,,Ewangelia według Lokiego" Joanne M. Harris

 ,,Jakkolwiek by było, gdy wszystko przemija, zostają właśnie słowa. Słowa są w stanie zniszczyć wiarę, wywołać wojnę, zmienić bieg historii. Opowieść sprawia, że serce bije szybciej, opowieść obala mury i pokonuje górskie szczyty - tak naprawdę opowieść
ożywia nawet zmarłych."
- Joanne M. Harris ,,Ewangelia według Lokiego"


 Są książki, które zostały stworzone po to by ludzie mogli się przy nich odprężyć i dobrze bawić. Taką pozycją jest właśnie ,,Ewangelia według Lokiego", przy której nie idzie się nudzić, ale jednocześnie nie wyniesie się z niej żadnych nowych informacji. Postać Lokiego była mi już dobrze znana, ale głównie z Marvela i oczywiście wszelakich mitów. Bóg kłamstwa już dawno podbił moje serce i dlatego sięgnęłam po książkę o mitologii nordyckiej, w której to właśnie on jest głównym bohaterem.
 L
oki powstaje z chaosu i zawiera pakt z Odynem, który obiecuje mu boskie przywileje. Szybko się okazuje, że nikt nie chce mieć Lokiego za brata i każdy robi z niego kozła ofiarnego. Mając poczucie niesprawiedliwości, postanawia doprowadzić do upadku swoich prześladowców. Cierpliwie knuje spiski, aż do momentu gdy się okazuje, że nordyckim bogom zagraża ktoś o wiele silniejszy, a na dodatek istnienie świata stoi pod znakiem zapytania, bo wielkimi krokami zbliża się Ragnarok.



                                              ,,Jeśli chodzi o kobiety, każdy mężczyzna jest ślepy."

 Książka jest podzielona, na krótkie rozdziały, których narratorem jest Loki. Opowiada nam o powstaniu świata, o bogach i przedstawia różne mity ze swojego punktu widzenia. Wszystko jest spisane w formie lekcji, dzięki czemu dowiadujemy się, że np. nie możemy ufać czworonogom, kochankom, czy owadom. Jest do przedstawione w bardzo prostej i dość ironicznej formie, bo koniec końców wychodzi na to, że nikomu i niczemu nie możemy ufać, co jest dość zabawne, bo takie rady daje nam sam bóg kłamstw. Loki za wszelką cenę stara się udowodnić, że bogowie wcale nie byli wspaniali i posiadali wiele wad i jeszcze więcej słabości. W takich momentach oczywiście nie oszczędza sobie złośliwości, czy przemyśleń na temat wydarzeń, dzięki czemu mamy całkowity wgląd w jego uczucia. Okazuje się, że bardzo zależało mu na akceptacji ze strony ,,braci i sióstr", co trochę nie pasowało mi do tak cynicznej postaci. Również jego początkowe starania i próby przypodobania się bogom nie były moim zdaniem w stylu Lokiego. Dopiero potem, gdy pokazał swoją prawdziwą twarz, czyli mistrza krętactw, stał się postacią, która była jak najbardziej interesująca.


,,Herosi, złoczyńcy, nawet bogowie: pewnego dnia wszyscy umrzecie."

 Od powstania świata, do Ragnaroku mamy wgląd w kilka przygód Lokiego, które przeważnie dawały mu w kość, ale jednocześnie nasz bóg wychodził z nich cało. Wielokrotnie wykazał się inteligencją i przebiegłością, z która żaden z jego przeciwników nie mógł się równać. Wszystkie przygody są opowiedziane w interesujący sposób i polegają na całkiem innych zadaniach. Głównie są związane z prywatnymi sprawami Lokiego i jego zemstą, ale również są zlecane przez Odyna, który za pomocą nowego sprzymierzeńca chciał się pozbyć przeciwników. Każda przygoda ukazuje czytelnikowi poszczególnych bogów w o wiele gorszym świetle niż do tej pory byli pokazywani, ale właśnie taki jest zamiar Lokiego. Sam się wybiela, co nie do końca może wzbudzać szacunek, ale nie zmienia to faktu, że jest na tyle zabawną postacią, że nie da się go nie polubić. Wielokrotnie śmiałam się z jego złotych rad, życiowych sentencji, czy prześmiewczych określeń. Jest to typ postaci, który ocieka sarkazmem, chamstwem i dzięki temu wyróżnia się na tle innych i mało interesujących bogów. 
 Ja jestem zadowolona z tej lektury i muszę przyznać, że całkiem miło mnie zaskoczyła. Obawiałam się typowo naukowych zwrotów, czy topornego stylu. Otrzymałam prosty język i na dodatek z wieloma zwrotami, które wręcz mogą się wydawać prostackie, co raczej nie przystoi bogom. Jednak taki styl autorki wniósł powiew świeżości do historii o herosach i udowodnił, że nawet oni mają swoje wady i wcale się tak od nas nie różnią. Poza tym narratorem jest Loki, więc wiadomo, że jego słów nie można brać za pewnik, co jest fajną odskocznią od innych książek, przy których dajemy się prowadzić narratorowi za rękę. Cały czas, gdy czytałam książkę miałam wrażenie, że Loki igra nie tylko z innymi bohaterami, ale również ze mną, co było interesującym doświadczeniem, ponieważ ciężko się oprzeć tak urzekającemu kłamcy.

Czytaj dalej...

X-Men: Apocalypse.



 Ten rok pod względem filmów naprawdę mnie rozpieszcza. Co tydzień są premiery jak najbardziej godne uwagi, a aktualnie jestem po seansie nowych X-Menów. Zawsze lubiłam filmy o mutantach i równie mocno jak do Hogwartu chciałam trafić do szkoły profesora Xaviera. Każdy film serwuje mi emocje nie do opisania i za każdym razem wychodzę z przekonaniem, że nic lepszego już się nie da wymyślić. Oczywiście każda nowa część udowadnia mi, że się myliłam i zachwyca mnie genialną obsadą, widowiskowymi walkami i pokazami niewyobrażalnych mocy.
 X-Men: Apocalypse jest kontynuacją X-Men: Przeszłość, która nadejdzie i jak najbardziej kupuję tę odświeżoną wersję filmów. Tym razem mamy styczność z jednym z najpotężniejszych czarnych charakterów, który od zarania dziejów uważał siebie za boga i tak go właśnie odbierali ludzie. Po pechowych wydarzeniach z przeszłości udaje mu się wydostać na Ziemię i chce odbudować swoją potęgę. Ma za złe, że ludzie stworzyli broń i powymyślali sztuczne bóstwa. Chce się na nich zemścić i pozostawić przy życiu tylko istoty, które są najsilniejsze. Jedyną szansą dla ludzkości są oczywiście mutanci, a na ich czele stoi niezastąpiony profesor Charles Xavier.



 W tej części każdy fan X-Menów został rozpieszczony, ponieważ zostały wprowadzone nowe postacie z całym arsenałem widowiskowych mocy, ale oczywiście jest też miejsce dla starych i ukochanych bohaterów. Ja najbardziej czekałam na kolejne popisy Quicksilvera, który w ,,Przeszłość, która nadejdzie" skradł całą moją uwagę. To co wyczyniał tym razem sprawiło, że jego wcześniejsze akcje poszły w zapomnienie, a na dodatek pozwoliło na chwilę odprężenia i śmiechu przy pozostałych dość poważnych scenach. Oczywiście liczyłam również na Wolverine i się nie przeliczyłam. Otrzymał kilka minut filmu, a to całkowicie wystarczyło do zrobienia jatki, godnej zwierzęcia jakim był w tym momencie. Z nowych postaci podobał mi się również Nightcrawler, ze swoimi teleportacjami i całym wyglądem związanym z mutacją. Pozostałe młode mutanty czyli Jean Grey, czy Cyclop jakoś nie wywołali na mnie wrażenia. Nie byli źli, ale wolę ich dorosłe wersje z początkowych filmów. Chociaż w przypadku Jean trzeba przyznać, że o wiele sprawniej włada swoją mocą, niż w późniejszych latach, dzięki czemu możemy odczuć jej fenomenalną potęgę. Najbardziej zawiodła mnie postać Mistique, której było stanowczo za mało w oryginalnej wersji. Plotki najwidoczniej okazały się prawdą i Jennifer Lawrence zaczęła gwiazdorzyć i nie chciała występować cały czas w pełnej charakteryzacji. Jeśli faktycznie nie pojawi się już w kolejnej części X-Menów to będę usatysfakcjonowana, ponieważ aktualnie aktorka nie należy  do moich ulubionych.


 Po stronie Apocalypse stało czterech najsilniejszych mutantów: Storm, Psylocke, Angel i oczywiście Magneto. Chyba nie muszę mówić kto z nich wypadł najlepiej i najbardziej wiarygodnie. Fassbender od początku do końca poruszał tragizmem swojej postaci i wielokrotnie wzruszałam się dzięki jego mistrzowskiej grze. Podziwiam również za naukę języka polskiego, może i nie wyszło zbyt wiarygodnie, ale na pewno zrozumiale i cieszę się, że takowa scena miała miejsce. Zainteresowała mnie również Storm, która najlepiej wypadła z pozostałej trójki i choć była młoda to udowodniła, że jest niesamowicie potężna. Psylocke wyszła na dość bezbarwną postać, która głównie robiła groźne miny i niewiele wnosiła do fabuły. Najbardziej ubolewam nad Angelem, którego całkowicie popsuli, ale to chyba wina niewprawionego aktora. Sam Apocalypse wypadł całkiem dobrze i robił wrażenie swoją mocą i władczą postawą, chociaż moim zdaniem brakowało mu charyzmy. Chyba po raz pierwszy czarny charakter otrzymał dla siebie tyle czasu w filmie, co wystarczyło na zapoznanie nas z jego postacią, a bohaterowie musieli się mocno namęczyć, by go pokonać.


 Siłą X-Menów są właśnie sami X-Meni, żadna zjawiskowa fabuła, czy dylematy odnośnie ich mutacji. Postacie są niesamowicie namacalne i gdy cierpią, to ja przeżywam wszystko razem z nimi i nie potrafię usiedzieć w spokoju. Na pewno jest w tym zasługa aktorów, którzy w większości są świetnie dobrani, a na twarzach mają wypisane wszystkie emocje. Wspólne walki i relacje między bohaterami są dla mnie czymś najbardziej emocjonalnym i żaden dramat, czy film wyższych lotów nie robi na mnie takiego wrażenia. Większą część filmu przesiedziałam w ciągłym napięciu, a efekty specjalnie sprawiały, że wręcz odczuwałam na sobie wszystkie destrukcyjne działania X-Menów. Każda supermoc ukazana w pełni doprowadzała do tego, że miałam przysłowiowe ciary na plecach i nie mogłam wyjść z zachwytu nad potęgą mutantów. Zapewne wiele osób powie, że jest to najsłabszy film o X-Menach i umywał się chociażby przy ,,Przeszłość, która nadejdzie", a ja jedynie odpowiem ,,I co z tego, przecież są X-Meni, a to już sprawia, że jest się czym zachwycać".



Czytaj dalej...

10 najpiękniejszych bibliotek na świecie.

 Wiadomo, że biblioteka jest jednym z ulubionych miejsc każdego książkoholika i spędzamy tam dużo czasu. Nawet nie trzeba tego faktu zbytnio tłumaczyć, ale zdarza się również, że nie każda biblioteka zachęca do przebywania w jej wnętrzu. Niektóre wypożyczalnie książek niestety nie mogą się pochwalić zadbanym wnętrzem i pięknymi regałami, które uginają się od nadmiaru dzieł. Dlatego po wizycie w takim miejscu z chęcią podziwiam zdjęcia bibliotek z całego świata, które zapierają dech w piersiach. Robią wrażenie nie tylko swoimi zbiorami, ale całą architekturą wnętrza. Zebrałam dla was 10 moich ulubionych bibliotek i jestem ciekawa, czy również wam się podobają. W której najbardziej chcielibyście się znaleźć i przewertować zbiory? 

1.Biblioteka Opactwa Benedyktynów w Admont (Austria)



2.Beinecke Rare Book and Manuscript Library na Uniwersytecie Yale (USA)



3.Biblioteka Trinity College w Dublinie (Irlandia)



4. Miejska Biblioteka „Stacja Kultura” w Rumi (Polska)



5.Biblioteka Parlamentu w Ottawie (Kanada)



6.Biblioteka Harpera na Uniwersytecie w Chicago (USA)



7.Real Gabinete Português de Leitura w Rio de Janeiro (Brazylia)



8. Biblioteka w Klasztorze na Strahovie w Pradze (Czechy)



9.Francuska Biblioteka Narodowa w Paryżu (Francja)



10.Biblioteka Stuttgarcka (Niemcy)

Czytaj dalej...

,,Osobliwy dom Pani Peregrine" Ransom Riggs.

    ,,Kurczowo czepiamy się naszych fantazji, dopóki cena wiary nie okaże się zbyt wysoka."
-Ransom Riggs ,,Osobliwy dom Pani Peregrine"


 Za kilka miesięcy trafi do kin film na podstawie książki ,,Osobliwy dom Pani Peregrine". Przeważnie nie mam w zwyczaju zapoznawania się z historią zanim obejrzę ją na ekranie, jednak tym razem zrobiłam wyjątek, gdyż słyszałam o niej tyle dobrego, że moja niecierpliwość wygrała i szybko sięgnęłam po książkę.

 Jacob zawsze chciał uciec od normalnego życia i podziwiał swojego dziadka, który wiele podróżował. Z chęcią słuchał jego opowieści o wojnie, osobliwych istotach, potworach i wydarzeniach z jego dzieciństwa. Przez cały czas większość historii traktował z przymrużeniem oka i uważał, że są to zwykłe bajki na dobranoc. Jednak pewnego dnia dziadek Portman zaczyna się bardzo dziwnie zachowywać, a gdy Jacob do niego przyjeżdża jest już za późno na ratunek. Śmierć dziadka całkowicie odmienia życie chłopaka i sprawia, że nierealne historie zaczynają być jak najbardziej wiarygodne. 
 Autor ma niesamowity talent do tworzenia tajemniczej otoczki wokół bohaterów. Od samego początku jesteśmy zasypywani krótkimi opowieściami na temat osobliwych ludzi i różnych potworów, które nic nie wyjaśniają, a jedynie pobudzają apetyt na kolejne wzmianki o dziwnych istotach. Jacob, gdy był dzieckiem przyjmował za prawdę wszystko, co opowiadał mu dziadek, jednak z wiekiem wyrósł z bajek o potworach i przestał wierzyć w historie, które senior rodziny opowiadał mu z wielkim zaangażowaniem. Dopiero po śmierci dziadka, która była bardzo niespodziewana, zaczął łączyć fakty i dopuszczać do siebie myśl, że osoba, którą najbardziej podziwiał wcale nie była tym kimś za kogo się podawała. Na początku chłopak przeżywał wielką traumę i nie potrafił pogodzić się z tym co widział. Uważał, że zwariował i jedynie wizyty u specjalisty pomagają mu zrozumieć wszystko co mu się przytrafiło. Za namową doktora Golana wyrusza w podróż śladami dziadka Portmana i kieruje się zostawionymi przez niego wskazówkami. Ma mu to pomóc w zdobyciu wewnętrznego spokoju i pogodzeniu się z utratą ukochanego dziadka. Nikt się jednak nie spodziewał, że na walijskiej wyspie przydarzy się głównemu bohaterowi jeszcze więcej szokujących przygód.



,,Kiedyś marzyłem o ucieczce przed zwykłym życiem, ale tak naprawdę moje życie nigdy nie było zwyczajne. Po prostu nie zauważałem jego niezwykłości."

 W książce mamy styczność z naprawdę osobliwymi i jedynymi w swoim rodzaju bohaterami. Autor przenosi nas w magiczny świat, który kieruje się całkiem innymi prawami niż ten, z którego pochodzi Jacob. Z biegiem wydarzeń zapoznaje nas z coraz nowszymi postaciami, które od razu zapadają w pamięci. W końcu jak można by było zapomnieć o dziewczynce, która unosi się w powietrzu jak balon? Albo o chłopcu, w którego ciele mieszkają osy? Czy o innych osobliwych istotach, dla których nie ma rzeczy niemożliwych? Na ich czele stoi Pani Peregrine, która jest dyrektorką szkoły i jednocześnie dba o los swoich nadzwyczajnych uczniów, na których czyha niebezpieczeństwo poza murami szkoły. Dyrektorka potrafi tworzyć pętle czasowe, w których istoty takie jak ona mogą znaleźć schronienie i uciec od ludzi, którzy nie akceptują ich wyjątkowych zdolności. Każda z postaci ma swój niepowtarzalny charakter, który po części wiąże się z darem, który posiada. Najlepiej poznajemy Jacoba, który na początku sprawia, że możemy mu jedynie współczuć. Dopiero potem widzimy jak jego postać dojrzewa i potrafi podejmować męskie decyzje, a po spotkaniu osobliwych mieszkańców wyspy, dociera do niego, że dziadek cały czas traktował go na poważnie i dzielił się z nim swoimi sekretami. W końcu ma możliwość poznania jego historii i zaczyna rozumieć czemu dziadek był tak tajemniczym człowiekiem. Wśród osobliwców chłopak odnajduje przyjaciół, których nigdy nie posiadał i w końcu czuje się na swoim miejscu, ponieważ nigdy nie chciał zwykłego i nudnego życia.

 
,,Kiedy ktoś nie wpuszcza Cię do środka, w końcu przestajesz pukać do drzwi."

 
Historia całkowicie mnie wciągnęła i sprawiła, że nie chciałam wrócić do normalnego świata. Oczarował mnie jej klimat, ale warto również wspomnieć o samym wydaniu książki, które jest całkowitym dopełnieniem opowieści. Zawiera intrygujące i czasem mroczne zdjęcia, które przedstawiają bohaterów. Jest to genialne rozwiązanie dla osób, które nie do końca potrafią sobie wyobrazić osobliwe istoty. Mieszkańcy domu Pani Peregrine stają się dzięki nim bardziej namacalni i bliscy czytelnikowi. Wielokrotnie nie mogłam oderwać oczu od ilustracji, które za każdym razem wywoływały u mnie dreszczyk emocji. Widać, że cała książka została skrupulatnie przemyślana, a każdy jej element jest solidnie dopracowany. 
 Podsumowując jest to powieść, która jak najbardziej zasługuje na przeczytanie. Może na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym, ale Pan Ransom Riggs zadbał o to, by jego historia nie zginęła w tłumie. Zwroty akcji wielokrotnie mnie szokowały i pozostawiały po sobie wielki niedosyt. Autor zaserwował nam przygodę, która na zawsze zostanie w pamięci, wraz z jego wspaniałymi i osobliwymi postaciami. Po zakończeniu książki nabrałam jeszcze większej ochoty na film, który zapowiada się naprawdę dobrze, ponieważ jego reżyserem jest sam Tim Burton.

 


Czytaj dalej...

Civil War.


  W jednym z pierwszych postów na blogu napisałam jak bardzo nie mogę się doczekać nowego Kapitana Ameryki. Wczoraj w końcu nastąpił ten długo wyczekiwany dzień i mogłam się rozkoszować widowiskiem, które zapewniło mi masę emocji.
   Zawsze byłam i będę po stronie Iron Mana, który nigdy nie był ideałem, ale jednocześnie sprawiał, że się go uwielbiało. W filmie pięknie ukazali, że nawet tak butna postać potrafi się ugiąć i przystosować do czyjejś racji. Z założenia Avengers powstało po to by chronić ludzkie życie, a większość działań Mścicieli, a zwłaszcza pod dowodzeniem Kapitana Ameryki doprowadzało do tak zwanych wypadków przy pracy, czyli wielu zabitych, czy okaleczonych ludzi. Do Tony'ego w końcu dociera ta przykra prawda i postanawia się oddać w ręce innych, czyli zarejestrować.
  Całkiem inaczej odbieram postać Kapitana Ameryki, którego fanką nigdy nie byłam, a najnowszy film tylko utwierdził mnie w moim przekonaniu. Uparty, nieskłonny do kompromisów i na dodatek uważa, że jest ponad prawem. Nikomu nie potrafi przyznać racji, jego zdanie było najważniejsze i najbardziej słuszne. Prawdziwy egoista, który uważa, że ludzkości i tak nikt lepszy poza superbohaterami się nie przytrafił, więc jak mogą narzekać. Jeszcze na początku mogłam zrozumieć jego decyzję, ponieważ był żołnierzem i nie chciał znowu zostać marionetką w rękach innych ludzi, ale jego dalsze działania sprawiły, że całkowicie stracił w moich oczach. Udowodnił, że nie potrafi być przyjacielem, albo raczej potrafi być jedynie dla jednej osoby. Strasznie żałuję, że nie potoczyli jego wątku tak jak w komiksie.

 
  Film trzyma w ciągłym napięciu i jest napakowany zaskakującymi zwrotami akcji. Raz wygrana jest po jednej stronie, zaraz wszystko się odmienia, bo bohaterowie w trakcie bitwy zmieniają strony konfliktu. Dawno już nie odczuwałam tak skrajnych emocji podczas seansu. Złość, nienawiść, smutek, współczucie, radość to wszystko przeżywałam razem z bohaterami i nie potrafiłam usiedzieć w spokoju. Sama bitwa, która była jednym z głównych wątków filmu zajęła około 20 minut i wystarczająco ukazała zdolności bohaterów. Dzięki temu mieliśmy okazję poznać postacie, które niedługo pojawią się w najnowszych filmach, ale i podziwiać te które już dobrze znamy. Spider - Man, który był największą niewiadomą filmu i powodował sporo konfliktów wśród fanów sprawił, że z niecierpliwością wyczekuję filmu z nim w roli głównej. Młody chłopak, który dopiero poznaje swoje zdolności i tryska energią. Świetnie się zaprezentował i cieszę się, że po filmie pozostawił lekki niedosyt, bo w końcu to był jedynie zalążek jego zdolności, a w pełnej krasie poznamy go dopiero w Spider - Man: Homecoming". Black Panther również świetnie wypadł i jako jedyny udowodnił, że zemsta nic nie zmieni, a tym bardziej wyniszczające bitwy. Mam wrażenie, że ta postać skrywa wiele tajemnic i nie raz nas zaskoczy. Warto wspomnieć o Ant - Manie, który nie wyszedł ze swojej roli i nadal robił za postać, której zadaniem było głównie rozśmieszanie widzów. Zabrakło mi trochę Visio i jego zdolności, odnoszę wrażenie, że twórcy boją się wykorzystać jego potencjał, bo wtedy nie starczyłoby miejsca dla pozostałych bohaterów.



  Konflikt między Kapitanem Ameryką, a Iron Manem zaostrza się z minuty na minutę, ponieważ każdy z nich ma twarde argumenty, a na dodatek w pewnym momencie już nawet nie chodzi o polityczne poglądy, ale i o starego kompana Steve'a Rogersa, czyli Zimowego Żołnierza. Wtedy również pojawia się czarny charakter czyli Zemo, który bez wielkiego wysiłku rozpracował taktykę, dzięki której zasiał ziarno nieporozumienia wśród Avengersów. Jego postać jedynie ukazuje jak poszkodowani są ludzie i że nie potrafią być wdzięczni superbohaterom, bo bardzo często stają się ofiarami w ich spektakularnych walkach. 
  Podsumowując film jest genialnym widowiskiem, które wielokrotnie wbija widza w fotel. Jest pełen dobrych żartów, zaciętych walk i sporów, które wywołują emocje i w końcu pozwalają postawić się po którejś ze stron, więc ludzie nie są biernymi obserwatorami, ale cały czas starają się zrozumieć motywy bohaterów i zdecydować, który z nich ma rację, a uwierzcie, że w trakcie filmu wiele momentów może doprowadzić do zmiany zdania. Marvel Studio znowu wykonało dobrą robotę, dzięki której mam ochotę na kolejne filmy o superbohaterach. Patrząc na zbliżające się produkcje i rozległe plany jestem pewna, że takie filmy nigdy się nie znudzą i ludzie zawsze będą chcieli je oglądać, bo każdy chce wierzyć w superbohaterów, nawet wtedy, gdy tylko widzimy ich na ekranie.
Czytaj dalej...

,,Uczeń Skrytobójcy" Robin Hobb.

,,Ruszyliśmy pod górę i pod wiatr. To właśnie nagle wydało mi 
się metaforą całego mojego życia."
- Robin Hobb ,,Uczeń Skrytobójcy"


,,Uczeń Skrytobójcy" to pierwszy tom cyklu ,,Skrytobójca". Trafiłam na tę historię przez przypadek i to z powodu ,,Misji Błazna", która okazała się kontynuacją tej serii. Podobno nie trzeba znać książek o Bastardzie Rycerskim, by zacząć serię o Błaźnie, ale  jednak coś mnie podkusiło, by sięgnąć po pierwsze tomy i jestem z tego powodu niesamowicie zadowolona.

Opis ze strony wydawnictwa Mag:
"Uczeń skrytobójcy" to pierwszy tom legendarnej serii fantasy. Jest w niej magia i zły urok, jest bohaterstwo i podłość, pasja i przygoda. Młody Bastard to nieprawy syn księcia Rycerskiego. Dorasta na dworze w Królestwie Sześciu Księstw, wychowywany przez szorstkiego koniuszego swego ojca. Ignoruje go cała rodzina królewska oprócz chwiejnego w swoich sądach króla Roztropnego, który każe uczyć chłopca sekretnej sztuki skrytobójstwa. W żyłach Bastarda płynie błękitna krew, ma więc zdolność do korzystania z Mocy.


,,Gdy rozważasz motywy działania człowieka, nie zapominaj, że nie wolno ci go
mierzyć własną miarą."

Dawno już nie czytałam tak dobrej i poruszającej historii, która wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie wypuściła przez długie godziny. Wspominałam już, że bardzo lubię książki, w których główne postacie dorastają w trakcie historii, tak było i w przypadku Bastarda. Poznajemy go, gdy ma 6 lat i trafia do Królestwa Sześciu Księstw. Jako mały chłopiec nawet nie ma świadomości jaką wielką rolę odegra i czego będzie musiał dokonać. Początkowo jego życie jest dość beztroskie, pomaga przy koniach i innych zwierzętach. Rodzina królewska go ignoruje, więc chłopiec znajduje przyjaciół wśród zwierząt i dzieci z poza zamku. Jednak jak to bywa na różnych dworach, to i tutaj zaczynają się tworzyć różne intrygi, spiski, czy decydowanie o losie drugiego człowieka. W ten sposób Bastard szybko musi pożegnać się z dzieciństwem i przyjąć szkolenia, które zostały mu narzucone przez samego króla. Początkową są to zwykłe nauki jak pisanie, czytanie, czy sztuki walki, dopiero potem przychodzi pora na najważniejsze lekcje, czyli spotkania z tajemniczym Cierniem. Wtedy dopiero chłopak dowiaduje się jaki brutalny jest świat i że sam nie może decydować o swoim życiu. Musi wykonywać polecenia króla, nawet wtedy, gdy są niezgodne z jego zasadami. Traci swoją niewinność i szybko zamienia się w całkiem innego człowieka, w którego rękach leży dobro królestwa. Wraz ze szkoleniem Bastarda na skrytobójcę zaczyna się porywająca historia przy której idzie się całkowicie zatracić. Ciągłe zwroty akcji sprawiają, że nie da się odłożyć książki na bok i z wielkim przejęciem czeka się na rozwiązanie każdej misji głównego bohatera. 


,,Wielu ludzi cudzy uśmiech losu traktuje jako lekceważenie ich samych."

Autorka do każdego z bohaterów podeszła bardzo indywidualnie, co moim zdaniem jest wielką zaletą książki. Każda postać ma dobrane imię na zasadzie swojej charakterystycznej cechy, czy statusu. W ten sposób mamy Bastarda, czyli po prostu bękarta. Książę Szczery jak mówi jego imię był otwarty i bezpośrednim człowiekiem, natomiast jego młodszy brat Władczy od zawsze miał zamiłowanie do rządzenia ludem. Dzięki temu każdy bohater jest wiarygodny i prawdziwy. Większość z nich zyskała moją sympatię i z chęcią o nich czytałam. Bardzo polubiłam głównego bohatera, który na pierwszy rzut oka wydawał się zwyczajnym i prostym dzieckiem, a okazał się wyjątkową i bardzo skomplikowaną postacią. W młodym wieku musiał zmierzyć się z trudnymi zadaniami, które zniszczyłyby niejednego człowieka. Wielokrotnie  udowodnił, że jest godny zaufania i nigdy nie zdradzi swojego króla. Posiadał wiele talentów, przez które bardzo często miał kłopoty i mocno cierpiał. Jednym z nich jest umiejętność Rozumienia, która sprawiała, że był bardzo mocno związany ze zwierzęciem. Ten dar najbardziej mnie oczarował, ponieważ dzięki temu została ukazana więź człowieka z ukochanym stworzeniem. Mamy całkowity wgląd w myśli zwierzaka i widzimy jego bezgraniczne oddanie dla człowieka. Relacja Bastarda ze zwierzętami wielokrotnie doprowadzała mnie do wzruszenia, w tych pięknych jak i koszmarnych momentach. Bardzo istotną postacią jest również królewski Błazen, który wielokrotnie mnie zaskoczył i utwierdził w przekonaniu, że nie wiadomo, czego się można po nim spodziewać. Dwuznaczna postać, która zmienia się w zależności od sytuacji i mówi zagadkami, które niejednokrotnie rozwiązały się dopiero pod koniec serii. 

Jestem pod wielkim wrażeniem historii wykreowanej przez Robin Hobb. Wszystko wydaje się dokładnie przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Wykreowani bohaterowie są niesamowicie wiarygodni i miotają nimi wszelakie uczucia, dzięki czemu łatwo się wczuć w ich sytuację i wraz z nimi przeżywać wzloty i upadki. Autorka nie oszczędza swoich postaci, a już zwłaszcza głównego bohatera, przez co chłopak ciągle ma pod górkę i wraz z nim tracimy nadzieję na lepszą sytuację. Szczerze polecam tę historię wszystkim, którzy lubią fantasy, chociaż mam wrażenie, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. Książkę wręcz się pochłania, a każdy następny tom jest coraz lepszy, dojrzalszy i o wiele bardziej zaskakujący.
Czytaj dalej...

,,Królowa Tearlingu" Erika Johansen.

,,Carlin zawsze mawiała, że większość mężczyzn to psy, ale Kelsea nigdy nie brała jej słów na poważnie. Zbyt wiele dobrych książek napisali właśnie mężczyźni."
-Erika Johansen ,,Królowa Tearlingu"



Książka, której w ogóle nie miałam w planach, ale zauważyłam, że jej pozytywne recenzje wręcz mnie zalewają. Stwierdziłam, że w końcu muszę się sama przekonać o co chodzi z tą historią i czy faktycznie jest warta tego szumu, który jej towarzyszy.

Opis z okładki:
Młoda księżniczka musi upomnieć się o tron i stoczyć bój z potężną czarownicą w decydującej rozgrywce między światłością a mrokiem. Kelsea dorastała w ukryciu, z dala od królewskiej twierdzy, i niewiele wie o straszliwej przeszłości Tearlingu. Jej przodkowie odpłynęli z chylącego się ku upadkowi świata, by stworzyć nowy, wolny od technologii. Jednak społeczeństwo podzieliło się na trzy zastraszone narody oddające hołd czwartemu: potężnemu Mortmesne pod rządami okrutnej Szkarłatnej Królowej. W dniu dziewiętnastych urodzin Kelsea wyrusza w niebezpieczną podróż do stolicy, gdzie ma zająć należne jej miejsce na tronie Tearlingu. Jednak zło, jakie odkrywa w sercu królestwa, popycha ją ku śmiałemu czynowi, który otwiera Szkarłatnej Królowej drogę do zemsty. Śmiertelnie niebezpieczni przeciwnicy – od skrytobójców po ludzi posługujących się najmroczniejszą magią krwi – snują plany zamordowania dziewczyny. Kelsea dopiero rozpoczyna walkę o ocalenie królestwa. Pełna zagadek, zdrad i niebezpieczeństw droga do jej przeznaczenia jest próbą ognia, z której wyłoni się legenda... lub która doprowadzi do jej upadku.


,,- Członkowie Caden zapewne już spalili chatę. Nie masz zbyt wielu lojalnych ludzi, pani. Naprawdę chcesz wyprawić ich w tak bezsensowniej sprawie?
-Może i książki były bezsensowne w królestwie mojej matki, Lazarusie, ale w moim będzie inaczej. Rozumiesz?"

,,Królowa Tearlingu" to jedna z tych książek względem której miałam za duże oczekiwania i to mnie chyba zgubiło. Nawet nie mogę powiedzieć bym znalazła w niej coś, co mnie mocno zraziło, ale również nie było w niej nic, co by mnie oczarowało. Jest dla mnie takim totalnym średniakiem, który się miło czyta, ale nie wywołuje efektu ,,wow". Miałam wrażenie, że cała książka (480 stron) była jedynie przydługim wstępem do kolejnego tomu. Historia sama w sobie jest dobrze zarysowana, wszystko szczegółowo wyjaśnia i potrafi zaintrygować, ale akcja rozwija się niesamowicie powolnie. Przez 1/3 książki bohaterowie zmierzają do twierdzy i jedynie rozmawiają na temat królestwa, jego historii i wspominają byłą królową. Ogólnie większość książki jest mocno przegadana i to naprawdę może zniechęcić czytelnika. W momentach, gdy w końcu coś zaczynało się dziać, to i tak rozwiązywało się w dość prosty sposób, bez skomplikowanych intryg. Tylko najwytrwalsi, którzy nie usnęli po drodze i dotarli do końca, mogą się nacieszyć przewrotnością wydarzeń. Ostatnie 100 stron nadrabia całą książkę i daje nadzieję, że kolejna część w końcu zaserwuje nam odpowiednią dawkę emocji.

Bohaterowie również nie wyróżniają się niczym szczególnym, chociaż w dalszej części książki główna bohaterka zaczęła zyskiwać moje uznanie. 19 letnia Kelsea o dziwo nie jest ślicznotką, która przez młodzieńcze lata ukrywała się w lesie, a potem wyszła jak feniks z popiołów. Jest przeciętnej urody kobietą, która stanowczo zbyt często przejmuje się swoim wyglądem. Ciągle podkreśla, że ma kształty i lubi sobie podjeść, a inni bohaterowie bez problemu jej to wypominają. Podczas podróży do zamku odnosiłam wrażenie, że jest to kolejna rozkapryszona nastolatka, ale bardzo się co do niej pomyliłam. Gdy już trafiła do zamku pokazała, że ma głowę na karku i bez chwili zawahania rzucała się w sam środek bitwy, czy udowadniała wszystkim, że nie da sobą pomiatać. Ogromnego plusa dostała ode mnie również za stosunek do książek i chęć ich posiadania. Również niesamowicie ucieszyło mnie wspomnienie o ,,Hobbicie" i ,,Władcy Pierścieni", więc ukłon w stronę autorki. Pozostałe postacie są dość schematyczne, choć poczucia humoru, czy tajemniczości im nie brakuje. Buława - wierny kapitan straży, który wielokrotnie ratował księżniczce życie, no i Duch - tajemniczy i przystojny złodziej, który pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Szkarłatna królowa również zbytnio nie zaskakuje, bo to już standardowe zagranie, że takie postacie posługują się czarną magią. Jej postać również nie za wiele robi w tej części, głównie mamy wgląd do jej przemyśleń i planów co do Tearlingu i jego nowej królowej.


,,- Bardzo zabawne, Wasza Wysokość.
- Nigdy nie popełniasz błędów?
- Ludzie, którzy popełniają błędy, rzadko uchodzą z nich z życiem."

Końcówka książki sprawiła, że na pewno sięgnę po kontynuację, ponieważ w końcu zaczęło się coś dziać i otrzymałam odpowiedzi na kilka nurtujących pytań. Motyw magii zaczął nabierać kształtu, chociaż nadal pozostaje dość sporą tajemnicą. Skąd się bierze? Jakie zdolności oferuje? I czy jest więcej magicznych przedmiotów? Tak, jest to bardzo obiecujący temat. Kolejnym obiecującym wątkiem jest romans. Bardzo lubię, gdy jest on wolno wprowadzany i nie staje się najważniejszy w książce. Szczerze powiedziawszy to ciężko mówić o romansie w tej części, jedynie została ukazana chemia, przynajmniej ze strony głównej bohaterki. Trzecim i chyba najbardziej interesującym motywem jest świat wykreowany przez autorkę. Przodek Kelsey dotarł do Tearlingu, by stworzyć od podstaw demokratyczny i szczęśliwy kraj. Jednak po wielu latach wszystko stało się takie jak przed Przeprawą. Ludzie znowu zaczęli żyć w ubóstwie, boją się zsyłek do Szkarłatnej królowej. Utracili wiedzę z zakresu medycyny, czy nauki, a cała technologia przepadła. O samej Przeprawie za dużo nie wiemy, nadal jest to dość tajemniczy wątek i jedynie z lekcji historii Kelsey otrzymujemy pewne informacje. 

Reasumując jest to dobrze zarysowana historia z  szansą na intrygujące zwroty akcji w kontynuacji. Czy tak będzie? Niedługo się przekonam i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Liczę na to, że nie będzie już tylu przegadanych momentów i historycznych wyjaśnień, ponieważ to naprawdę potrafi mocno znużyć. Jeśli kolejny tom będzie trzymał poziom końcówki pierwszej części to jestem skłonna polubić tę historię. Póki co nie potrafię się nią zachwycać, ale też nie mogę jej przekreślić, ponieważ najbardziej interesujące mnie wątki zostały jak na razie ledwie wprowadzone i z chęcią poznam ich rozwinięcie.



Czytaj dalej...

W głowie się nie mieści book tag + podsumowanie kwietnia.

Dzisiaj przychodzę do was z podsumowaniem kwietnia, który był dla mnie bardzo owocny pod względem czytania książek, jak i ich kupowania. :) Również chciałam nadrobić zaległości w nominacjach, więc wybrałam bardzo przyjemny Tag, z jednej z moich ulubionych bajek. 

Za nominację dziękuję: http://ksiazkomaniaczka2.blogspot.com/



1. RADOŚĆ, czyli książka ,która mnie nią napełniła.
Szczerze powiedziawszy to jestem szczęśliwa dzięki każdej dobrej książce, ale ostatnimi czasy najbardziej rozbawiła mnie twórczość Pani Kisiel, a dokładnie ,,Dożywocie" i ,,Nomen Omen". Autorka ma świetne poczucie humoru, a jej postacie zapadają w pamięci na długo. Zwłaszcza urocze Licho w bamboszkach. :)

2. OBRZYDZENIE, czyli książka, która wywołała w tobie niesmak.
Przy takich punktach już chyba zawsze będę podawać ,,50 twarzy Greya". Ubogie słownictwo, ciągłe powtórzenia (,,wewnętrzna bogini" wielokrotnie doprowadzała mnie do szału, a przy momentach, w których Ana przygryzała wargę miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno), kiepskie dialogi i praktycznie brak akcji. Tak, po tej książce pozostał mi ogromny niesmak. 

3. STRACH, czyli książka, która Cię wystraszyła. 
Nie czytam strasznych książek, więc ciężko mi tutaj jakąś podać. Lekki dreszczyk czułam przy ,,Złe dziewczyny nie umierają", ale to było jedynie wczucie się w klimat książki. Strach to ja odczuwam za każdym razem, gdy któryś z moim ulubionych bohaterów może stracić życie, a miałam tak podczas czytania ,,Dworu cierni i róż". Końcówkę książki przeczytałam praktycznie na wdechu, ponieważ bałam się, że autorka doprowadzi do rozlewu krwi.

4. SMUTEK, czyli książka, która wycisnęła ze mnie łzy.
Jest niewiele książek podczas, których płakałam, więc wszystkie z nich dobrze pamiętam, a są to : ,,Harry Potter" (za każdym razem, gdy umierały moje ulubione postacie), ,,Mechaniczna księżniczka" (końcówka została tak pięknie napisana, że bez wzruszenia się nie obyło) no i ,,Wielki Mistrz" (na samo wspomnienie do dzisiaj pęka mi serce).

5. ZŁOŚĆ, czyli książka, która mnie najbardziej zirytowała.
Książki na ogół mnie nie złoszczą, raczej niektóre w nich fragmenty. Ostatnią z takich pozycji jest ,,Pani Noc", gdzie autorka notorycznie podkreślała, że bohaterowie chodzą na boso jakby to była najistotniejsza informacja w całej historii. Ogólnie w tej książce było moim zdaniem sporo nieistotnych momentów, czy opisów, które jedynie służyły jako zapychacze.

Nie wiem, czy ktoś z was robił już ten Tag, ale nominuję:
- http://secretsofbooks.blogspot.com/ 
http://odkawywoleksiazke.blogspot.com/
http://natalax3recenzje.blogspot.com/
http://books-world-come-in.blogspot.com/
http://alejaczytelnika.blogspot.com/


Podsumowanie kwietnia
Udało mi się przeczytać 10 książek z czego się ogromnie cieszę, ponieważ zbyt często to się nie zdarza. Z recenzjami nadal jestem w plecy, ale powoli wszystko nadrabiam. Przeczytałam:

1. ,,Pani Noc" Cassandra Clare - 828 str
2. ,,Czasomierze" David Mitchell - 665 str
3. ,,Korona w mroku" Sarah J. Maas - 495 str
4. ,,Pan Lodowego Ogrodu - tom 1" Jarosław Grzędowicz - 541 str
5. ,,Klątwa Tygrysa" Colleen Houck - 350 str
6. ,,Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk - 412 str
7. ,,Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton - 298 str
8. ,,Królowa Tearlingu" Erika Johansen - 486 str
9. ,,Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas - 527 str
10. ,,Księga cmentarna" Neil Gaiman - 226 str

Razem to daje 4 828 stron. Recenzję, której z wymienionych książek chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności? :) A na koniec moje zdobycze. Wszystko upolowane na promocjach, których było od zatrzęsienia w ostatnim miesiącu.



Czytaj dalej...
GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka