,,Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas.


,,Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość."
- Sarah J. Maas ,,Dwór cierni i róż"


Niecierpliwe wyczekiwałam premiery ,,Dworu cierni i róż". Autorka książki już dawno podbiła moje serce historią Celaeny ze ,,Szklanego tronu", więc nie mogłam ominąć jej najnowszej pozycji. Opis na okładce również mocno zachęca. Baśń o Pięknej i Bestii? Do tego dla fanów Georga R.R Martina? Brzmi świetnie, ale czy faktycznie tak wyszło?

Opis z okładki:
Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem. Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do Faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.


,,Niektórzy szukają mnie przez życie całe, lecz nigdy się nie spotykamy,
Pocałunek zaś ofiarowuję tym, którzy nie depczą mnie swymi stopami.
Niektórzy mówią, że łaskami swymi obdarzam mądrych i gładkich,
Lecz me błogosławieństwo jest dla tych, którym nie brak odwagi.
Zazwyczaj me działanie zdaje się wszystkim darem cudnym,
Lecz wzgardzona staję się potworem do pokonania trudnym
I chociaż każdy cios mój góry kruszyć by pozwolił,
Gdy zabijam, robię to bardzo powoli..."

Klątwa, bestia i miłość - na pewno brzmi to znajomo dla każdej osoby, która oglądała ,,Piękną i Bestię". Wszyscy wiedzą na czym polega klątwa wisząca nad księciem i jak należy ją złamać. Sam pomysł oparcia się na tej baśni jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Autorka  oczywiście urozmaica swoją historię i tworzy świat pełen magicznych i niepowtarzalnych istot, które oddziela od ludzi niewidzialny mur. Można by było zarzucić autorce, że cała historia toczy się zbyt pięknie, ale czy na pewno musi to być wadą? W końcu wszystko oparte jest na dobrze znanej nam bajce z dzieciństwa, więc gdyby opowieść potoczyła się całkiem inaczej to zapewne straciłaby swój urok. Niektórym historią pasują piękne i proste zakończenia, co nie oznacza, że wcześniej wszyscy bohaterowie mieli z górki. Akcja książki rozwija się w dobrym tempie. Od wprowadzenia w ludzkim świecie i wyjaśnienia historii sporu między człowiekiem, a Faerie, a potem przenosi się do tajemniczej krainy, w której rządzi magia. Gdy główna bohaterka trafia do rezydencji księcia wszystko nabiera tempa i kolorów. Wpadamy w wir tajemnic i niekonkretnych odpowiedzi. Wszystko staje się podejrzane i wraz z Feyre pragniemy zrozumieć do jakiego miejsca trafiliśmy i czy aby na pewno jest bezpieczne. W momencie, gdy już myślimy, że sytuacja staje się jasna, pojawia się ucieleśnienie zła i psuje sielankę bohaterów. Wtedy dopiero akcja brnie jak szalona, spowija ją mrok, a na dodatek mamy styczność z całą zgrają zachwycających bohaterów.


,,- Czy nie sypiasz nocami, aby przygotować sobie świeży zapas
ciętych ripost na kolejny dzień?"

Pierwszy raz od dawna nie mam zastrzeżeń do żadnych bohaterów. Naprawdę autorka się popisała i stworzyła wielobarwne postacie, które całkowicie kradną uwagę czytelnika. Każdy jest oryginalny i ma przypisane swoje charakterystyczne cechy. Główna bohaterka - Feyre mogłaby się wydawać standardową bohaterką w młodzieżówkach. Młoda, z trudną sytuacją rodzinną, która straciła nadzieję na lepsze życie. Jednak o dziwo ją polubiłam. Nie narzeka i nie ma tendencji do użalania się nad sobą, czy swoim wyglądem, co jest praktycznie nieodłączną częścią nastoletnich bohaterek. Jest waleczna i chociaż wielokrotnie strach ją paraliżuje to nadal ma jasny umysł i potrafi podejmować ważne decyzje. Zaimponowała mi również swoją determinacją podczas walki o ukochanego, chociaż na pierwszy rzut oka była na straconej pozycji. Książę Tamlin również zaskakuje swoją osobowością. Nie poddaje się w próbach złamania klątwy i obrony swojego Wiosennego Dworu. Romantyczny i muzycznie utalentowany, co może zadziwić każdego, kto widział go w formie okrutnej Bestii. Jego przyjaciel Julian wielokrotnie ratował smętne sytuacje i rozluźniał je swoim poczuciem humoru, które nie raz było mocno ironiczne. Wierny i lojalny nawet w momentach, gdy mógł stracić życie. No i na koniec perełka całej historii, czyli władca Dworu Nocy - Rhysand. Coś mi się wydaje, że skradnie serce nie jednej czytelniczki, która ma słabość do niejednoznacznych postaci. Mroczny, ale jednocześnie skłonny do poświęceń i dobrych czynów. Postać, która wielokrotnie udowadniała, że nie da się mu przykleić łatki ,,zły", czy ,,dobry".


,,Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak."

Tak, miałam po tej historii wielkiego kaca książkowego. Uwielbiam nową wersję Pięknej i Bestii, która wielokrotnie mnie zaskakiwała i sprawiała, że dostawałam wypieków na twarzy. Pokochałam świat wykreowany przez Maas i jej postacie, które choć wymyślone były bardzo realne. Wielkim plusem jest stworzenie głównej bohaterki, która uwielbia sztukę i dzięki temu mieliśmy dokładny wgląd w świat który ją otaczał. Wszystko zostało opisane, wręcz z dokładnymi kolorami, które grały ważną rolę w życiu Feyre. Nadprzyrodzone postacie stały się namacalne i można było je sobie wyobrazić w najdrobniejszych szczegółach. Nurtuje mnie tylko jedna rzecz, a dokładnie, czy to właśnie jest książka dla miłośników Georga R.R Martina. Szczerze nie mam pojęcia, czemu takowe zdanie znajduje się na okładce, ponieważ nijak ci autorzy do siebie pasują. Maas wykreowała baśniową historię, która czasem bywała okrutna, ale nie była tak drastyczna jak twórczość Martina. ,,Dwór cierni i róż" można porównać do róży, która pięknie wygląda, ale od czasu do czasu straszy swoimi cierniami, co jednak obchodzi się bez rozlewu krwi. Nadaje to smaczku całej baśniowej otoczce i sprawia, że nie jest mdła i przesłodzona. Autorka znowu zachwyciła mnie swoim pomysłem i z niecierpliwością czekam na jej kolejne książki. 
Czytaj dalej...

O nierównościach w świecie książkoholików.


Ostatnio z coraz większą przykrością muszę stwierdzić, że chyba nie ma żadnego grona ludzi, w którym nie byłoby wywyższania się i poniżania drugiej osoby. Zanim zaczęłam prowadzić bloga uważałam, że osoby, które kochają książki są na tyle wrażliwe i wszechstronne, że potrafią pojąć różnorodność ludzkich preferencji. Byłam niesamowicie naiwna i czasem mam wrażenie, że lepiej żyło mi się w niewiedzy, w moim małym świecie z ulubionymi książkami niż teraz, gdy dotarły do mnie pewnie druzgoczące fakty. Zawsze uważałam, że każdy ma prawo do czytania tego co chce, a druga osoba nie powinna z tego powodu pluć jadem. Ba, nawet uważałam, że czytanie samo w sobie jest tak wielką wartością, że jak widziałam osobę z książką w ręku to nie potrafiłam przestać się uśmiechać i potajemnie zerkać z ciekawości na tytuł książki. Ostatnio niestety coraz częściej trafiam głównie na fanpage ,,znawców" literatury, na których non stop toczą się wojny na temat tego, który gatunek książek jest najlepszy, albo dla których nie warto tracić czasu. Jeden z moich ulubionych cytatów mówi ,,Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła", a jednak są osoby, które najlepiej wrzuciłyby cała beletrystykę na stos i podpalili, wykonując przy tym nieokrzesane modły byleby tylko cały ten ich zdaniem ,,badziew" zniknął z powierzchni ziemi. Ja naprawdę w takich momentach się łapię za głowę i zastanawiam, co jest nie tak z ludźmi. Książki mają wiele zastosowań, służą do nauki, rozrywki, refleksji, czy chociażby głupiego odmóżdżenia przy nadzwyczaj kiepskich pozycjach, ale taka jest prawda, że nawet te kiepskie pozycje są potrzebne, bo nie da się non stop czytać o fizyce kwantowej.

 
Każdy ma swój gust i sam potrafi stwierdzić, czy dana książka coś wniosła do jego życia i póki te pozytywne, czy negatywne komentarze są związane z jego osobistymi odczuciami jest naprawdę wszystko w porządku. O wiele gorzej dzieje się w momencie, gdy jedna osoba poniży drugą tylko dlatego, że czyta ona niewłaściwą jego zdaniem książkę. Jak dla mnie żaden szanujący się człowiek nie powinien oceniać człowieka ze względu na to co czyta, a tym bardziej nie dyskryminować go. Jeśli ktoś lubi czytać o wampirach to niech czyta, może taka osoba chce poszerzyć swoją wiedzą na temat zastosowania czosnku przeciw wampirowi, w końcu nigdy nie wiadomo co się czai za zakrętem. Jeśli ktoś lubi czytać o pięknych historiach miłosnych to czemu nie? Może niektórzy tego potrzebują, bo w jakiś sposób to ich wspiera na duchu. Wszystko jest dla ludzi i wiadomo, że jednemu mniej lub bardziej przypadnie do gustu jakiś gatunek, ale niech się wtedy zajmie swoją ulubioną tematyką, a innym da robić to, co oni uwielbiają. Mój blog jak widać jest tylko o fantastyce, ponieważ aktualnie nie mam ochoty na inne gatunki i czuję, że to właśnie dzięki fantastyce moja wyobraźnia w końcu może się popisać, czego żaden inny gatunek nie potrafił mi zapewnić. Kiedyś czytałam wszystko co wpadło mi w ręce i dzięki temu wiem, że na przykład nie lubię romansów i mam świadomość, że zapewne z tego gatunku jest masa książek, które wywołują poruszenie i zasługują na przeczytanie, ale ja akurat szukam w książkach czegoś całkiem innego i wiem, że w romansach tego nie znajdę. Zawsze staram się komentować takie książki w miarę cywilizowany sposób i nie ranić drugiej osoby, która zapewne uważa takową pozycję za ósmy cud świata, bo sama wiem jak się czuję, gdy ktoś obraża fantastykę w stylu ,,infantylne historyjki", czy ,,bajki dla dzieci" i to tylko na podstawie kilku książek przekreśla cały gatunek. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa, czy swoim dzieciom czytają np Grę o tron. Szkoda, że niektórzy ludzie są tak zaślepieni swoimi racjami, że nie potrafią po prostu cieszyć się tym co lubią i również innym pozwolić na taką radość.


Dzisiejszą notkę napisałam w sumie pod wpływem kilku okropnych komentarzy pod pewnym postem, na którym jedna z osób wręcz przekreśliła 3/4 blogosfery książkowej ponieważ jej zdaniem ludzie, którzy czytają fikcję literacką są nic nie warci i przez takie osoby te JEDYNE warte uwagi blogi, czyli na temat non-fiction, czy naukowe, giną gdzieś w tłumie między wampirami i tanimi melodramatami. Kiedyś też trafiłam na opinię, że szkoda drzew na tworzenie książek, które są dla nastolatków. Strasznie mnie przygnębia takie dyskryminowanie ludzi, którzy wkładają całe serce w swojego bloga, a potem ktoś powie, że to jest bez sensu, bo pisze na temat zmyślonych opowieści, zamiast zająć się czymś poważniejszym. Dla mnie póki blog jest wykonywany z pasją to jest jednym z lepszych blogów, który jak najbardziej zasługuje na popularność, a osoba, która mówi, że takowe blogi jedynie zaśmiecają blogosferę powinna się ugryźć w język i najlepiej zastanowić nad swoim brakiem odbiorców. Bo to nie książka czytana przez blogera świadczy o jego popularności, lecz całokształt jego pracy. Jeśli ktoś potrafi zainteresować czytelnika, to przekona go nawet do największego ,,badziewia", a jeśli u kogoś nie widać pasji to może to wina człowieka, a nie książki? Mam nadzieję, że takich ludzi jest stosunkowo mało i zajmą się pracą nad swoim blogiem, zamiast narzekać, że są w niszy przez ludzi, którzy czytają książki dla rozrywki i potrafią z pasją o nich opowiadać. 
Czytaj dalej...

,,Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton.

,,Miłość, jak powszechnie wiadomo, kieruje się własną logiką,
 
za nic mając nasze plany czy zamiary."
- Leslye Walton ,,Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"


Kiedy sięgałam po ,,Cudowne i osobliwe przypadki Avy Lavender" nie byłam świadoma tego jaka historia mnie czeka. Opis z tyłu książki mówiący, że jest to saga rodzinna w ogóle do mnie nie przemawiał, ale magiczna okładka zadecydowała o kupieniu, tej jakże osobliwej pozycji. Dawno już nie miałam styczności z historią, która zachęcała do refleksji nad swoim życiem i zastanowienia się nad tym, czy aby na pewno potrafię się cieszyć z tego co zsyła mi los.

Opis z okładki:
Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego. Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra. Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość? Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie.



,,
I to może być sedno problemu: wszyscy boimy się siebie nawzajem, bez względu na to,
czy mamy skrzydła, czy nie."

Książka rozpoczyna się w momencie narodzin głównej bohaterki, która okazuje się wielkim zaskoczeniem dla wszystkich ludzi. Dziewczynka została obdarzona parą najprawdziwszych skrzydeł, a jej brat bliźniak chociaż na pierwszy rzut oka wydawał się zwykłym dzieckiem, okazał się równie dziwny jak ona. Żeby zrozumieć ten cud Avy zabiera nas w podróż do przeszłości, by udowodnić, że w jej rodzinie od zawsze występowały nadzwyczajne zjawiska. Retrospekcje mają również pokazać odmienność całego rodu i przybliżyć nam pochodzenie wszystkich nieszczęść, które ukształtowały każdego z jego członków. Dzięki temu poznajemy głównie kobiety Roux-Lavender i dowiadujemy się, że życie nigdy ich nie rozpieszczało. Zawsze miały pod górkę i przeważnie powielały błędy swoich matek. Gdy zagłębiałam się w ich historię czułam coraz mocniejsze przygnębienie, ponieważ w tej rodzinie zabrakło najzwyklejszej i szczerej rozmowy, która mogła odmienić tok wydarzeń. Choć były sobie najbliższe to nie potrafiły rozmawiać o błędach z przeszłości i pozwalały, by ich dzieci robiły to samo. Każda z nich była zajęta swoimi problemami i dopiero Avy starała się wyłamać z tego przykrego schematu. Miały siebie nawzajem, ale jednocześnie były niesamowicie samotne i nie potrafiły się wspierać. Gdyby stworzyły naturalną relację międzyludzką i nie tworzyły między sobą murów z sekretów, mogłyby całkiem inaczej pokierować losem rodziny.



,,A ja – ja urodziłam się ze skrzydłami, jako odmieniec, który nie miał prawa liczyć na coś tak majestatycznego jak miłość. To nasz los, nasze przeznaczenie, to ono decyduje o takich rzeczach, prawda?"

Ciężko mi stwierdzić, czy któraś z bohaterek przypadła mi do gustu, każda z nich była dziwna na swój sposób i bardzo często zachowywała się irracjonalnie. Najchętniej chyba czytałam o najstarszej członkini rodziny, czyli babce Avy - Emilienne, która mimo wszystko była najsilniejszą postacią. Wiele przeszła, jeszcze więcej straciła i moim zdaniem to tylko dzięki niej rodzina miała gdzie mieszkać i za co żyć. Fakt, że była najbardziej oschła i zamknięta w sobie sprawiał, że również najchętniej chciało się poznawać jej tajemnice. Matka Avy była dla mnie najbardziej irytującą postacią i sprawiała wrażenie osoby niesamowicie infantylnej. Każda z nich cierpiała z miłości, ale to, że Viviane z własnej woli zniszczyła sobie pół życia i to z powodu nastoletniej miłości było niedorzeczne. Jej postać była dla mnie wręcz karykaturalna i nie wyobrażam sobie, by normalny człowiek przez 15 lat siedział w zamknięciu przez złamane serce, w końcu nie bez przyczyny mówi się, że czas leczy rany. Najmłodsza z rodziny była bardziej gościem we własnej historii i trzeba było przebrnąć przez pół książki, by w końcu ją poznać. Młoda dziewczyna, która z całego serca pragnęła być taka jak inni i chciała znaleźć swoje miejsce na świecie. Choć posiadała skrzydła wydawała się najnormalniejszą postacią w domu - typowa nastolatka z wieloma rozterkami. Autorka najmocniej skupiła się na tych trzech postaciach, chociaż równie ważny był brat Avy - małomówny i dość odizolowany od reszty Henry, który za przyjaciół miał psa i ukrywające się w domu duchy.



,,Miłość potrafi zrobić z nas głupców."

Miłość w tej książce jest wszechobecna i wręcz napędza całą historię. Jednak jest potraktowana jako coś złego i mocno raniącego. Żaden człowiek z rodziny Roux-Lavender nie skończył dobrze, gdy się zakochał. Było to jakieś fatum wiszące nad rodziną. Każdy cierpiał i starał sobie na własny sposób radzić z bólem, który pozostawał po ukochanej osobie. Jedni zamykali się w sobie, drudzy kończyli z własnym życiem, a inni całkowicie popadali w ruinę. Młoda Avy ma szansę na inne życie, ale czy jej się to uda? Czy spotka ją prawdziwa i szczęśliwa miłość? Może jej skrzydła jednak świadczą o wyjątkowości? Po przeczytaniu całej historii dotarło do mnie jak ludzie potrafią się zmienić, gdy zostają odrzuceni, czy zranieni. Otrzymujemy sylwetki trzech kobiecych postaci, a nawet czterech, ale postać prababki Avy jest tak naprawdę od początku do końca owianą tajemnicą. Każda z nich otrzymuje od losu mniej więcej to samo, ale całkiem inaczej to wykorzystuje. Historia tych kobiet pokazuje, że miłość działa destrukcyjnie, ale moim zdaniem jest to głównie ich wina, bo same pozwoliły na to by ból i utrata drugiego człowieka zapanowały nad ich życiem. Zwłaszcza w przypadku matki Avy, która była zbyt słaba psychicznie by stawić czoła życiu. Była niesamowicie zaślepiona młodzieńczym uczuciem i nie dostrzegała, że obok czuwa nad nią ktoś o wiele lepszy. Pozwoliła by rozpacz zapanowała nad jej życiem i sprawiła, że poza tęsknotą nic się dla niej nie liczyło. Dopiero w momencie, gdy mogła wszystko stracić przejrzała na oczy jak wiele ją ominęło, ale taka już natura ludzka, że to co mamy doceniamy dopiero wtedy, gdy już stracimy.



Książkę pochłonęłam w ciągu jednego dnia, a potem moje myśli cały czas krążyły wokół niej. Naprawdę życie Avy i jej rodziny jest osobliwe, ale czy cudowne? Nie powiedziałabym tego. Faktycznie w życiu tych kobiet pojawiały się mniejsze lub większe cuda, ale jednak ich życie było głównie przepełnione utratą i zranionymi uczuciami. Historia mocno zachęca do zastanowienia się nad swoim życiem. Rozejrzenia się dookoła, czy aby na pewno doceniamy ludzi, których mamy i czy potrafimy im okazywać to co do nich czujemy. Czy warto rezygnować z miłości z powodu jednej nieudanej próby? Mówi się, że w miłości jest jak na wojnie, albo przeżyjesz, albo nie, ale moim zdaniem ze wszystkiego trzeba wyciągać wnioski i być otwarty na inne relacje. Szkoda tracić życie na nieodwzajemnioną miłość, bo ta prawdziwa może się ukrywać całkiem niedaleko, a gdy ją dostrzeżemy może już być za późno.

Czytaj dalej...

Lba + Unpopular Opinions Book Tag!

Dzisiaj w końcu przyszła pora na nadrobienie zaległych nominacji. Nie umieszczę wszystkiego w jednym poście, bo byłoby tego za dużo, więc na dniach powinna się pojawić kontynuacja. :)

1.Pierwsza nominacja od: http://tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com/ - bardzo dziękuję!



1. Twój największy miesięczny wynik książkowy?
Dopiero od niedawna zaczęłam robić podsumowania i najlepszym wynikiem było przeczytane 10 książek.

2. Crushujesz kogoś? Kogo?
Kiedyś zapewne wymieniłabym całą listę aktorów, ale aktualnie mam swoją ulubioną 5, czyli: Tom Hiddleston, Benedict Cumberbatch, Robert Downey Jr., Jared Leto, Michael Fassbender.


3. Oglądasz seriale? Jakie?
Zawsze przy tym pytaniu mam problem, bo tych seriali jest od groma, w niektórych mam spore zaległości, a jeszcze inne czekają na kolejny sezon. Między innymi są to: The Night Manager, Lucyfer, Kroniki Shannary, Shadowhunters, Jessica Jones, Daredevil, Gra o tron, American Horror Story, Once Upon a Time, Flash, Gotham, Piękna i Bestia, Arrow, Pamiętniki Wampirów, Teen Wolf, Supernatural, Sherlock, The Walking Dead, Pretty Little Liars.

4. Ile zamierzasz przeczytać w tym roku? Jak myślisz podołasz swojemu wyzwaniu?
Planuję dobić do 100, ale czy mi się uda to nie jestem tego taka pewna. 

5. Masz jakieś Hobby? Jakie?
Czytanie. :D A poza tym jestem kinomaniakiem i serialomaniakiem.
 
6. Wolisz książki czy komiksy?
Książki, komiksów już od dawna nie czytam.

7. Masz jakieś serialowe OTP? Jakie?
Hmm, ostatnim moim OTP była Elena i Damon, ale to tak do 4 sezonu, potem serial stał się kiepską telenowelą i jedynie od czasu do czasu oglądam go z sentymentu. Aktualnie nie mam OTP, bo już nie ekscytują mnie miłostki bohaterów. 


8. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez książek, dobrego filmu/serialu i oczywiście kotów. :)

9. Co skłoniło cię do założenia bloga?
Lubię dzielić się wrażeniami po przeczytanych książkach, czy obejrzanych filmach/serialach. Blog mi to umożliwia i na dodatek mogę zapoznać się z opinią innych osób oraz dzięki nim poznać inne interesujące mnie tytułu.

10. Jaką pracę chciałeś/aś mieć jak byłeś/aś młody/a
Nadal uważam, że jestem młoda. :D W dzieciństwie chciałam być archeologiem, bo uwielbiałam dinozaury, aktualnie plany się zmieniły i skończyłam na informatyce.

11. Książka, która zmieniła coś w twoim życiu
Ciężko powiedzieć, bo sporo książek coś dla mnie znaczy, ale chyba kolejny raz wymienię Władcę Pierścieni, ponieważ to od tej historii ukierunkował się mój czytelniczy gust i dzięki niej całkowicie pokochałam fantasy. 

2. Druga nominacja od: http://biblioteczkapati.blogspot.com/ - bardzo dziękuję!

1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.
Staram się wybierać książki, które na pewno mnie zainteresują, więc rzadko zdarzają się u mnie zgrzyty. Kiedyś z ciekawości przeczytałam ,,50 twarzy Greya" i do dzisiaj zastanawiam się co za diabeł mnie podkusił do sięgnięcia po tę pozycję. 

2. Popularna książka lub seria, której wszyscy nienawidzą, ale Ty kochasz.
Hmmm, ciężko mi powiedzieć. Przeważnie czytałam książki, które większości się podobają lub na jej temat są podzielone opinie, ale by wszyscy nienawidzili? Chyba nie mam takiej pozycji.

3. Trójkąt miłosny, w którym główny bohater/bohaterka, według Ciebie, wybiera złą osobę LUB literacka para, której nie lubisz.
Pytanie tak bardzo dla mnie. :D Ogólnie mało mnie interesuje z kim skończy główny bohater, ale aktualnie przeczytałam ,,Koronę w mroku" i jednak wolałabym Celaene z Dorianem niż Chaolem, ale to pewnie przez to, że zawsze jestem przywiązana do tych pierwszych paringów. 

4. Popularny, bądź uwielbiany bohater, którego Ty nie lubisz.
Przychodzą mi do głowy dwie postacie. Pierwsza - Simon z ,,Darów Anioła", który wiecznie mnie irytował oraz Maven z ,,Czerwonej królowej", który na początku faktycznie był uroczy, ale potem sprawił, że całkowicie go skreśliłam.

5Popularny autor, do którego nie jesteś przekonany. 
Tutaj od razu mogę podać Johna Greena, którego historie nigdy do mnie nie przemawiały. 

6. Popularny wątek/motyw, którego masz już dosyć.
Była sobie zwykła dziewczyna (w jej mniemaniu brzydka), która nagle odkryła (oczywiście za sprawą najprzystojniejszego faceta na świecie), że jest wyjątkowa i uratowała świat - wątek który opanował większość młodzieżówek, przez co ostatnio coraz rzadziej po nie sięgam. 

7. Popularna seria, której nie chcesz przeczytać. 
Nie mam zielonego pojęcia. Wydaje mi się, że z takimi seriami jestem na bieżąco, no chyba, że nie są z fantastyki, więc pewnie nawet nie wiem o ich istnieniu. 

8. Mówi się, że „Książka jest zawsze lepsza od filmu", ale który film lub serial, podobał Ci się bardziej niż książka?
Nie lubię porównywania filmu do książki i zawsze to podkreślam, więc na to pytanie nie odpowiem. :)
Czytaj dalej...

Powrót do świata Nocnych Łowców - ,,Pani Noc" Cassandra Clare.

,,- Nikt nie jest idealny.
- Ale niektórzy ludzie są idealni dla siebie nawzajem."
- Cassandra Clare ,,Mroczne Intrygi: Pani Noc"


Chociaż czasy młodzieżowe mam już za sobą to ,,Dary Anioła”, czy ,,Diabelskie maszyny” nadal są mi bardzo bliskie. Miło wspominam momenty, gdy na bieżąco czytałam te książki i nie mogłam wyjść z podziwu nad twórczością Pani Cassandry. Wtedy nie widziałam wad w jej książkach, ale czego można się było spodziewać po osobie, która nie miała zbyt dużego porównania z innymi książkami.  O planach na ,,Panią Noc” słyszałam już dawno temu i bardzo się cieszyłam, że autorka nie porzuciła uwielbianego przeze mnie świata. Jednak po skończeniu książki mam trochę mieszane uczucia i na dodatek odczuwam lekki smutek, że już nie potrafię się tak zachwycać historią, która kiedyś sprawiała, że tygodniami nie mogłam wyjść z podziwu.

Opis z okładki:

Minęło pięć lat od wydarzeń przedstawionych w „Mieście Niebiańskiego Ognia”, po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć. Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce…

Jakby mało było tych komplikacji, brat Juliana Mark – uprowadzony przez faerie przed pięcioma laty – zostaje teraz uwolniony w geście dobrej woli ze strony porywaczy. Faerie rozpaczliwie poszukują mordercy, który zbiera wśród nich krwawe żniwo – i w tych poszukiwaniach potrzebują pomocy Nocnych Łowców. Kłopot w tym, że w krainie faerie czas płynie inaczej i Mark nie tylko prawie się nie postarzał, ale na dodatek nie rozpoznaje nikogo ze swoich bliskich. Czy będzie w stanie naprawdę wrócić na łono rodziny? I czy faerie naprawdę na to pozwolą? Oto rozdzierające serce wprowadzenie do nowej serii Cassandry Clare, „Mroczne intrygi”, wciągająca gra pozorów, pełna magii i obfitująca w przygody Nocnych Łowców.


,,- Nie taki jest duch Prawa, Emmo. Zapomniałaś? "Twarde prawo, ale prawo".
- A ja myślałam, że "Wkurzające prawo, ale elastyczne". "

Często mam tak, że jak już poznaję bohaterów danej historii to stają się oni dla mnie ulubieńcami i nikt nie może ich zastąpić. Taki problem miałam z ostatnim tomem ,,Darów Anioła", w którym dla mnie było za dużo Emmy i Juliana, którzy w ogóle nie potrafili mnie do siebie przekonać. Narzekałam, że autorka za dużo się rozwodziła nad ich wątkiem, przez co było mniej miejsca dla starych i lubianych bohaterów. Jednak wiedziałam, że jest to również wstęp do nowej serii autorki, więc zaciskałam zęby i czytałam dalej. W ,,Pani Noc” nowi bohaterowie wychodzą na pierwsze prowadzenie i są starsi o 5 lat, co sprawia, że nie są już wadzącymi dziećmi. Jednak odnoszę wrażenie, że autorka zbytnio nie wysiliła się nad stworzeniem nowych postaci, przez co mamy damski odpowiednich Jacke’a i męski odpowiednik Clary. Emma stała się ironiczną dziewczyną, która najlepiej sama stawiałaby czoło licznej grupie demonów. Oczywiście również jest najlepszą Nocną Łowczynią i nikt nie może się z nią równać. Natomiast Julian ma artystyczną duszę i wolne chwile spędza z pędzlem w ręku. Czyż nie brzmi to nazbyt znajomo? Niestety takich schematycznych zagrań jest bardzo wiele w książce i wręcz nie idzie ich nie porównywać z innymi seriami. Oczekiwałam nowych i oryginalnych postaci, a zamiast tego mam kilku bohaterów stworzonych na wzór tych starych. Tym razem lepsze wrażenie wywołały na mnie postacie drugoplanowe, czyli rodzeństwo Juliana, które swoim zachowaniem sprawiało, że uśmiech nie schodził mi z twarzy i z chęcią czytałam o ich wybrykach.  Bardzo podobał mi się też wątek tajemniczej Cristine, która przyjechała do Instytutu na roczną wymianę. Clare swoją nową historię wzbogaciła o wiele pobocznych postaci, co wyszło na plus, ponieważ do tej pory głównie zamykała się na wąskie grono bohaterów.


,,Istnieje różnica między złamanym sercem a zdruzgotaną duszą."

Skoro już o miłości mowa to w tym przypadku autorka również nie wykazała się oryginalnością, ponieważ wątek zakazanej miłości przewijał się w każdej jej serii. Na początku faktycznie to fascynowało, ale z czasem stało się nudne. Faktem jest, że z miłością między Parabatai jeszcze nie mieliśmy styczności, więc z chęcią poznam rozwiązanie tej jakże niegodziwej relacji. W pierwszej części serii dowiadujemy się jedynie kilku drobnych szczegółów na temat takiej miłości i jej skutków. Znając autorkę i jej uwielbienie do cukierkowych zakończeń to i tym razem wszystko się ułoży, więc jestem bardzo ciekawa jak wybrnie z tak skomplikowanej sytuacji. Żeby nie było nudno to wszyscy dojrzali bohaterowie mają swoje miłosne problemy, przez co odnosi się wrażenie, że historia zalatuje telenowelą. Czemu? Ponieważ każdy flirtuje z każdym i nigdy nie wiadomo, kto z kim w ostateczności się zwiąże. Niektóre postacie mają nawet więcej niż dwóch adoratorów, więc znienawidzone trójkąty przeszły do lamusa. Dla osoby, która nie przepada za rozległymi wątkami miłosnymi ich liczebność w tej książce może być zabójcza. Sama ciężko przez nie przebrnęłam i stwierdziłam, że gdyby ich nie było to książka straciłaby 1/3 objętości. Gdybyśmy jeszcze odjęli rozległe opisy na temat codziennego ubioru bohaterów, zachwytów nad tym, jacy są piękni i idealni to pozostałoby może z pół książki sensownej fabuły i intrygującej akcji.


,,Najokrutniejsi bywamy dla tych, którzy najbardziej przypominają nam nas samych."

Każdy, kto czytał ,, Miasto Niebiańskiego Ognia” wie co się stało z rodzicami Emmy. Dziewczyna obiecuje sobie, że wyjaśni okoliczności zabójstwa rodziców i ich pomści. Historia zaczyna nabierać tempa, gdy się okazuje, że znowu zostają porzucane ciała z napisami w nieznanym języku. Wtedy już jest jasne, że za śmiercią rodziców Emmy nie stał Sebastian, lecz ktoś kto nadal żyje i zagraża ludziom. Wątek zabójstw został dość pomysłowo rozegrany, bo praktycznie do samego końca jest owiany tajemnicą. Bohaterowie zbierają strzępy informacji, które mogą im się przydać lub jeszcze bardziej namieszać w całym przebiegu akcji. Diaboliczny plan zaczyna się coraz bardziej rozszerzać i wciągać nowe postacie, a każda z nich może okazać się poszukiwanym mordercą. Tutaj trzeba przyznać, że Clare umiejętnie stworzyła zagadkę opartą na literaturze klasycznej i wplotła ją w wydarzenia mocno związane z jednym z głównych bohaterów. Szkoda, że tak oryginalny pomysł robi jedynie za tło dla miłosnych rozterek bohaterów. By w końcu móc się wdrążyć w akcję i dać się porwać tajemniczej intrydze trzeba przebrnąć przez większą część książki, która jest po prostu przegadana.


,,Twoje miejsce jest tam, gdzie jesteś kochany."

Z bólem serca muszę stwierdzić, że trochę się zawiodłam na tej książce, ponieważ liczyłam na coś co pochłonie mnie równie mocno jak ,,Dary Anioła”. Otrzymałam pierwszą część serii, która niby ma potencjał, ale boję się, że zostanie zaprzepaszczony przez miłostki bohaterów i ich ciągłe przepychanki. Prawdę powiedziawszy to przez dobre 600 stron po prostu się męczyłam i dopiero potem mogłam się nacieszyć akcją, której tak bardzo mi brakowało na początku. Moja recenzja może się wydawać strasznie negatywna, ale nie potrafiłam cieszyć się z powrotu do świata Nocnych Łowców, ponieważ jak dla mnie zostało to popsute przez schematyczność autorki i brak oryginalności. Wyczekiwałam książki, która wniesie jakiś powiew świeżości i jednocześnie znowu wciągnie mnie w wir niepowtarzalnych wydarzeń. Ciężko mi wystawić ocenę i chyba głównie kieruję się sentymentem i tym, że w książce pojawiają się bohaterowie z ,,Darów Anioła” i ,,Diabelskich maszyn”. Liczę też, że w kolejnych częściach autorka bardziej się skupi na tym, co ma największy potencjał. Rozumiem, że uczucie między Parabatai również jest bardzo ważne w tej serii i akurat o tym czytałabym z zainteresowaniem, gdyby nie zostało napisane na wzór innych zakazanych związków znanych nam z wcześniejszych serii, albo, jeśli byłoby jedynym wątkiem miłosnym, który nie przeplata się z całą resztą bohaterów i ich skomplikowanymi uczuciami. Jak dla mnie nastąpił w tej książce nadmiar romansu, który psuje mi odbiór całej historii. 

Ocena:
 6/10
Czytaj dalej...

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości.



W piątek udało mi się odhaczyć kolejny film, który musiałam obejrzeć w tym roku. Do tej pory ciągle uważam ,,Deadpoola" za najlepsze widowisko, ale czy ,,Batman v Superman" faktycznie zasługuje na tak niepochlebne opinie, które opanowały internet? Gdy szłam na film miałam wielkie obawy, ponieważ naczytałam się różnych opinii ludzi, którzy mieszali ten film z błotem. Na szczęście nie wpłynęły one na mój odbiór filmu i na pewno nie mogę się z nimi zgodzić, że film jest totalnym dnem. Miał swoje dobre i słabe momenty, co daje nam średnie widowisko, głównie skierowany dla fanów DC, którzy z chęcią obejrzą każdy film na podstawie komiksów. 

Może zacznę od klimatu filmu, który jest niesamowicie ciężki, przygnębiający i po prostu mroczny. Na próżno tam szukać zabawnych scen, bo nawet Luthor ze swoimi ironicznymi komentarzami nie jest w stanie rozluźnić widza. Z minuty na minutę odczuwa się jak napięcie rośnie i nie pozwala oderwać oczu od ekranu. Nawet podczas starcia między Batmanem i Supermanem nie idzie odetchnąć, ponieważ nadal siedzi się ze świadomością, że to nie jest koniec, ale dopiero wstęp do całej serii filmów, w których wszystko może się zmienić. Atmosfera jest jak dla mnie wielkim plusem, ponieważ od początku do końca jest taka sama i nie psuje całokształtu filmu. Niestety wiele osób najbardziej krytykuje mroczny klimat i uważa, że to właśnie przez niego film jest nie do zniesienia. Wtedy jedynie przychodzi mi do głowy jedno pytanie ,,Czy ludzie naprawdę nie wiedzą na co idą do kina?". Chyba większość osób oglądało przynajmniej jeden film z Batmanem i tam również przeważa mroczny klimat, więc w czym tutaj nagle jest problem? Z tego co zauważyłam to najwięcej niepochlebnych komentarzy pochodzi od osób, które w ogóle nie mają zielonego pojęcia na temat komiksów i nie rozróżniają DC od Marvela, albo w ogóle nie są fanami superbohaterów. Trochę to smutne bo takie osoby niesamowicie zaniżają ocenę filmu, która dla fanów, czy chociażby osób zainteresowanych może być krzywdząca.

 

Kolejną sprawą jest liczba bohaterów, których w tym filmie jest bardzo dużo, a o niektórych jedynie zostaje powiedziane kilka słów. Nowy widz zapewne poczuje się zdezorientowany bo nie będzie wiedział skąd tu się nagle wzięło tylu superbohaterów skoro w nazwie filmu jest mowa jedynie o Batmanie i Supermanie. Jak już wspomniałam jest to film wprowadzający do ,,Ligi Sprawiedliwych", w której najwięksi superbohaterowie będą walczyć ze złem, więc było można się spodziewać chociażby zarysu sylwetek pozostałych jej członków. Największe wrażenie wywołała na mnie Wonder Woman, która przez większość filmu jedynie bywała na salonach, a w końcówce pokazała na co ją stać. Jej pojawienie się w trakcie bitwy wraz z muzyką w tle robiło powalające wrażenie i to tylko udowodniło, że przez 10 minut jedna postać może skraść całe show. W przyszłym roku ma być premiera osobnego filmu z Wonder Woman i na pewno go nie ominę, bo ta postać ma ogromny potencjał. 

Jednym z minusów, z którym mogę się zgodzić są momentami pojawiające się nielogiczne sceny. Czasem odnosiło się wrażenie, że twórcy chcieli upchnąć jak najwięcej wątków i zabrakło im czasu by wszystko połączyć w logiczną całość. Najgorzej było w scenach, gdy któremuś z bohaterów coś się śniło, lub coś sobie wyobrażali. Kilka razy miałam problem z rozróżnieniem tego co dzieje się naprawdę, a co jest tylko urojeniem bohatera. Kolejnym minusem filmu mogą być patetyczne sceny, które mnie akurat jedynie śmieszyły, bo zawsze tak reaguje na nadmiernie poważne i sztuczne momenty. Trochę kiczowaty również był przeciwnik naszych bohaterów, ponieważ komputerowa obróbka wręcz dawała po oczach i jak dla mnie Doomsday bardziej przypominał zmutowanego orka niż godnego przeciwnika dla wielkiej trójki. Za to towarzyszące całej bitwie eksplozje sprawiały, że nawet najoporniejszy widz nie powinien się nudzić. Na ekranie ciągle się coś działo, a zwłaszcza w drugiej połowie filmu, która była wręcz napakowana akcją i bitwami.


Ja jestem zadowolona z seansu, bo otrzymałam to czego się spodziewałam po obejrzeniu trailerów i zaznajomieniu się z ogólną koncepcją filmu. Bardzo podobała mi się również obsada, a zwłaszcza Ben Affleck, który stworzył prawdziwego komiksowego człowieka nietoperza. Widać, że wczuł się w rolę i całkowicie oddał klimat jego postaci. Potężny i przerażający z misją obrony Gotham, nawet przed postacią, która wydaje się nie do powstrzymania. Nie rozumiem większość negatywnych komentarzy, które moim zdaniem wynikają z pójścia w ciemno na film, o którym nic się nie wie. Wiadomo, że nie tylko takie osoby negatywnie oceniają film, bo również miłośnicy DC krzywo na niego patrzą, ale przynajmniej mają racjonalne argumenty, którymi bronią swojej opinii. Szkoda tylko, że takich osób jest niewiele, a cała reszta to osoby , które krytykują film za to, że jest mroczny, a przecież właśnie taki ma być i to jedynie wynika z braku wiedzy na temat tego co się ogląda, ponieważ większość ludzi oczekuje od filmów na podstawie komiksów, że będą kolorowe, zabawne, ze sporą dawką powalającej akcji i po prostu służące rozrywce. Niestety to nie ten film i nie to uniwersum.





Czytaj dalej...

Podsumowanie miesiąca - marzec.


Marzec zleciał mi w zawrotnym tempie i aż się dziwię, że utrzymałam swój poziom czytelniczy. W blogosferze trochę mnie zabrakło, ale mam nadzieję, że niedługo nadrobię zaległości. Chociaż ostatnio coraz częściej myślę nad zawieszeniem bloga, ponieważ strasznie nie lubię zaniedbywać tego co jest dla mnie ważne. Niestety nie zawsze da się znaleźć czas na wszystko, ale korzystając z wolnej chwili robię podsumowanie miesiąca.

Przeczytane w tym miesiącu:
1. ,, Ember in the Ashes. Imperium ognia" Sabaa Tahir - str.510
2. ,,Uczeń skrytobójcy" Hobb Robin - str.494
3. ,,Królewski skrytobójca" Hobb Robin - str.764
4. ,,Szklany miecz" Victoria Aveyard - str.556
5. ,,Alfa i Omega: Wilczy trop" Patricia Briggs - str.432
6. ,,Ucieczka w dzicz" Erin Hunter - str.331

Czyli razem wychodzi 3087 stron. 

W marcu była premiera tylko jednej książki, którą bardzo chciałam przeczytać i jest to ,,Pani Noc". Myślałam, że tym razem trochę zaoszczędzę na książkach, ale promocje jak zwykle mnie skusiły i znów wyszły dość pokaźne zakupy. :)


1. ,,Stop prawa" Brandon Sanderson
2. ,,Cienie tożsamości" Brandon Sanderson
3. ,,Uczeń Skrytobójcy" Robin Hobb
4. ,,Królewski Skrytobójca" Robin Hobb
5, ,,Wyprawa Skrytobójcy" Robin Hobb
6. ,,Misja Błazna" Robin Hobb
7. ,,Czasomierze" David Mitchell
8. ,,Mroczne intrygi: Pani Noc" Cassandra Clare
9. ,,Alfa i Omega: Wilczy trop" Patricia Briggs

Kolejny raz zabrałam się za czytanie nowo zakupionych książek zamiast w końcu wziąć się za te co zalegają na półkach. Jak zawsze czekają na czarną godzinę. :) A jak wam minął marzec? 
Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka