,,Za garść amuletów" Kim Harrison.


  Znacie to uczucie, gdy w końcu doczekacie się kontynuacji jakiejś serii i nagle dochodził do was, że nic nie pamiętacie z wcześniejszych części? Ja tak właśnie miałam w przypadku ,,Zapadliska”, czyli cyklu o czarownicy - Rachel Morgan. Tom 4 został wydany po prawie siedmioletniej przerwie i naprawdę, po takim czasie miałam już problem z przypomnieniem sobie wcześniejszych wątków historii.
  Tym razem Rachel została narażona na wielkie niebezpieczeństwo z powodu swojego byłego faceta Nicka. Posiada on przedmiot, który chcą zdobyć wilkołaki, a one nie zawahają się nawet przed zniszczeniem Zapadliska, byleby otrzymać to czego pragną. Główna bohaterka jest zmuszona ukrywać się w małym miasteczku i ryzykować własnym życiem, by uratować los mieszkańców Cincinnati.
  Jak już wspomniałam, niewiele pamiętam z wcześniejszych części i to dość mocno skomplikowało mi kilka pierwszych rozdziałów. Przy każdej wspominanej osobie musiałam się mocno wysilić, by połączyć fakty i przypomnieć sobie wątki z trzech pierwszych tomów. Na szczęście dalsze wydarzenia zostały poprowadzone nowym torem i mogłam ponownie wczuć się w historię. Od razu przypomniałam sobie, za co tak lubię serię o Rachel Morgan i dodatkowo odkryłam kolejne zalety ,,Zapadliska”.
  W najnowszym tomie Autorka ponownie napakowała historię wieloma zwrotami akcji. Nie ma chwili nudy, Rachel ciągle popada w jakieś kłopoty i w mistrzowski sposób z nich wychodzi. Zawsze jestem pod wrażeniem pomysłów Autorki, która do ostatniej chwili trzyma czytelnika w napięciu i zadziwia ostatecznym zakończeniem. Każda sytuacja, w której znajduje się główna bohaterka wydaje się beznadziejna, co jest dość często spotykanym wątkiem w książkach, jednak tutaj wszystko jest tak poprowadzone, że nigdy nie wiemy, czy te ,,beznadziejne sytuacje” zakończą się szczęśliwie dla czarownicy. Z rozdziału na rozdział, napięcie coraz mocniej rośnie i w końcu wczuwamy się w Rachel i analizujemy jej wybory, tak jakby to od nich zależało nasze, a nie czarownicy życie. 
  Kolejną zaletą książki na pewno są relacje między postaciami. Autorka ma talent do tworzenie wielowymiarowych bohaterów, bez których historia nie miałaby prawa bytu. Rachel jest jedną z niewielu kobiecych postaci, którą naprawdę lubię i byłaby wręcz idealna, gdyby nie jedna, maleńka wada, czyli ciągłe zachwycanie się wyglądem napotkanych facetów. Oczywiście ideały nie istnieją, więc czarownica nadrabia to całym arsenałem zalet, zaczynając od niewyparzonego języka i kończąc na głowie pełnej magicznych zaklęć, które ratowały jej tyłek z wielu kryzysowych momentów. Warto również wspomnieć, że Rachel ciągle się rozwija, dzięki czemu w ogóle nie nudzi czytelnika i mam nadzieję, że się to nie zmieni, ponieważ seria ma aż 13 tomów. Kolejną najistotniejszą postacią tej części jest pixi – Jenks  i mam wrażenie, że to on skradł całe show. Jego zachowanie, sposób myślenia, płynne przejście z beztroskiego chłopca do mężczyzny, który wiele przeżył oraz jego charakterystyczne powiedzonka sprawiły, że totalnie go pokochałam i mam nadzieję, że Autorka nigdy nie zrezygnuje z tak przebojowej postaci, a najpotężniejsza czarownica rozwiąże egzystencjalny problem Jenksa. Mocno wyróżniającym się charakterem jest również Ivy – wampirzyca, która nie potrafi utrzymać w ryzach swoich morderczych instynktów. Silna postać i na dodatek bardzo nieprzewidywalna. Wielokrotnie sprawiała, że nudna sytuacja nabierała barw i za każdym razem intrygowała czytelnika swoim skomplikowanym stanem emocjonalnym. To trio znalazło się aktualni u szczytu moich ulubionych książkowych zespołów. W pojedynkę wypadają trochę blado, ale razem całkowicie się dopełniają i dadzą sobie radę z każdym przeciwnikiem. 
  Wspomnę też o błyskotliwych dialogach, przesiąkniętych dobrych humorem i sarkazmem. Główna bohaterka z każdą postacią ma inne stosunki i są one wyraźnie zaznaczone w ich rozmowach. Dzięki temu od razu wiemy z kim jest blisko, a kto nieraz zadarł z Rachel. Dlatego przez te dialogi mocno dało się odczuć spłycenie relacji z Kristinem, a raczej odsunięcie jego postaci na dalszy plan. Pojawił się jedynie na początku i na końcu książki, przez co ciężko było mi uwierzyć w ich głębokie uczucie. Również trochę niezadowolona byłam z powrotu byłego faceta Rachel. Nick był moim zdaniem zapychaczem tej książki, chociaż dzięki niemu udało się również zamknąć kilka wątków rozpoczętych we wcześniejszych tomach. Były facet Rachel stał się powodem całego zamieszania, ale równie dobrze Autorka mogła się go pozbyć o wiele szybciej, bo jedynie irytował swoją obecnością oraz tym co mówił i robił. W sumie ciężko polubić postać, która przez większość czasu robi za cień głównej bohaterki i wiecznie narzeka, bo nie może się pozbierać po ,,koszu". 
  Książka chociaż ma ponad 700 stron to zleciała mi zbyt szybko i ubolewam, że znowu trzeba czekać na kolejny tom. Mam nadzieję, że tym razem pojawi się o wiele szybciej i nadal będzie trzymać aktualny poziom. Jeśli jeszcze nie czytaliście ,,Zapadliska” to szczerzę mogę wam polecieć ten cykl. Nie tylko fani urban fantasy powinni być nim zadowoleni, ale również czytelnicy, którzy lubią przewrotną akcję, dobry humor oraz pokręconą główną bohaterkę. 

Ps. Jeśli ktoś lubi oglądać zdjęcia książek to zapraszam na mojego Instagrama. :)

9 komentarzy :

  1. dlatego lubię serie, w których autor zręcznie wplata przypomnienie wcześniejszych tomów w fabułę :D lubię też czytać zakończone serie :D zainteresowałam się twórczością Kim Harrison, dopisuję do listy :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria jest zakończona - ma 13 tomów, więc jeśli nie masz problemu z czytaniem po angielsku to Ci zazdroszczę. Ja niestety muszę czekać, aż książki zostaną u nas wydane, a jak widać trwa to kupę czasu. :D

      Usuń
  2. Recenzja jest super napisana a ksiązka tym razem nie dla mnie :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/04/jak-zaplanowac-kupno-wymarzonej-sukni.html

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo to coś dla mnie <3
    Kojarzy mi się nieco z Dorą Wilk :) Ale chętnie looknę na pierwszy tom <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że wilkołaki nie zniszczyłyby Zapadliska, aby dostać artefakt. One chcą Zapadliska poprzez ten artefakt, a nie artefakt poprzez Zapadlisko. Gdyby zniszczyły Zapadlisko, zniszczyłyby też siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pamiętam, bym w ogóle kiedyś tę serię gdzieś widziała ;p Na razie to do moich planów nie ląduje, ale może kiedyś mnie weźmie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, nigdy o książce (i o całym cyklu) nie słyszałam. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją, może spróbuję przeczytać.
    karolilka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba zapewnisz mi tbr na kolejne miesiące (vel lata, zależy od postępów w wydawaniu tłumaczeń xd)

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam tej serii, ale bardzo mnie zaciekawiłaś recenzją tej książki i myślę, że warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń

GeekBooks © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka