biegiem wydarzeń poznajemy historię miejsca zamieszkania sióstr i dowiadujemy się, że działy się tam bardzo złe rzeczy. Wtedy zaczynają pojawiać się w głowie nurtujące pytania, czy aby na pewno w domu jest tylko jeden duch? A może toczy się tam prawdziwa walka dobra ze złem? Rozwiązywanie tajemnicy sprzed wielu lat zaostrza apetyt na dalsze czytanie i trzyma w niepewności do ostatniej strony książki.


,,Nie mogłam pozwolić, aby moje straszne życie zaplamiło czarnym tuszem przygnębienia to, co zdołał dla siebie odbudować."

Bohaterowie książki nie wywarli na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia. Przez ich zachowanie miałam czasem wrażenie, że jest to książka głównie dla nastolatków, którzy bardziej będą mogli się wczuć w ,,normalną” część książki, czyli tę co opisuje typowe życie młodzieży. Główna bohaterka ma 15 lat, jest prawdziwą outsiderką, omija zajęcia i ma przez to sporo problemów. Kto by pomyślał, że dzięki opętanej siostrze znajdzie prawdziwą przyjaciółkę i chłopaka, który jest wyjątkowo wyrozumiały i nie przeszkadza mu dziwne zachowanie Alexis. Na początku starsza z sióstr bardzo mnie zaintrygowała, taka buntownicza postać z zasadami i całkiem innym podejściem do życia. Jednak im bliżej było końca książki tym bardziej stawała się schematyczną nastolatką, która pod otoczką dziwności skrywała dziewczynę, która z chęcią pójdzie na bal i na dodatek w różowej sukience. Najbardziej spodobała mi się Kasey – młodsza siostra Alexis, która od początku sprawiała, że czytelnik czuje lekki niepokój. Całe jej zafiksowanie na punkcie lalek było dla mnie bardziej przerażające niż demon, który ją opętał. Od razu dawało się dostrzec, że dziewczyna ma słabą psychikę i bardzo łatwo nią manipulować. 

Uważam, że książka może nie przypaść do gustu osobom, które szukają porządnego horroru, gdzie krew się leje strumieniami, a z każdej szafy wychodzi zjawa, która czyha na życie bohaterów. Historia sama w sobie jest dość schematyczna, zwłaszcza w tych przyziemnych momentach, ale trochę inaczej wygląda sprawa z duchem i jego motywacjami. Chociaż też już nie raz trafiało się na zjawy, które za nic nie chciały odejść w spokoju, bo w świecie żywych trzymała ich chęć zemsty, czy jakieś niedokończone sprawy. Na pewno będzie to świetna lektura dla młodszych osób i tych, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę ze strasznymi historiami. Ja nie żałuję, że zapoznałam się z tą książką, bo była miłą odskocznią od wszystkiego, co do tej pory czytałam, a na dodatek będę wiedziała, że przy kupowaniu nowego domu trzeba obowiązkowo wyrzucić rzeczy starych właścicieli, bo nigdy nie wiadomo, czy w którejś z nich nie zakotwiczyła się mściwa dusza.
Czytaj dalej...

Kolejne nieszczęśliwe podejście do dramatu + styczniowy stos książek.


Od dłuższego czasu byłam bardzo ciekawa ,,Zjawy”, która ma tyle samo pozytywnych opinii co negatywnych. Takie pozycje, które wywołują wszystkie możliwe uczucia są moim zdaniem bardzo intrygujące i zawsze chcę się z nimi zapoznać by dowiedzieć się, co wywołuje aż takie zamieszanie. Kolejny raz przekonałam się, że dramaty po prostu nie są dla mnie i może brakuje mi wrażliwości, dzięki, której potrafiłabym na nie spojrzeć pod innym kątem. Film trwał 2,5 h, a ja się czułam jakbym przesiedziała w sali kinowej pół dnia. Fabuła moim zdaniem wcale nie powalała na kolana, no chyba, że samego głównego bohatera, który większość filmu przeczołgał się po ziemi. Motyw zemsty też nigdy nie był dla mnie za bardzo logiczny, bo w końcu, co ona daje? Na pewno nie pozwala pogodzić się ze stratą, a tym bardziej nie zwraca życia i w sumie końcówka filmu podobała mi się najbardziej, bo Glass zrozumiał, że to nie od niego zależy, kto zasłużył na śmierć i zemsta leży tylko w rekach Boga. Realizmu i logiki również brak w wielu momentach. Cała walka z niedźwiedziem i przeżycie jej można jeszcze nazwać cudem, w końcu bohater jest tak w kiepskim stanie, że towarzysze muszą go nieść przez całą drogę, a sam ledwo ma siłę przewrócić oczami. Jednak, gdy go zostawiają to od razu odzyskuje energię i zaczyna walczyć o życie. Również pływanie w lodowatej wodzie przychodzi mu bez większych problemów, ale i tak nic nie pobije jego upadku z góry, po którym się podnosi na nogi, które z resztą nadal powinny być niesprawne. W końcu od zawsze wiadomo, że człowiek ma 9 żyć i nadzwyczajne zdolności do regeneracji. Chociaż to chyba jest domeną fantastyki, której nie powinno się szukać w takich filmach, a jak dla mnie nierealnych momentów było dość sporo. Najbardziej jednak przeszkadzały mi ,,krwawe” ujęcia, które były wręcz obrzydliwe i momentami po prostu zbędne. Tytułowa Zjawa również miała niewiele wspólnego z całym przebiegiem historii, pojawiała się w momentach, gdy Glass opadał z sił i sprawiała, że nagle wstawał na swoje pokiereszowane nogi. Takich niezrozumiałych i mało przemawiających do mnie scen było stanowczo za dużo i bardzo wprawiały mnie w senny nastrój. Doceniam na pewno w filmie cały mroczny klimat, bo był niesamowity i pięknie dopełniał walkę o przetrwanie głównego bohatera. Co do aktorów to akurat Hardy był dla mnie mistrzem i nie wiem, czemu to DiCaprio jest tak chwalony za swoją rolę. Moim zdaniem Hardy wcielił się genialnie w swojego bohatera i podziwiam go za tak dobre naśladowanie akcentu teksańczyków. Niestety Leoś za dużo stękał, marszczył się i ślinił. Nigdy nie byłam wielką fanką DiCaprio i tutaj również mnie do siebie nie przekonał. Największym plusem filmu na pewno są krajobrazy, na które głównie zwracałam swoją uwagę, bo były dla mnie wręcz magiczne i przynajmniej dzięki nim nie czuję się zawiedziona całokształtem filmu.

A na koniec notki podrzucam moje styczniowe zdobycze. Kryminały były kupione głównie z myślą o mamie, ale oczywiście sama również przeczytam bo słyszałam dużo pozytywnych opinii na ich temat.



  Od lewej:
,,Porwana Pieśniarka" - Danielle L. Jensen
,,Łabędzi śpiew" - Simon R.Green
,,Istoty światła i ciemności" - Simon R. Green
,,Coś z Nightside" - Simon R. Green
,,Zła krew" - Sally Green
,,Złe dziewczyny nie umierają" - Katie Alender
,,Żelazny cierń" - Caitlyn Kittredge
,,Futu.re" - Dmitry Glukhovsky
,,Kraken" - China Mieville
,,Demi - Monde Zima" - Rod Rees
,,Ember in the ashes Imperium ognia" - Sabaa Tahir
,,Plaga samobójców" - Suzanne Young
,,Kuracja samobójców" - Suzanne Young
,,Osobiste demony" - Stacia Kane
,,Demon w sercu" - Stacia Kane
,,Opętany demon" - Stacia Kane
,,Saga o Fjallbace" tom 1-9 - Camilla Lackberg
Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka